<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280</id><updated>2012-03-01T18:53:08.253+01:00</updated><category term='Amy Winehouse'/><category term='miłość'/><category term='jazz'/><category term='judo'/><category term='rodzic'/><category term='trampki'/><category term='głodówka'/><category term='psychowzroczność'/><category term='depresja'/><category term='droga rzadziej wędrowana'/><category term='mity'/><category term='pomarańczowy'/><category term='neurony lustrzane'/><category term='prokrastynacja'/><category term='Święta'/><category term='daniel j. siegiel'/><category term='pustka'/><category term='candida'/><category term='umysł'/><category term='komentarze'/><category term='emisja głosu'/><category term='praca'/><category term='Roll May'/><category term='szkoła'/><category term='obręcz'/><category term='narcyzm'/><category term='samokontrola'/><category term='taoizm'/><category term='rodzina Soprano'/><category term='Sartre'/><category term='sąd rodzinny'/><category term='Porozumienie bez przemocy'/><category term='http://www.blogger.com/img/blank.gif'/><category term='koniec'/><category term='ścianka'/><category term='kobieta'/><category term='neroplastyka'/><category term='sandor marai'/><category term='Witkowski'/><category term='gitara'/><category term='127 godzin'/><category term='studia'/><category term='akceptacja'/><category term='wojny rdzeniowe'/><category term='gotye'/><category term='groucho marx'/><category term='dzieci'/><category term='Nirvana'/><category term='Drwal'/><category term='joga'/><category term='Wellbutrin'/><category term='szachy'/><category term='sześć stóp pod ziemią'/><title type='text'>Życie w budowie</title><subtitle type='html'>"Bolesny jest poród człowieka, zwłaszcza gdy rodzi siebie sam w wieku dorosłym" (S.J.Lec)</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>76</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-5144106888112607599</id><published>2012-03-01T07:15:00.002+01:00</published><updated>2012-03-01T07:17:52.149+01:00</updated><title type='text'>gdzie jesteś moja stabilności?</title><content type='html'>gdzie jesteś moja stabilności, wracaj, już, natychmiast, do nogi !!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;patogeny są znane, kobiety i alkohol. praca też nie pomaga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na szczęście mam pamięć i rozum.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-5144106888112607599?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/5144106888112607599/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/03/gdzie-jestes-moja-stabilnosci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5144106888112607599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5144106888112607599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/03/gdzie-jestes-moja-stabilnosci.html' title='gdzie jesteś moja stabilności?'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3273261700356746748</id><published>2012-02-29T17:37:00.004+01:00</published><updated>2012-02-29T21:01:53.612+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sandor marai'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='joga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>w pracy, w autobusie, w życiu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytam w autobusie "Pierwszą miłość" Sandora Marai. Coś cudownego. Jadąc z jedną stopą w kierunku jazdy a drugą prostopadle, wciśnięty gdzieś w kąt dzięki uprzejmości starszej pani, która przesunęła kolana. Książka jest fantastyczna, muszę jeszcze sprawdzić kto tłumaczył - czyta się pod pewnym względem jak Gombrowicza, po prostu nagle jestem tam, widzę te drzewa, nadmiernie rozrosłe, pokój z postarzałym lustrem, czuję chaos jaki musi panować w głowie bohatera. Tęsknię trochę za atmosferą tego małego miasteczka choć wiem, że bym tam umarł z nudów. Ale byłoby bezpiecznie, posada nauczyciela w gimnazjum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panna K nie odzywa się od paru dni a wiem przecież, że jest uzależniona od internetu. Trochę mnie to wkurza – mam nadzieję, że zaraz to wkurzenie osiągnie apogeum i wtedy mi przejdzie bo dojdę do wniosku, że nie mam ochoty na gierki. Że jest niepoważna. I wtedy się pewnie odezwie i cała zabawa rozpocznie się od nowa. Może to i dobrze – w miarę bezboleśnie przejdę te etapy, drobnymi krokami. Nie chce mi się więcej o tym pisać. W dodatku wczoraj nie udało mi się na jogę dotrzeć. Nic to, mam jeszcze trochę czasu, żeby sobie z tym wszystkim poradzić, mam sporo czasu żeby się ustabilizować, rok, dwa? Ostatnio na jodze udało mi się przez dwadzieścia sekund stać na głowie bez podparcia – radość, moc. Ja dojrzewam, ona pewnie też trochę. Dochodzę do wniosku, że moja tęsknota za rodziną jest tak wielka, że już mi pozostanie do końca życia. Teraz tylko muszę jakoś ogarnąć ten temat. A to nie takie proste, pięć dni w pracy mnie tak frustruje, że już planuję gdzie pójdę w najbliższy piątek – tam raczej nie poznam nikogo. Wypić dwa, trzy szoty i potańczyć. Gitara też mnie frustruje ostatnio. Mam dobry nastrój – palce same skaczą tam gdzie powinny, nie mam – są zupełnie drewniane. Chcę wieczorem poćwiczyć a tu godzina dziesiąta, oczy mi się zamykają, przed szóstą trzeba wstać. Całą ta stabilność ma bardzo jasne objawy, jeśli potrafię stać na głowie bez ściany, to potrafię też grać na gitarze i zaszachować program na komórce. Jeśli nie potrafię – to nie potrafię wszystkiego. Ten blog pomaga.&lt;p&gt;&lt;/p&gt;    Praca jest porażką totalna, pracowałem w różnych miejscach ale w tak sztywnym jeszcze nigdy. Sztywność nad sztywnościami, sztywność niezbrojonego betonu, sztywność bez limitu, ograniczenie i porażka. Maile w stylu: nie zgadam się ze stwierdzeniem, że spotkanie zostało przełożone z powodu braku przygotowania na czas materiałów. Doszły nowe wymagania. Strach z tego wszystkiego wyziera tragiczny. Każdą jedną sytuację należy omailować, zabezpieczyć jak gdyby na końcu miał na górze siedzieć jakiś Bóg i przeglądać te maile i ważyć, trzeba zadbać, żeby nie było tam przypadkiem jakiejś niesprostowanej, oczerniającej informacji. Wyraz rozpaczy na twarzy, ten dobrotliwy głosik, słodki do omdlenia, zmarszczka na czole, brwi uniesione do góry w wyrazie zatroskania o losy jakże ważnej zmiany w systemie/raporcie czy innym gównie. Tak, wiem, matka chora na raka. Taki strach musi mieć swoje konsekwencje, znikąd się nie wziął. Współczucie miesza się we mnie z pogardą i wściekłością. To przez ludzi pełnych strachu i braku pomysłu na siebie istnieje coś takiego jak Mokotów przemysłowy gdzie pracuje się z własnej woli po dziesięć godzin. To przez własną głupotę się tu znajduję. Skąd to wszystko się wzięło w tym narodzie, ten strach? Z wojny, z ciężkich czasów? Tak już jest. Szefowie tej całej instytucji chodzący z miną dobrych tatusiów, co to dbają o dzieci swoje jak mogą, dobrotliwy uśmieszek na ustach. Nic tylko wbić ołówek w oko. To już bym wolał jakiegoś sku..., który przynajmniej nie udaje. Ale oni też są w to wszystko wciągnięci, chyba też w ten cały bajzel wierzą. Codziennie mentalnie wyrzyguję to z siebie. Wyrzyguję tę atmosferę w autobusie powrotnym, to podpisywanie kartonika mleka przed włożeniem do lodówki, te jałowe dyskusje na temat organizacji meczu na stadionie narodowym. Ze strachem zauważam, że moja odporność na to środowisko się kończy, już, teraz, po dwóch tygodniach. Dobrze, że pensja przyszła – na chwilę mnie orzeźwiło. I codziennie przy prasowaniu wspominam te koszulę, która zawisła na desce na miesiąc, kiedy ostatnio nie dałem radu pójść do pracy. Myślę wtedy o Martinie Edenie, jego pracy w pralni. To orzeźwia. Muszę zintensyfikować poszukiwania innej pracy, tutaj umieram – codziennie przez osiem i pół godziny z przerwą na lunch. Coraz intensywniej myślę też o przełączeniu się na zawód terapeuty. Przeraziły mnie jednak wczoraj koszty i czas, który jeszcze będę musiał poświęcić – ale chcę tego, to jedyne co mnie trzyma przy życiu teraz, w tej pracy. Jakaś perspektywa. Wkurza mnie też, że wszystko to muszę robić sam, bez wsparcia rodziny, bez zrozumienia, że taką ścieżkę chcę wybrać, że to jest właśnie dla mnie, że tak to czuję. Że tak naprawdę zabieram się za to tak bardzo późno, że czasem mam ochotę się puknąć w głowę i poddać. Będę miał cztery dychy na karku i dopiero rozpocznę pracę? Jak to wszystko zorganizować? Jak odróżnić ślepy upór, brak akceptacji tego co jest od dążenia do sensownego celu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3273261700356746748?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3273261700356746748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/w-pracy-w-autobusie-w-zyciu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3273261700356746748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3273261700356746748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/w-pracy-w-autobusie-w-zyciu.html' title='w pracy, w autobusie, w życiu'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4120886498975590302</id><published>2012-02-28T21:03:00.002+01:00</published><updated>2012-02-28T21:12:19.931+01:00</updated><title type='text'>Czasem trzeba sobie też dać prawo do smutku...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatni czas wspaniały. Delikatny wypad nocny, szkoła, joga, warsztat streetartowy, dzieci. Gdyby tylko pojawił się nagle słuch muzyczny. Nie poddam się. W pracy dramat ale w drodze powrotnej energia mnie rozpiera w autobusie na myśl co jeszcze w mogę zrobić do końca dnia. A dziś jakiś smutek mnie ogarnął nagle. Nie chciałem go a przyszedł. Zaskoczył mnie. I nagle się okazuje, że do tego też trzeba sobie dać prawo. Zadzwonić do kogoś, pogadać i przechodzi. Normalka. Tak chyba ludzie mają, ja też tak teraz mam. Nastroje - pojawiają się do czasu do czasu a potem idę spać - tak mi się podoba. Tak to ma być - pod kontrolą. Jak tak dalej pójdzie to pojadę na weekend w Bieszczady - mam wielką ochotę wyrwać się z miasta na trochę choćbym miał potem w niedzielę wracać w nocy prosto do pracy. No i odkrycie, to nie jest tak, że całe życie brakowało mi czasu. Czas miałem, brakowało mi energii, teraz śpię po siedem godzin dziennie i aż mnie rozrywa jak idę po chodniku. Myślę o wakacjach.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/-hqbkY1-iLQ" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4120886498975590302?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4120886498975590302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/czasem-trzeba-sobie-tez-dac-prawo-do.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4120886498975590302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4120886498975590302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/czasem-trzeba-sobie-tez-dac-prawo-do.html' title='Czasem trzeba sobie też dać prawo do smutku...'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/-hqbkY1-iLQ/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-5175442704804388898</id><published>2012-02-20T16:59:00.003+01:00</published><updated>2012-02-20T17:34:53.024+01:00</updated><title type='text'>Ciężki dzień dziś</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś sąd, samemu, bez adwokata - nie mógł. Przeżyłem, nie dałem się sprowokować, byłem rzeczowy. Opanowałem emocje, byłem w stanie pomyśleć zanim cokolwiek powiedziałem: "tak, popieram stanowisko", "wnoszę o oddalenie wniosku strony" itd, itp. Chyba wreszcie idzie w dobrym kierunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę w centrum Kopernika popełniłem błąd polegający na pociągnięciu łyka wody z butelki. W tym momencie, tuż obok mnie, rozległ się krzyk: "proszę natychmiast zakręcić butelkę, łamie Pan regulamin centrum". Wtedy popełniłem kolejny błąd. Absurd sytuacji, tego, że w ten sposób ktoś może na mnie krzyczeć w obecności moich dzieci, w tego typu miejscu, spowodował, że trochę do mnie docierało, co się tak na prawdę stało. Na tyle długo, że zdążyłem jeszcze raz przechylić butelkę do ust. To wyzwoliło zupełną furię pracownika centrum. Opanowałem się, nie krzyknąłem, nie podniosłem ręki, choć oczami wyobraźni widziałem go już na podłodze z podbitym okiem. Chyba więc wróciłem do panowania nad sobą, mam znowu umiejętność, która pozwoliła mi przejść przez wiele ciężkich chwil w życiu nie robiąc nikomu i sobie krzywdy. Teraz ta umiejętność jest świadoma, nie jest jakąś automatyczną blokadą wbudowaną w moje ciało. Potem byłem z dziećmi w planetarium, było super, bardzo to lubię, metafizyczny dreszcz podczas podróży przez gwiazdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj się widziałem z panną K. Dało mi to spotkanie trochę do myślenia, nie za bardzo wiem, czego ode mnie oczekuje, jej ciało mówi coś innego niż jej słowa. Nie wiem też czego ja oczekuje od niej. Więc tak to zostanie aż się nie rozwinie albo i nie. W każdym razie na razie dostaje od niej sporo rzeczy, które są dla mnie bardzo ważne. Wspólna kolacja, dość mądra rozmowa, wspólne wyjście z dziećmi - to bardzo ciepłe i ważne rzeczy w moim życiu. Widzę w niej mnóstwo energii, gra, pisze, chce zorganizować jakieś eventy społeczne - bardzo mi się to podoba. Jej siła, jej kreatywność, jej podejście do życia, brak strachu.  Ale widzę też drugą stronę tego medalu, dość sporą dawkę narcyzmu, to dziwne coś, co nie daje jej wytchnienia, co ją ciągle męczy, gdzieś popycha. Od tego chcę się trzymać z daleka, mnie coraz mniej rzeczy goni, ja coraz bardziej potrafię po prostu dać sobie luz. Z pewnością nadal w jakiś sposób jestem w niej trochę zakochany ale ogarnął mnie w tym obszarze jakiś luz, na nic nie liczę, niczego nie planuję, zakładam, że jest dobrze tak jak jest i chcę żeby w jakiejś formie powoli się toczyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca - koszmar, otoczony przez ludzi jarających się tym, czy udało im się zrealizować jakieś zgłoszenie, jadzących jabłko tak po cichu, żeby ktoś obok nie usłyszał. Totalna sterylność i zapieprzanie co rano w garniturze mimo mrozów albo totalnej chlapy. Codziennie muszę mobilizować całą siłę żeby się tam dowlec a potem nie wstać na biurku i nie wrzasnąć: "ludzie, obudźcie się!!!" a popołudniu zorganizować wystarczającą ilość zajęć, żeby jakoś zapomnieć, że jutro od rana to samo. Ale trzymam się, nie rzucę pracy z dnia na dzień - to już mam za sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś mam nastrój na Come: "&lt;span style="font-style: italic;" class="st"&gt;&lt;em&gt;To, że galaktyczny podmuch&lt;/em&gt; zniszczy cywilizacje, to nie jest dostateczny powód - by wybuchać płaczem&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/mlC0VDfp7PA" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-5175442704804388898?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/5175442704804388898/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/ciezki-dzien-dzis.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5175442704804388898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5175442704804388898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/ciezki-dzien-dzis.html' title='Ciężki dzień dziś'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/mlC0VDfp7PA/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7334073390482956016</id><published>2012-02-14T10:05:00.010+01:00</published><updated>2012-02-14T11:14:37.131+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Roll May'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='droga rzadziej wędrowana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='akceptacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mity'/><title type='text'>Akceptacja, strach, życie, mit o Oresteuszu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trochę się uzbierało tego wszystkiego - pora odkręcić wentyl. W sobotę w kinie z córką, w niedziele na łyżwach z dziećmi swoimi i cudzymi, w poniedziałek na kręglach z córką a wieczorem u dawno niewidzianego przyjaciela. Więc żyję, bawię się, buzia mi się śmieje. Trójka dzieci na lodowisku - sama radość. U przyjaciela spokój - jak zwykle. Nie studiuje psychologi, nie rozkminia chyba raczej - po prostu jest jak skała. Przeciwności losu przyjmuje, nie pociesza nikogo, nie odpuszcza nikomu, nie opuszcza nikogo a w tym wszystkim jest jakiś ciepły mimo iż twardy. Czuję się przy nim jak takie miękkie masło w cienkiej, twardej z wierzchu, trochę dziurawej skorupce - niezbyt trwałej na razie. Fajnie jest mieć kogoś, kto zawsze przyjmie na podłogę w razie czego - tak ni stad ni zowąd, po roku bez kontaktu. Raz się to zdarzyło. Za każdym razem kiedy go spotykam zastanawiam się - czy to przypadkiem nie jest tak, że finalnie świadczą o nas nasze czyny a nie to co nam się roi w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro idę o pracy - boję się oczywiście. Boję się czy wytrzymam fizycznie, czy wytrzymam psychicznie. Teraz już przynajmniej mam świadomość co mi ta praca da, co dostanę w zamian. Trochę bezpieczeństwa, koniec liczenia się z każdym groszem, trochę stabilizacji rytmu życia, jakiejś złudnej przynależności. Takie jest życie, możemy przeżywać ile i co chcemy ale póki co gdzieś trzeba mieszkać i coś jeść, dzieci muszą chodzić do szkoły i czasem trzeba je zabrać na lody i kupić łyżwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostałem od córki zdjęcie. Totalnie kiczowate, zrobione w szkole o aspiracjach artystycznych, w dodatku wygląda na nim zupełnie jak teściowa. Wyziera z niego wszystko to czego w niej nie lubię. I w sobie pewnie też. Powieszę gdzieś, chcę ją akceptować, dla mnie i dla niej - będzie mi o tym przypominać. Dla niej często jest ciężkie, że się różnimy, widzę, że szuka wspólnych tematów, ciężko to idzie, frustruje się, kiedy nie podoba mi się jakiś kolejny plastikowy zwierzak z wytrzeszczem. Szuka, raczej nie znajduje. Nie za bardzo wiem co robić w takich sytuacjach ale raczej stawiam na autentyczność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja przestrzeń życiowa się znowu powiększyła. Pamiętam z "Niepodzielone" &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ken_Wilber"&gt;Kena Wilbera&lt;/a&gt;, że akceptacja w sobie wszystkiego tego czego się nie chce widzieć jest jak przeprowadzka z ciasnego m-2 do apartamentu (nie w rozumieniu warszawskim oczywiście). Zorientowałem jak bardzo zazdroszczę mojemu ojcu niektórych rzeczy. Pieniędzy, które dają władzę i wolność, tej sztucznej pewności siebie, tej prawdziwej pewności siebie. Oczywiście mam w głowie jak strasznie ciemna jest druga strona tego medalu. Ale nie w tym rzecz. Chodzi o samą akceptację uczucia. I nagła ulga. Taka sama ulga kiedy nagle zrozumiałem, że nie muszę akceptować do końca moich dzieci. Że są inne, czasem bardzo i to nic. Kocham je mimo tego, to zupełnie inny wymiar. I nagle to znika, jak by ktoś upuścił powietrze z balonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam książkę &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Rollo_May"&gt;Rollo May&lt;/a&gt;'a "The cry for myth". Moim mitem jest, póki co, mit Orestesa, pisze o nim też M. Scott Peck w "Droga rzadziej wędrowana":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przemawiający w obronie Orestesa Apollo dowodził, że to on doprowadził do sytuacji, w której Orestes nie miał wyboru. Nie ponosi więc odpowiedzialności za swój czyn. Na te słowa Orestes poderwał się i zaprzeczył swojemu obrońcy słowami: "To ja zabiłem matkę, nie Apollo". Bogowie zdumieli się. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nigdy przedtem żaden Atryda nie wziął na siebie całej odpowiedzialności, zamiast zrzucać ją na bogów&lt;/span&gt;. Wydali korzystny dla Orestesa wyrok i nie tylko uwolnili go od klątwy Atrydów, lecz przemienili erynie w eumenidy - miłujące duchy, które swoimi radami pomogły Orestesowi odmienić koło fortuny."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz bardziej widzę, że to wszystko co mnie spotkało miało cel, sens. Stworzyło mnie, dało siłę, wziąłem wreszcie odpowiedzialność za siebie. Zastanawiam się, jakie mity będą mieli ludzie wychowani w czasach współczesnych, którzy niczego muszą przejść, nigdzie nie muszą się sprawdzić. Moje dzieciństwo w sumie było dość obfite w momenty, kiedy musiałem na prawdę mocno zawalczyć o siebie, to mnie jakoś przygotowało. Coraz mniej tego w dzisiejszych czasach, każde pokolenie jest inne. Może depresja jest taką współczesną przeszkodą, takim zastępczym rytuałem wprowadzenia w dorosłość, który wydarza się nie wiadomo kiedy, nie jest kontrolowany, żadni dorośli nie kryją się pod strasznymi maskami. Część umiera będąc niedojrzałymi z wyrazem zdziwienia na twarzy, dla części ten rytuał ciągnie się do końca życia, męcząc i niszcząc je.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7334073390482956016?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7334073390482956016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/akceptacja-strach-zycie-mit-o.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7334073390482956016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7334073390482956016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/akceptacja-strach-zycie-mit-o.html' title='Akceptacja, strach, życie, mit o Oresteuszu'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-5717993882336052831</id><published>2012-02-07T22:02:00.002+01:00</published><updated>2012-02-07T22:30:03.992+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='studia'/><title type='text'>Studia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Byłem na pierwszych egzaminach. To jest dopiero ciekawe wrażenie - np. pisać test ze statystki, nic z niej nie pamiętając i zgadywać odpowiedzi na podstawie tego, że kilka pytań testowych jest do tego samego zestawu danych. Na każde z tych pytań pojedynczo bym nie odpowiedział, na wszystkie razem - tak. Po raz kolejny chyba nie zostanę ukarany za lenistwo - poświęciłem na naukę w sumie godzinę na wszystkie przedmioty i zaliczę. Byłem na połowie wykładów - muszę przyznać. Mam mieszane uczucia. Połączenie dumy z siebie z obrzydzeniem do tego, że tak kompletnie nie potrafię się zebrać do niczego. Hit sezonu jest taki: (uczę się biologicznych podstaw funkcjonowania człowieka - do tego się zebrałem jednak) Układ nagrody składa się z:&lt;br /&gt;- jądra półleżącego przodomózgowia,&lt;br /&gt;- obszaru brzusznego nakrywki śródmózgowia,&lt;br /&gt;- pęczka przyśrodkowego przodomózgowia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam pojęcia co jest czym, czego i w czym - wryłem na pamięć i tyle. Cała radość w tym, że moja głowa przez ostatni rok była tak ściśnięta, że niczego nie byłem w stanie zapamiętać. A tu nagle usiadłem, przeczytałem, coś pozlepiałem i wlazło. I jutro będzie włazić dalej. Wow. Bawi mnie to bardzo, że jestem w stanie się nauczyć nawet takich bzdur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed chwilą się dowiedziałem, że popchnąłem kolejny egzamin i to na czwórkę a było trochę pałek. Nastrój mi od razy skoczył - jak na dłoni widać jak jestem zależny od zewnętrza, jak steruje moim samopoczuciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widziałem się z Kasią ostatnio, poszliśmy z dziećmi do kawiarni. Fajnie było. Trochę mi się oczy otworzyły. Jest jaka jest ale nie można jej odmówić kreatywności, otwartości na ludzi i energii. Zobaczyłem to nagle bo przedtem byłem zaślepiony udawaniem, że mi na niej nie zależy. Chyba to mnie tak najbardziej ciągnie - bo jest moim deficytem. Nad tym trzeba pracować. Bo prawda jest taka, że na plaster mi cała duchowość i mądrość jeśli na nic nie mam siły i jestem zdechły. Wtedy się nie da kochać, żeby kochać trzeba mieć energię. Tak mi przyszło do głowy bo też ostatnio zaliczyłem wino w jednym warszawskim apartamencie z prawdziwego zdarzenia. Taki klimat typu 200 m2 i olbrzymi kominek z marmuru płonący płaskim płomieniem. Odrobinę za zimny wystrój jak dla mnie ale wrażenie robi. Ja nie jestem zbyt sophisticated, chyba raczej prosty chłopak jestem. Generalnie było bardzo fajnie - mądra, ciekawa rozmowa z mądrymi, doświadczonymi kobietami bez pretensji do niczego ale co z tego. Cała radość w tym, żeby wyjść i poskakać z radości bez wyraźniej przyczyny. Tak czy owak - poczułem się w tym damskim towarzystwie bezpieczny i zrozumiany. Mam nadzieję, że będzie okazja do powtórki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-5717993882336052831?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/5717993882336052831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/studia.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5717993882336052831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5717993882336052831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/studia.html' title='Studia'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-6075846845520847481</id><published>2012-02-03T23:47:00.003+01:00</published><updated>2012-02-07T22:02:51.045+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='studia'/><title type='text'>Żyje, żyje - ale fajnie wieczorem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzień był straszny na początku, wizyta w sądzie, napięte ramiona, ból głowy. Ale radzę sobie, miałem paść a nie padłem, posprzątałem w ramach prokrastynacji - bo jutro mam egzamin, zrobiłem pranie i zacząłem się uczyć. Po pół godzinie przerwałem - bo już czułem, że nic mi nie wchodzi do głowy. W przerwie poczytałem książkę Pawlikowskiej W dżungli życia - podoba mi się - i zacząłem znowu próbować na gitarze. Słabo mi nadal idzie ale to już i tak olbrzymi postęp, załączam, żeby kiedyś odtworzyć i pośmiać się jak toporne były początki. Odkrycie - to tak się można uczyć, w przerwie grając albo się rozciągając - no tak to ja mogę żyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie mam więcej do napisania ale oczy mi się zamykają już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. Nie załączam nagrania bo blog się zbiesił i nie chce. Widać nie przeszło kontroli jakości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-6075846845520847481?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/6075846845520847481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/zyje-zyje-ale-fajnie-wieczorem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6075846845520847481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6075846845520847481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/02/zyje-zyje-ale-fajnie-wieczorem.html' title='Żyje, żyje - ale fajnie wieczorem'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-768674307495682905</id><published>2012-01-31T09:45:00.004+01:00</published><updated>2012-01-31T10:12:17.452+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='joga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><title type='text'>Trochę się rozpędziłem z tym zamykaniem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trochę się rozpędziłem z tym zamykaniem - pomogło - jakoś przedtem czułem się w obowiązku, żeby od czasu do czasu coś napisać. Teraz już nie. No i chyba pomyliłem brak potrzeby rozkminki ze staniem na własnych nogach. Bo czuję własne nogi, wiem, że na nich stoję, czuję moc płynącą z oparcia o siebie. Jednym z objawów jest to, że klepie mnie co inni pomyślą, nawet się nad tym nie zastanawiam. Wspominam ten posta: &lt;a href="http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/joga-dzis-rano-nie-dac-sie-przewrocic.html"&gt;Nie dać się przewrócić zefirkowi&lt;/a&gt; i widzę jak wiele się zmieniło. Jak zrozumienie niemocy może stworzyć siłę.  Czuję własne nogi i nadal mogę, od czasu do czasu coś tam sobie przemyśleć. To potrzebne, bez tego mogę się znowu zapędzić w kozi róg. Znam co najmniej jedną osobę, która się z tego wniosku ucieszy i serdecznie ją pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytałem dziś artykuł w Zwierciadle o samoakceptacji. Wiem, rozumiem, znam na pamięć - ale trzeba sobie czasem odświeżyć, żeby nie przepadło. Dużo mądrych rzeczy przyszło mi do głowy na wakacjach - żadnej nie potrafię teraz przywołać. Chyba tylko jedną: bardzo się nie znałem na ludziach co wyszło w moim małżeństwie. Teraz widzę, że zachowywałem się jak najgorszy na świecie terapeuta. Całym swoim jestestwem, postawą wyciągałem z mojej byłej to co chciałaby ukryć przed samą sobą. To była postawa typu: nie będę przecież kradł albo kłamał żeby zostawić czyjś cień w cieniu. Niech sobie sama z tym radzi. Trudno się dziwić, że mnie nienawidzi teraz. Ta sama myśl mi przyszła odnośnie wojen religijnych. Nigdy ich nie mogłem zrozumieć bo brakowało mi podstawowej wiedzy. Teraz już wiem: można iść na wojnę, żeby zniszczyć tych, którzy twierdzą, że to nie prawda w co wierzę, co mi daję nadzieję, usuwa lęk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracałem wczoraj z dziećmi słuchając Elektrycznych Gitar i Dżemu w samochodzie. Nawet jakoś się przyzwyczaili do mojego śpiewania na cały głos - zabawnie jest czasem. A mnie aż nosi, żeby się wreszcie nauczyć grać i śpiewać. To chyba jedyna forma ekspresji dla mnie dostępna, może poza tańcem. Pisanie mam raczej analityczne. Wczoraj lekki zjazd pourlopowy, trudno się nie zdołować przenosząc się w ciągu doby z Alp do Warszawy. Dziś od rana ćwiczę chwyty. Mam jeszcze dwa tygodnie wolnego zanim zacznę pracę - chcę je dobrze wykorzystać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kasia się odezwała. A w zasadzie ja się odezwałem, operacyjnie bardziej a ona jakoś podtrzymała. Może się wybierzemy z dziećmi na łyżwy. Parę myśli: pierwsza, nagłe olśnienie, zrozumienie jak bardzo jest nie dla mnie, nie dla nikogo na dłużej tak na prawdę. Jak bardzo cała ta poezja, rozedrganie duszy, energia wlewana w emocje jest niepraktyczna, jak uniemożliwia stworzenie sensownego związku. Nagle to zobaczyłem. Zobaczyłem też, że teraz mogę się z nią spotkać - stojąc na własnych nogach - mając pewność, że nie dam się z nich zbić. Potem trochę to przeszło. Śni mi się znowu po nocach, znowu tęsknię trochę - na szczęście pod kontrolą jak mi się wydaje.  I ze świadomością, że nie tyle do niej co do bliżej nieokreślonej POTRZEBY. Całe to życie to jeden wielki marsz po linie nad przepaścią. Czasem trzeba się wychylić w lewo po oparcie, czasem w prawo po pobudzenie. Byle tylko nie spaść. Joga pomaga. Na tę potrzebę. Jest jak taki walec - przyjdzie i wyrówna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. Chyba się trochę niezbyt ładnie zachowałem - w końcu wypadało się pożegnać, podziękować - czasem w końcu ktoś tu zerka - przepraszam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-768674307495682905?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/768674307495682905/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/troche-sie-rozpedziem-z-tym-zamykaniem.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/768674307495682905'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/768674307495682905'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/troche-sie-rozpedziem-z-tym-zamykaniem.html' title='Trochę się rozpędziłem z tym zamykaniem'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3638785199270641717</id><published>2012-01-14T13:18:00.007+01:00</published><updated>2012-01-14T14:10:04.155+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='candida'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='joga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koniec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Ninejszym zamykam (marmolada, czekolada, przy jedzeniu się nie gada)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niniejszym zamykam ten blog w dużej mierze, będę zaglądał od czasu do czasu. Jak mi się będzie chciało, będę relacjonował jakoś osiągnięcia - żeby nie było, że nic nie robię :) Chyba trochę mi się skończyła wena ale bardziej to, że mam już dosyć rozkminki. Mam ochotę żyć zamiast rozkminiać - no może czasem trochę refleksji się przyda, żeby znowu się nie wpakować w jakieś tarapaty. Pakuję się i jadę na narty, będę się bawił z dziećmi i robił małemu dyktando wieczorem, po powrocie idę do pracy. Plan najbliższy to pracować, wysypiać się w weekendy, wyrywać z miasta kiedy tylko to możliwe, może za jakiś czas kupić jakąś zrujnowaną leśniczówkę w miarę blisko. Z bliższych planów - w najbliższe wakacje umieć z dziećmi zagrać na gitarze przy ognisku - przynajmniej parę piosenek. Chodzić na jogę. Wygrać sprawę w sądzie a najlepiej po prostu znaleźć pracę, która na prawdę pozwoli mi przestać martwić się o finanse. Pozbyć się candidy - to już chyba jakoś idzie. A piosenka, którą ostatnio śpiewamy z dziećmi brzmi tak:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/0xBd-Kh5WdQ" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;albo tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/vtnLPDSg8r0" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A, jeszcze jedno. Dziś na jodze oderwałem nogi od ściany (stojąc na głowie) na jakieś parę sekund - tak stabilnie nagle się zrobiło, znalazłem ten ruch po prostu. W tym samym momencie na moją buzię wdarł się uśmiech. Byłem taki dumny i zadowolony i nikt tego nie zauważył. Co za ludzie :)  Niesamowite w jodze jest to, że wszystko się dzieje samo, wtedy kiedy jest na to czas a nie wtedy kiedy się chce. Lekcja pokory jedna za drugą dziś była a na koniec taka przyjemność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno: czyt objawem pozbywania się candidy jest to, że po trzech latach nauczyłem się, który kurek w kuchence jest do którego palnika? Że wreszcie zapamiętałem jak wygląda chwyt d-mol? Czy to coś innego?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3638785199270641717?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3638785199270641717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/ninejszym-zamykam-marmolada-czekolada.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3638785199270641717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3638785199270641717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/ninejszym-zamykam-marmolada-czekolada.html' title='Ninejszym zamykam (marmolada, czekolada, przy jedzeniu się nie gada)'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/0xBd-Kh5WdQ/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-1702924971872085687</id><published>2012-01-12T22:19:00.002+01:00</published><updated>2012-01-12T23:02:50.510+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='studia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Praca</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i zadzwonili dzisiaj - mam pracę od połowy lutego. Ze słabym dojazdem ale za to za całkiem sensowne pieniądze jak na pracę raczej bezstresową. Takie, które, od biedy, na styk, wystarczyłyby, żeby przetrwać bez pomocy rodziców. Biorę. Jeśli dostanę lepszą ofertę - trudno. Najwyżej zrezygnuję po miesiącu. Nie ma zlituj się, maksymalizuje to co dobre dla mnie, wreszcie, nareszcie. Pomyśleć, że tak robi spora część ludzi, całkiem spora. Moja ambicja, nagle przebudzona, nie wiem z jakich pokładów prehistorycznych wyciągnięta, oczywiście cierpi. Ale rozum mówi swoje - spróbuj, zobacz, pomyśl, przekonaj się. Czasy nieciekawe raczej idą, zobaczymy jak pójdzie, może powoli poszukam czegoś innego. No i pytanie, czy to ambicja czy po prostu niechęć do bycia tzw. underachiverem. Przejrzałem ostatnio profile znajomych. Sporo prezesów i dyrektorów, nie powiem, trochę mnie zabolało. Mam nadzieje, że mniej ze względu na sam prestiż, bardziej ze względu na to, że po prostu nie stać mnie teraz na to, żeby zrobić moje życie jakimś łatwiejszym, przyjemniejszym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym nie jest depresja? Ogarnięciem dwójki dzieci na lodowisku, a but mnie ciśnie, a język mi się wyjęzyczył w łyżwie, a lód jakiś śliski dziś, a mokro. A potem wziąć ich razem, ścisnąć, podnieść w górę i trzymać nad ziemią aż nie powiedzą, kto jest najsilniejszym tatą nie świecie. W sumie ponad pięćdziesiąt kilo. No i postałem dziś na głowie na jodze - powoli nawet zaczynam odrywać nogi, jeszcze z pół roku i chyba będę potrafił stanąć sam, bez ściany za plecami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pamiętnika studenta psychologii: słabo mi idzie nauka choć część rzeczy jest na prawdę interesująca. Wszystkie zagadnienia związane z emocjami i stresem - nie powiem, mają sens te teorie. Reszta to nauka o podziale dzidy na sróddzicie, zadzidzie i przeddzidzie i śróddzidzie zadzidzia itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna rzecz mnie rozwala totalnie, sposób badania wpływu genów na różne rzeczy. Robi się to badając bliźniaki jednojajowe rozdzielone w dzieciństwie. Trochę jest takich par na świecie. Wnioski w postaci współczynnika korelacji np. inteligencji, ogólnie pojmowanego szczęścia itd. To co koreluje - wpływ genów, reszta - wpływ środowiska. Wychodzi z tego taka smutna teza, że jesteśmy w dużej mierze skazani na to, co dostaliśmy w genach. A mnie takie podejście zupełnie odrzuca. Patrze na to inaczej. Po pierwsze, często ta mała różnica, na którą mamy wpływ przekłada się na bardzo duży efekt końcowy. Podnieść współczynnik inteligencji (którejkolwiek) o dziesięć procent? Przecież ta różnica może stanowić o popełnieniu albo nie popełnieniu jakiegoś ważącego na całym życiu błędu. Ale to jeszcze mało. Tak na prawdę wkurza mnie to, że wyciągamy wnioski zupełnie nie patrząc na to, jak wiele jednak wspólnego występuje między takimi dziećmi nawet po rozdzieleniu. Przecież, jak by nie patrzeć, wychowują się najczęściej w tej samej kulturze, oglądają tę samą debilną telewizję, chodzą do tej samej publicznej szkoły, która zabija w nich kreatywność. Chciałbym zobaczyć co koreluje między bliźniakami jednojajowymi wychowanymi jeden w stanach a drugi, dajmy na to, w Indiach. Na prawdę jestem przekonany, że jesteśmy w stanie zrobić ze sobą, z postrzeganiem rzeczywistości, ze swoim umysłem wszystko co może nam być potrzebne do szczęścia. Często tylko potrzeba nam do tego pomocy. Nie jestem skazany na zawał w wieku lat dokładnie 48 jak przedtem mój ojciec i dziadek. Uff :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-1702924971872085687?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/1702924971872085687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/praca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1702924971872085687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1702924971872085687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/praca.html' title='Praca'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-5489219320327450948</id><published>2012-01-06T22:19:00.006+01:00</published><updated>2012-01-12T22:19:44.901+01:00</updated><title type='text'>Czym nie jest jest depresja?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy ma się depresję, łatwo ją definiować przez to czym ona jest, jakie są jej objawy. Mam nadzieje, że oznaką powracania zdrowia jest możliwość zdefiniowania jej przez to czym nie jest. Nie jest wkurwem, że się zaparkowało na złym parkingu i trzeba obejść pół pekinu, zanim się dojdzie na ślizgawkę. Nie jest obawą, że wygląda się jak głupek z łyżwami gdy wkoło nie ma śniegu. Nie jest nie przyjściem do głowy, że skoro idzie się do kuchni, to można przy okazji zabrać  brudną szklankę. Nie jest nią nie czekanie, aż samochód zacznie jeździć na oparach benzyny, nie jest nią zatankowanie dzień wcześniej skoro cały weekend będzie się w szkole. Nie jest nią brak wkurwu, że się zapomniało skręcić na stację benzynową i nie jest nią po prostu zawrócenie żeby jednak pojechać na tę stację. Nie jest nią wstanie rano i napisanie w niecałe dwie godziny eseju na ćwiczenia. Nie jest nią wybranie się samemu na lodowisko i manie z tego frajdy. Nie jest nią joga wieczorem i ciepła kąpiel. Nie jest nią mnóstwo rzeczy, których przedtem nie było, nie istniały, nie było nawet myśli, że one mogą być. Nie jest nią nie zostawianie brudnych naczyń do rana. Pewnie jest nią obawa, że taki cudowny luz się skończy, strach. Na pewno jest nią natomiast żal, że tyle lat życia upłynęło w totalnym stresie, w totalnym braku radości. Nie żałuję teraz, co było to było. Trochę się boję, ale nie tego, że zupełnie stracę to co teraz jakoś na mnie spłynęło w tym 2012 roku, roku rzekomego końca świata. Chyba tylko tego, że to na pewno na jakiś czas znowu mnie opuści, bo tak to już jest. Wszystkie zmiany zachodzą stopniowo, dwa kroki do przodu, jeden do tył. Ale jestem, widzę jak to jest, nie zapomnę, zakotwiczę się, będę rzucał kamyczki jak Jaś i Małgosia albo rozwijał nić jak ten, który pokonał Minotaura. Ten post to taki kamyczek, taka nitka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/rmf1AYgYj6I" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-5489219320327450948?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/5489219320327450948/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/czym-nie-jest-jest-depresja.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5489219320327450948'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5489219320327450948'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/czym-nie-jest-jest-depresja.html' title='Czym nie jest jest depresja?'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/rmf1AYgYj6I/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-1895208875171243866</id><published>2012-01-03T17:02:00.003+01:00</published><updated>2012-01-03T17:34:10.144+01:00</updated><title type='text'>Z powrotem w Warszawie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div&gt;Żyję, żyję. Święta minęły wyjątkowo udanie - tak jak gdyby gdzieś, ktoś, coś, jakoś, nie wiadomo jak - się stało, zrozumiało, zobaczyło. Niby wszystko jak dawniej ale inaczej. Nagle okazało się, że mam o wiele więcej siły i rozsądku niż mi się wydawało - zniosłem zupełnie bez obrażeń to, co w ostatnich latach powodowało we mnie załamanie. Nie wiem czemu to przypisać. Nie jest oczywiście tak bardzo dobrze. Sytuację można chyba podsumować słowami: jak już wiem czego chcę to jest na to za późno trochę. Oczywiście to nieprawda ale tak jakoś to czuję i to nie pomaga. Teraz, kiedy wreszcie skończył się mój bunt przeciwko światu, kiedy tyle rzeczy zaakceptowałem, kiedy wiem jak je poukładać - świat jakoś mnie nie chce. Tak się przynajmniej wydaje. Zupełnie jak bym jeszcze za mało zapłacił za swoje błędy. Głównie chodzi o pracę. Padło pytanie: czy Pan nie ma zbyt wysokich kwalifikacji? Mają rację, mam, robiłem to latami i pewnie się znudzę zanim zacznę. W każdym razie czekam na telefon z nadzieją, że będzie na nie. Bo jeśli będzie na tak, będę miał dylemat. Wziąć pracę, która mi nie pasuje, jest za słabo płatna jak się okazało i dodatkowo wiąże się z uciążliwymi dojazdami? Ze świadomością, że zrezygnuję z niej jak tylko znajdę coś lepszego. No wezmę i będę szukał dalej. Na razie stwierdziłem, że mam się chyba na tyle dobrze, że mogę szukać czegoś z mojej kategorii. To dobrze, bardzo dobrze. Teraz muszę tylko zacząć to robić. Póki co spędziłem cały dzień na przygotowywaniu kolejnego uzasadnienia, że nie jestem wielbłądem - sąd rodzinny. Przynajmniej coś robiłem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Marzenia się we mnie rodzą. Np. takie żeby mieć na tyle finansów, żeby móc się wyrwać z tego miasta na weekend. Potrzeba mi tego bardzo - nie wiem jak to możliwe, że tego nie rozumiałem jak dotąd. Spędziłem dzieciństwo na dworze, w lesie, na drzewie owocowym, biegając za pociągami, szukając niewypałów, jeżdżąc na rowerze do skrajnego wyczerpania. Męczy mnie miasto, w którym nie mam gdzie pójść, w którym do najbliższego, betonowego parku jest parę kilometrów. Chcę zacząć zarabiać jak dawniej i mieć możliwość spędzenia weekendu gdzieś indziej. Inaczej to miasto wyssie ze mnie siły do reszty. Joga jedynie mnie ratuje. Wczoraj byłem pierwszy raz od dawna - bardzo fajnie. Jak zwykle lekcja pokory i sporo ładnych dziewczyn. A to też ciekawe, chyba narcyzm mnie opuszcza. Jestem w stanie na taką popatrzeć, pocieszyć oko i pomyśleć - no i co z tego, nie wiadomo jaka jest. Kiedyś to było nie do pomyślenia, natychmiast byłem ubezwłasnowolniony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawia mnie cały czas wydolność mojego umysłu. Od paru lat mam wrażenie, że jakoś zbyt szybko maleje. Potrafię nadal myśleć strategicznie, na wysokim poziomie ale mam nadal totalnie kłopoty z koncentracją, pamięcią, faktami. I tak teraz jest dużo lepiej niż było. Zastanawiam się, czy to możliwe, że przyczyną tego wszystkiego jest ta candida. Jeśli tak, to znaczy, że jeszcze trochę czasu i wszystko wróci do normy i to będzie bajka. Już teraz szachy mi idą coraz lepiej i generalnie czuję się jakiś ułożony i ugruntowany. Czasem jeszcze czegoś mi się nie chce ale to chyba zrozumiałe. Wszystkie moje życiowe akcje prowadziły do porażki - muszę więc wykonać trochę pracy zanim pokonam mój opór i się ruszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drobnych przyjemności: np. po jodze kąpiel z olejkiem z pestek winogron a w tle Joshua Redman. Ożywam.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/qz7i1cSONLs" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-1895208875171243866?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/1895208875171243866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/z-powrotem-w-warszawie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1895208875171243866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1895208875171243866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2012/01/z-powrotem-w-warszawie.html' title='Z powrotem w Warszawie'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/qz7i1cSONLs/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-5787167628749970747</id><published>2011-12-22T11:59:00.003+01:00</published><updated>2011-12-22T12:48:08.767+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Święta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pomarańczowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Witkowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Drwal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='samokontrola'/><title type='text'>Idą święta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dużo się nazbierało - trochę mniej ostatnio piszę - chyba głównie, żeby nie marudzić za bardzo. Wena też mnie trochę opuściła. Dziś rano stało się coś super. Jakoś tak mnie przydusiła złość i poczułem znowu w klimat bardzo niefajny, że tak powiem morderczy i nagle jakoś udało mi się to przewalczyć. Pomyślałem, co mogę zrobić, żeby zmienić swoją sytuację i ruszyłem. A do zrobienia jest sporo. Zacząłem od wysłania jeszcze jednego CV do niezbyt dużej firmy, która bardzo by mi odpowiadała. Teraz piszę a zaraz potem ruszam na zakupy przedświąteczne. Morderczy nastrój sobie poszedł. I jestem przekonany, że nauczyłem się tego, że tak w ogóle można, na terapii grupowej, na przykładzie z życia wziętym, od jednej takiej Zofii. Dzięki. Pokazała mi jak się ogarnąć - pięć minut dobrego przykładu, który zapadł we mnie i kiełkuję od tamtego czasu. Kojarzy mi się to z pojęciem tak zwanej samokontroli, które omawialiśmy ostatnio na zajęciach. Chodzi o sterowanie samym sobą, tym co się myśli, tym co się czuje. Ktoś wykonał na dzieciach takie badanie, którego jednym z efektów było pokazanie podstawowych sposobów na poradzenie sobie z jakąś emocją, uczuciem. Pozostawiano dzieci na dwadzieścia minut z jakimś amerykańskim przysmakiem, mówiąc, że jeśli nie zjedzą go w tym czasie to dostaną jeszcze jeden i obserwowano jak sobie poradzą z tym, żeby go nie wciągnąć od razu. Eksperyment jest znany jako Marshmallow Test i jest dodatkowo rozbijająco śmieszny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/QX_oy9614HQ" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jedno dziecko zatkało nos, poszło do konta i spędziło tam cały czas. Reszta wykazywała mniej lub bardziej sprytne sposoby na to, żeby nie myśleć o tym, co się znajduje na talerzyku. Ten eksperyment miał jeszcze ciąg dalszy, pokazujący jaki wpływ na życie ma umiejętność odraczania gratyfikacji. No i to jest to, tego się uczę, w tym jestem coraz lepszy. Może na poziomie dobrze rozwiniętego pięciolatka a to już sukces. Leży u mnie w lodówce lizak z czekolady córki. Jeszcze go nie zjadłem mimo iż to jedyna słodka rzecz w chatynce. Kupiłem mamie prezent, ojcu też chciałem ale na samo wspomnienie miny, którą robi zawsze kiedy coś dostaje ode mnie - zrezygnowałem. To połączenie udawania, że się jest zadowolonym z natychmiastowym odłożeniem na bok. I potem i tak nigdzie tego nie można znaleźć. Zresztą - co mu można kupić? Nie mam pieniędzy na nowy samochód terenowy a poza tym wszystko ma. Ale może to jest jakiś pomysł - kupię mu jakąś książkę w tym temacie - ostatnia próba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończyłem czytać "Drwala" &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Micha%C5%82_Witkowski"&gt;Witkowskiego&lt;/a&gt;. Mieszane uczucia na początku ustąpiły na koniec zachwytowi. Musiałem tylko przestać patrzeć na tę książkę wprost, bardziej zauważyć jak forma jest również treścią. Na początku zdawało mi się, że to całkiem zgrabnie momentami napisany kawałek coś tam przedstawiający. W którymś momencie zaczęła mnie denerwować ta maniera na Gombrowicza - może nawet udana ale nie na miejscu. I wtedy mnie olśniło. To o to chodzi właśnie, tak wygląda nasze życie współczesne, totalnie odrealniony świat niektórych, totalna realność gdzieś indziej a to wszystko w jakimś wielkim bałaganie różnorodnych poz na kogoś, po coś. Chętnie bym przeczytał co mądrzejsi ode mnie o tym myślą. Co myśli autor raczej mnie nie obchodzi za bardzo - już wielokrotnie się przekonałem, że artyści to medium często nie mające pojęcia o treści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kodeks trochę złamię, jednak pojadę na święta, na wigilię tylko, za radą adwokat: "musi Pan spędzić choć kawałek świąt z dziećmi" i patrzy na mnie dziwnie. Staram się wytłumaczyć o co chodzi - chyba nawet z jakimś skutkiem. Obuduję się, obiję drewnem, owinę watą szklaną, napcham waty do uszu i zakroplę oczy. I wrócę tak szybko jak się da. Nie mogę sobie teraz pozwolić na jakąś rozwałkę. Samokontrola. Ma to też dobre strony - to jednak niesamowita przyjemność spędzić święta z dziećmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomarańczowy, potrzebuję dużo pomarańczowego, dużo. Ciekawe o co chodzi, że prawie fizyczną przyjemność sprawia mi patrzenie na suszące się na parapecie plastry pomarańczy - zrobimy z nich świeczniki dziś z synkiem. Zrobiliśmy już ozdoby na choinkę. Jak tylko dostanę pracę - kupuję tkaninę i zmieniam obicie foteli w pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jeden sukces mały: znalazłem, jak zwykle w kontenerze na gruz, jakieś połączenie lampy ze stoliczkiem i gazetownikiem. Totalny odlot z lat siedemdziesiątych. Nóżki z prętów zbrojeniowych ale ślicznie zakończone, forma totalna, małe miejsce na gazetę zrobione taką plecionką jak się wtedy robiło, czarny włącznik wiszący na POMARAŃCZOWYM kablu bezpośrednio z ceramicznej obsadki na żarówkę. Trochę odmalować, dodać jakiś prosty klosz i będzie super rzecz. Cieszyłem się szczęśliwy jak dziecko, które dostało prezent, z rozpędu obszedłem wszystkie znane mi śmietniki, z których pochodzi część moich mebli ale nic więcej nie znalazłem. Gdzieś mi się w głowie zaczyna układać, jak bym chciał ten jeden pokój na prawdę urządzić. Jak tylko lampę odmaluję trochę i wymyślę, jak ją sfotografować, żeby nie wyszło coś dziwnego - umieszczę zdjęcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i byłbym zapomniał, wszystkim czytającym życzę udanych, ciepłych i pogodnych świąt no i żeby śnieg spadł przynajmniej na ten jeden dzień.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-5787167628749970747?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/5787167628749970747/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/ida-swieta.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5787167628749970747'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5787167628749970747'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/ida-swieta.html' title='Idą święta'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/QX_oy9614HQ/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3665155657486892970</id><published>2011-12-16T15:55:00.009+01:00</published><updated>2011-12-22T11:59:30.867+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd rodzinny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='candida'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Candida</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mogę coś dziś ruszyć. Nie wiem czemu. Ale luz - nie muszę w końcu. Układa się nieźle, byłem na rozmowie, mam następną i w zasadzie czuję, że jeśli niczego za bardzo nie zawalę to będę miał pracę i to całkiem fajną. Oczywiście w związku z tym włącza się od razu cała symfonia uczuć: od wkurwu, że będę mało zarabiał, choć to obiektywnie nieprawda, po prostu będę zarabiał sporo mniej niż kiedyś, po strach czy sobie poradzę intelektualnie, czy wytrzymam fizycznie, co ja tam będę jadł, jak zniosę dojazdy - czterdzieści minut w jedną stronę, na co mi zostanie czas. Pewnie trzy czwarte Warszawy tak dojeżdża i dłużej pracuje a dla mnie to problem. Nie czuję się silny. W ostatniej pracy w zasadzie fizycznie ledwo wytrzymałem. Na szczęście już teraz wiem jak z tym zawalczyć i co mnie zżera więc może będzie dobrze. Bo, jak się okazało, z dużym prawdopodobieństwem, na skutek wszystkiego połączonego ze stresem poddałem się czemuś co nazywa się &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Candida_albicans"&gt;Candida &lt;/a&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Candida_albicans"&gt;albicans&lt;/a&gt;. To dobra i zła wiadomość zarazem. Dobra, bo tłumaczy osłabienie, tłumaczy czemu tak bardzo pomagała dieta, zła bo nie tak łatwo się tego pozbyć. Trzeba być bardzo cierpliwym. Pół roku bez cukru, białej mąki, sera, słodkich owoców itd. Jak cukrzyk. A potem przez trzy lata generalnie zdrowo żyć. Organizm się oczyści. Czasem się zastanawiam, czy jestem hipochondrykiem ale najpierw się dowiedziałem co mi jest a dopiero potem się okazało, że objawy się zgadzają z dokładnością do dziewięćdziesięciu procent - włącznie z depresją. Tak więc od pewnego czasu trzymam się tej diety - idzie całkiem łatwo bo już wcześniej miałem takie zapędy. No chyba że mnie dopadnie dołek bardzo głęboki - ale to się ostatnio nie zdarza jeśli tylko trzymam się tego co postanowiłem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="st"&gt;Ogólnie idzie nieźle, ostatnio często widuję dzieci, czasem nawet nocują - to jednak straszny smutek, że tylko do czasu do czasu mogę się koło nich rano obudzić i powygłupiać się w łóżku. Mnóstwo straciłem przez ten rozwód i wiedza, że inaczej być nie mogło, wcale nie pomaga. Brakuje mi dzieci w domu, bałaganu, bo gdzieś się śpieszył i zapomniał, różnych dziwnych rzeczy, które wyczyniają jak chociażby przylepienie swoich szczoteczek do zębów gdzie popadnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="st"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qIM630Qs_l4/Tutg2Ax7nOI/AAAAAAAABhU/4DntOwF60wI/s1600/201112121906.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-qIM630Qs_l4/Tutg2Ax7nOI/AAAAAAAABhU/4DntOwF60wI/s320/201112121906.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686745435524013282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="st"&gt;Dostałem zaproszenie na wigilie - znajoma od paru już lat organizuje raczej świeckie imprezy dla szerokiego grona. Bardzo mi to pasuje, bardzo się cieszę, nie wiem tylko co włożyć na się. Coś będę musiał wymyślić. Przystroiłem nieco jeden pokój, trochę amatorka z Ikei ale w końcu to mój pierwszy raz. Suszę plastry pomarańczy z goździkami - gdzieś widziałem zrobiony z tego lampion.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YyZC6w3KBgU/Tutj2hHadSI/AAAAAAAABhg/pSakrf38TFo/s1600/201112111905.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-YyZC6w3KBgU/Tutj2hHadSI/AAAAAAAABhg/pSakrf38TFo/s320/201112111905.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686748742738933026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="st"&gt;Zobaczymy. Poznałem kogoś w necie, na razie zupełnie lajtowo i niech tak zostanie najdłużej jak się da albo niech w ogóle nie wyjdzie. Boję się. &lt;/span&gt;Z drugiej strony - sąsiadka zza ściany kogoś poznała - czasem dochodzą echa życia erotycznego - czuję się wtedy samotny i myślę, że w końcu czas leci a ja taki sam. Przeklęte przedwojenne budownictwo - ściany na pół metra grubości ale chyba głównie powietrza. Niesie się jak diabli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam "Drwala" Witkowskiego - daje rade. Dawno już nic nie czytałem, nie będącego w taki czy inny sposób związanego z psychologią. Dokończyłem książkę o eksperymentach - parę rzeczy jeszcze mnie poruszyło. Wewnątrz-sterowność i zewnątrz-sterowność - prosty eksperyment, ankieta. Zdecydowanie jestem zewnątrz-sterowny a raczej byłem bo teraz zamarłem w bezruchu i wierze, że się przełączam właśnie na ten drugi tryb. Że coś ode mnie zależy. Że jakoś mogę działać w tym nelsonie założonym mi na szyję przez polski sąd rodzinny w kooperacji z miłością do dzieci. Że mam jakiś wybór. Bo mam. Mogę jechać do Irlandii. Zarobić, wrócić. Wyzdrowieć, wrócić. Nie wrócić. Zabić sędzie albo uczucie w sobie. Co jest gorsze? Chyba jedynym wyjściem jest kompromis. Zabić trochę uczucia. Ale na razie jeszcze walczę. W lutym kolejna rozprawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kolejny eksperyment - depresja u psów jako efekt wyuczonej bezradności. Dość drastyczny - razili je prądem. Ale jakoś tu mnie to nie odrzuca. Może dlatego, że sam się czuję, jak bby mnie ktoś przez ostatnie lata poddawał takiej torturze oczekując, że znajdę przełącznik, którego nie ma. Depresja - efekt przekonania, że nie ma się sprawczości, że cokolwiek się zrobi i tak będzie źle. Pies już z tego chyba nie wychodzi bo nie da mu się na rozum powiedzieć, żeby jeszcze raz spróbował, bo warunki się zmieniły. Ja się staram, mimo iż moje doświadczenia cały czas balansują na granicy beznadziei. Trzymam się więc małych rzeczy - jak choćby zaproszenia na wigilię, fajnego wieczoru ze znajomymi, z dziećmi, rozprawy w lutym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="st"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3665155657486892970?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3665155657486892970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/candida.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3665155657486892970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3665155657486892970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/candida.html' title='Candida'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-qIM630Qs_l4/Tutg2Ax7nOI/AAAAAAAABhU/4DntOwF60wI/s72-c/201112121906.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-8784533685850882776</id><published>2011-12-09T22:49:00.006+01:00</published><updated>2011-12-09T23:20:31.700+01:00</updated><title type='text'>Szczury w labiryncie, ludzie w życiu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zrobiłem porządek, taki porządny porządek, z odkurzaniem, praniem i wycieraniem podłogi. Kupiłem ozdoby świąteczne, jutro z dziećmi będziemy wieszać a pojutrze jedziemy na kolejne zawody judo. Jakoś pozytywniej patrzę na świat od paru dni - może to kwestia tej rozprawy, tego że mam rozmowę o pracę, że coś się dzieje generalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie trafiłem na opis eksperymentu, który mnie na prawdę zainteresował a w dodatku zrobionego przez ludzkiego eksperymentatora. Opiszę go w całości - tak mnie zafascynował. Otóż chodziło o sprawdzenie, czy szczury uczące się drogi do wyjścia w labiryncie zapamiętują poszczególne kroki czy też budują sobie ogólną mapę całego labiryntu. W pierwszym przypadku zmiana w jednym miejscu by powodowała, że w nim właśnie zaczną się gubić, w drugim, że mimo wszystko będą w stanie trafić do celu - bo w głowie mają zbudowaną ogólną mapę drogi więc wiedzą gdzie skręcić. Jeszcze innymi słowami: czy zbudują sobie w głowie serie małych map, między którymi się przerzucają w miarę pokonywania drogi czy też mają jedną dużą mapę z której w razie potrzeby są w stanie wyciągną bardziej ogólne wskazówki. Sam eksperyment był przeprowadzony bardzo zmyślnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie było by w tym nic bardzo ciekawego, na pierwszy rzut oka, ale gość, który go przeprowadzał, zrobił jedną genialną, moim zdaniem, rzecz. Sprawdził jak na zdolność budowania map ma wpływ stres. Okazuje się, że zestresowane, sfrustrowane szczury gorzej budują ogólne mapy poznawcze, raczej zapamiętują poszczególne, małe kawałki drogi. Przepiszę w całości słowa Tolmana, który przeniósł wnioski z tego doświadczenia na ludzi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ludzi wciąż od nowa zaślepiają nadmierne gwałtowne motywacje i nazbyt intensywna frustracja; opanowuje ich ślepa [...] nienawiść do obcych. Wyrazem tej nienawiści jest cała gama zachowań, począwszy od dyskryminowania mniejszości, a skończywszy na pożogach o światowym zasięgu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co, w imię Boga możemy lub psychologii, możemy uczynić? Jedyna odpowiedź, jakiej mogę udzielić, jest następująca: wychwalajmy cnotę rozumu, czyli kompetentnych map poznawczych. [...] Nie pozwólmy, aby ktokolwiek stał się tak owładnięty emocjami, tak głodny, źle odziany i tak silnie zmotywowany, że będzie tworzyć tylko ograniczone mapki trasy. Każdy z nas [...] musi być tak spokojny i w takim stopniu syty, żeby potrafił tworzyć prawdziwe, kompletne mapy. [...]. Mówiąc krótko, musimy zapewnić sobie i swoim dzieciom (tak jak życzliwy eksperymentator swoim szczurom) optymalne warunki z umiarkowaną motywacją i bez nadmiernej frustracji zawsze, kiedy stajemy przed wspaniałym, danym nam przez Boga labiryntem, jakim jest nasz świat&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz już wiem co robię do pewnego czasu w takim razie, pozbyłem się stresu, nadmiernej motywacji i zaczynam tworzyć porządną mapę, zamiast ograniczonych mapek.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-8784533685850882776?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/8784533685850882776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/szczury-w-labiryncie-ludzie-w-zyciu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8784533685850882776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8784533685850882776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/szczury-w-labiryncie-ludzie-w-zyciu.html' title='Szczury w labiryncie, ludzie w życiu'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7932558629496148661</id><published>2011-12-08T16:40:00.007+01:00</published><updated>2011-12-08T17:33:27.369+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd rodzinny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szachy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina Soprano'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='neurony lustrzane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Pan musi siebie przeskoczyć, pan musi wyjść z koła</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Byłem wczoraj u psychiatry. Nie mam depresji - mam kłopoty życiowe, na to nie ma tabletek. Na kołatanie serca i drastyczne myśli też nie - normalne w takiej sytuacji.  No może coś by się znalazło ale chce się pan uzależnić? W sumie nic nowego ale jakoś mi pomogło. Pomogło mi też: i co z tego że pan ma wgląd w siebie i to co się dzieje, skoro to nic nie zmienia? Nie zmienia postępowania? To też nic nowego ale też jakoś pomogło. Sprowadza się to wszystko do tego samego - trzeba przeskoczyć siebie, trzeba działać mimo tego, że sytuacja wygląda beznadziejnie, trzeba mieć wiarę, że się zmieni. Widziałem kiedyś ten obrazek u kogoś w pracy - to esencja tego, co teraz robię.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-18FWl3aO2EU/TuDhsZjL__I/AAAAAAAABhI/zOkbsxWCjmQ/s1600/never_20give_20up_1_.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 247px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-18FWl3aO2EU/TuDhsZjL__I/AAAAAAAABhI/zOkbsxWCjmQ/s320/never_20give_20up_1_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683790882630533106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szachy też pomagają w wyrobieniu  takiej postawy jeśli się gra z ludźmi na swoim poziomie. Mam wrażenie,  że kluczem do wygrania w moim przypadku jest nie tyle sprawne myślenie,  co po pierwsze zmuszenie się, do przemyślenia sytuacji a nie wykonywania ruchu na podstawie czystej intuicji a po drugie nie poddanie się nawet jeśli nie jest najlepiej. To też ciekawe zagadnienie z tą intuicją: często mi się zdarza, że wygrywam i na prawdę nie wiem jak to się stało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsza rozprawa nic nie wniosła, dobre jest tylko to, że następny termin jest, jak na polskie sądy, bliski - dwa miesiące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czemu ta wizyta w psychiatry mi tyle dała, chyba to była jakaś kombinacja ochrzanu, braku wiary we mnie (co mnie zirytowało na zasadzie: już ja ci pokażę, że się mylisz) z jakimś rzeczowym spojrzeniem na sprawę. Jak to pan nie przeżyje kolejnej rozprawy, tyle pan przeżył to tę też pan przeżyje. I faktycznie - dziś wyszedłem w miarę spokojny i bez tendencji do zapaści w sobie, bez sztywnego karku. Jakoś to będzie, już mam w tym wprawę. Czasem mam wrażenie, że w całej tej terapii i innego rodzaju spotkaniach tak na prawdę chodzi o to, żeby być z kimś kto twardo stoi na nogach i nie jest depresyjny - wtedy jakoś psiejsko-czarodziejsko nastrój się przenosi, podejście itd. Niedawno odkryto tzw. &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Neurony_lustrzane"&gt;neurony lustrzane&lt;/a&gt; - to daleki strzał oczywiście ale może jakoś tak to działa?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądam ostatnie odcinki "Rodziny Soprano". Syn głównego bohatera próbował popełnić samobójstwo - dramatyczna scena. Bardzo mi do niego blisko, zupełnie się w nim rozpoznaję z dokładnością do szczegółów wręcz. To rozpadanie się na części po zostawieniu przez kobietę, ta tendencja do niewychodzenia ze stresu, ta przesadna troska o środowisko, ojciec okazujący mu swoją siłę i władzę nawet po to, żeby jakoś go ratować jak by zupełnie nie rozumiał, że siła musi wypływać z wewnątrz. Nie wiem kto pisał ten scenariusz i na czym się wzorował ale jak na to patrzę to coraz mniej wierzę w geny a coraz bardziej w wolną wolę. Ta faza już za mną ale doskonale rozumiem jego ból, beznadzieję, brak wyjścia. Jak to dobrze, że ze mnie, mimo wszystko jakaś siła płynie. Powoli, skokami, czasem ledwo ciurka - ale jest. W ogóle bardzo mi ten film przypomina moją rodzinę, szczególnie to ciągłe wydawanie pieniędzy na kolejne rzeczy, żeby tylko choć trochę ponieść sobie nastrój i to rozczarowanie, że tak krótko to trwało. Więc coś następnego. I jeszcze raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadzwonili z jednej firmy, za tydzień mam rozmowę i to na bardzo fajne stanowisko. To też pomaga. Muszę tylko się odrobinę choć przygotować i będzie dobrze. Na to stanowisko czuję się akurat pewnie. Dojazd beznadziejny ale może uda mi się w pobliżu znaleźć jakąś szkołę jogi - wtedy będzie łatwiej - to też ciekawe skąd takie myśli - jeszcze nie mam tej pracy. No ale trzeba się pozytywnie nastawiać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7932558629496148661?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7932558629496148661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/pan-musi-siebie-przeskoczyc-pan-musi.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7932558629496148661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7932558629496148661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/pan-musi-siebie-przeskoczyc-pan-musi.html' title='Pan musi siebie przeskoczyć, pan musi wyjść z koła'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-18FWl3aO2EU/TuDhsZjL__I/AAAAAAAABhI/zOkbsxWCjmQ/s72-c/never_20give_20up_1_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-232045511200639322</id><published>2011-12-07T10:32:00.004+01:00</published><updated>2011-12-07T11:13:06.046+01:00</updated><title type='text'>Kiedy wreszcie coś się ruszy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takie mnie nachodzą rozważania w związku z poszukiwaniem pracy. Miałem kilka ofert, które odrzuciłem. Odrzuciłem je, bo w środku aż mnie ściskało na myśl o pracy w korporacjach, które mnie chciały zatrudnić. Nie że miałem jakiś zły nastrój albo mi się nie chciało albo coś mi nie pasowało. Po prostu opanowywało mnie wszechogarniające obrzydzenie połączone z lękiem, nad którym nie potrafiłem zapanować. Dlaczego? W tym jest coś głębszego niż depresja czy strach - to jest taki miks nienawiści do nienaturalności życia biurowego z absolutną niemożnością poddania się, uznania władzy, autorytetu - ojca w dowolnej formie. Nienawidzę tych korytarzy, wykładzin, wszystkiego takiego kosmicznie prostokątnego, sterylnego. To jest na zewnątrz i w głowie. W głowie robi się dokładnie to samo - wszystko się układa w  procedury, poprzedniki, następniki, trybiki. Kąty proste, wszędzie te same kwiatki z afryki, jedyne, które potrafią wytrzymać w sztucznym oświetleniu i przy klimatyzacji. A jeszcze bardziej nienawidzę tego, że ktoś mnie do tego zmusza. I znowu ten sam problem, znam teorię, wiem, że trzeba się przemóc, że za tym obrzydzenie stoi coś więcej, coś co jest tylko w mojej głowie ale nie dałem wtedy rady. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, wtedy mnie zmógł nagły atak strachu. Teraz mi się wydaję, że już byłbym w stanie to opanować - ale nikt nie dzwoni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro rozprawa - dowiem się czy mam szanse odzyskać mieszkanie. Już jestem chory, pewnie jutro nie będę mógł mówić. Znowu wysłucham miliona kłamstw i znowu kark mi zesztywnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A cała zabawa polega na tym, żeby sobie to wszystko wybaczyć. Wybaczyć sobie, że się wpakowało w taką sytuację...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-232045511200639322?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/232045511200639322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/kiedy-wreszcie-cos-sie-ruszy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/232045511200639322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/232045511200639322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/kiedy-wreszcie-cos-sie-ruszy.html' title='Kiedy wreszcie coś się ruszy'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-2078957120539952114</id><published>2011-12-03T21:52:00.004+01:00</published><updated>2011-12-03T22:52:50.794+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd rodzinny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina Soprano'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='judo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Judo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Byłem dziś z synkiem na zawodach judo. Niesamowite przeżycie jak dla mnie - nigdy nie byłem sportowy i rywalizacyjny za bardzo. A tu olbrzymia hala, mrowie dzieciaków w białych strojach, z głośników wali "Hells bells". Mały się trochę denerwował ale to nic w porównaniu z moimi emocjami. Czekaliśmy bardzo długo na pierwszą walkę. Wygrał. Drugą przegrał. Przeciwnik był dużo mocniejszy i walczył bardziej siłowo, mniej technicznie. Synek się trzymał, powiedział, że to nie jest judo tylko szarpanie. Potem usta mu zadrżały i trochę się rozpłakał a potem była kolejna walka. Zebrał się, początek poszedł źle ale w końcu udało mu się rzucić przeciwnika i założyć chwyt. A ja klęczę obok na macie i razem z trenerem krzyczę: nie puszczaj!, nie puszczaj!, głowa nisko!. Zupełnie się zapomniałem. Coś niesamowitego. Koleją przegrał o włos na punkty ale to już dobrze zniósł bo było bardziej technicznie i równo. Nie sądziłem, że tak to przeżyję, że takie jakieś podstawowe instynkty ze mnie wyjdą. Piękne. Dochodzę do wniosku, że moja pierwotna męskość jest strasznie stłumiona - brutalne wychowanie. Kiedyś jeszcze mogłem wyżyć się w pracy - nie fizycznie ale była to jakaś forma rywalizacji. Teraz nawet tego nie mam. Nie wiem jak w tym obszarze powinno się wychowywać dzieci, jakim być wzorem. Współczesny świat nie daje zbyt wiele możliwości a w tych nielicznych momentach ja w zasadzie zawsze ustępuję - bo przecież jestem gorszy i mi się nie należy. Mógłbym zawalczyć ale tego nie robię. A potem mnie roznosi wewnętrznie. Frustruje mnie, że tak głęboko to wszystko we mnie siedzi, logicznie, teoretycznie wszystko wiem ale w rzeczywistości zawsze górę bierze autopilot.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1kwjAoOu7RU/TtqYH9Ah4hI/AAAAAAAABg0/W__KRYa8jG4/s1600/201112031855.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-1kwjAoOu7RU/TtqYH9Ah4hI/AAAAAAAABg0/W__KRYa8jG4/s320/201112031855.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682021142284591634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W drodze powrotnej: "Tato, a o co się w zasadzie denerwowałeś?" Dobre pytanie, musiałem się chwilę zastanowić. Chyba tak na prawdę chodziło o to, żeby się nie poddał, nie załamał. Chyba zrozumiał odpowiedź. Fajnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczyłem się wreszcie grać jeden akord tej piosenki, która mnie męczy od paru miesięcy - potrafię to zrobić bez patrzenia na dłoń - fajnie. A teraz wieczór, słucham starych, polskich, rockowych przebojów i znowu mnie gdzieś przenosi.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/LekhxqdZAfI" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-2078957120539952114?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/2078957120539952114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/judo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2078957120539952114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2078957120539952114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/judo.html' title='Judo'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-1kwjAoOu7RU/TtqYH9Ah4hI/AAAAAAAABg0/W__KRYa8jG4/s72-c/201112031855.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4691650512861771037</id><published>2011-12-03T01:18:00.006+01:00</published><updated>2011-12-03T21:52:42.338+01:00</updated><title type='text'>Taki moment w życiu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem w taki momencie życia, że muszę podjąć decyzję pt. naprawiłem co się da, teraz chyba czas znaleźć kogoś i modlić się, że wytrzymamy ze sobą i swoimi demonami - oswojonymi, poznanymi, zmniejszonymi ale czającymi się w każdym kącie. Do końca przecież nigdy z tego nie wyjdę. Jedno jest pewne - mam olbrzymią ochotę na zabawę, na uśmiech - nawet nie wiedziałem, jak bardzo cierpiałem przez całe dotychczasowe życie - potrzebuję radości. Co więcej - mam jej mnóstwo w sobie i chyba zawsze miałem - tyle tylko, że dopiero teraz potrafię ją czasem wyzwolić. Dzieci pomagają - można się wygłupiać bezkarnie. Żeby tylko okoliczności się wreszcie ułożyły - czuję się jak jakaś tragiczna postać w film. Jak ten policjant co ginie w ostatnim dniu służby. Wreszcie zrozumiałem o co chodzi, wreszcie potrafię - pora w takim razie żeby wszystko dookoła się zrąbało, żebym jeszcze więcej zapłacił za dotychczasowe błędy. Robię wszystko co mogę, może wreszcie coś by się udało? Halo, puk, puk, jest tam kto?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Długo nie mogłem się pozbyć smutku - we Wrocławiu chodziłem sam jesienią po mostach, w Warszawie po zapleczach galerii handlowych wieczorem - trudno sobie wyobrazić coś bardziej przygnębiającego niż oświetloną zimnym światłem tylną ścianę Klifa, biała blacha falista, sterty kartonów, ze dwa śmietniki - to co ukrywa się za tym frontem bez skazy. Miałem dwójkę dzieci a nadal chciałem na głównej ścianie swojego mieszkania narysować wielką, czarną, koncentryczną plamę. I zdawało mi się, że to normalne, że ludziom się będzie podobać. Te matafizyczne bóle, kiedy nagle krótki fragment jakiejś piosenki, jakiś zapach przenosi gdzieś indziej. Na peron dworca w Katowicach albo do upalnego, czerwonego autobusu czołgającego się Mikołowską. Przeszło, czasem jeszcze na momencik wraca ale generalnie już po tym. Jakoś z tego wyszedłem. Teraz frustruję się po prostu swoją sytuacją ale to akurat chyba zupełnie normalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Córa wczoraj nocowała, obejrzeliśmy odcinek "Siedmiu życzeń", pogadali - buzia jej się nie zamyka - trochę mnie zmęczyła. I zrobiliśmy ze sklejki szopkę noworoczną. Krzywo wyszła ale była zadowolona - inni rodzice zamawiają gotowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadanie z polskiego - nie wiem po co się tak męczy małych chłopców - napisać parę zdań na temat "Mój sen". Dawno się tak dobrze nie ubawiłem - mój ścisły synek wykonał zadanie dokładnie i prawie bezbłędnie i nie rozumiał czemu pani się nie podobało. No tak, fakt, zapomniał, że zdanie zaczyna się od dużej litery, że ma być kropka na końcu. Ale te pretensje, że zdania się nie łączą w całość, że umył zęby już po tym jak się położył, więc się jeszcze raz położył i drugi raz zasnął? No miało być parę zdań to jest. Ktoś mówił, że to w całości ma mieć jakiś sens? w coś się układać? Poprawił z miną: no już zrobię dla świętego spokoju - ktoś tu musi być mądrzejszy i ustąpić. Czasem wydaje się dojrzalszy niż ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę bo nie mogę spać a jutro z rana jedziemy na zawody judo - może wrócimy z biało-żółtym pasem. Napisałem też list do miłości młodości - widzieliśmy się jakiś czas temu. Przeniosło mnie na chwilę do czasów liceum - mam wrażenie, że udało mi się wyjść z tego głębokiego, wżartego, immanentnego smutku - teraz po prostu okoliczności są słabe. Ona chyba nadal tkwi w tym starym smutku - jest słabszy niż mój albo jest silniejsza. Słabe jest to, że jest nieleczony. Ciekaw jestem co odpisze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4691650512861771037?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4691650512861771037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/taki-moment-w-zyciu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4691650512861771037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4691650512861771037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/12/taki-moment-w-zyciu.html' title='Taki moment w życiu'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4012618878041074104</id><published>2011-11-29T14:40:00.006+01:00</published><updated>2011-11-29T15:32:57.057+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd rodzinny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szachy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina Soprano'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komentarze'/><title type='text'>Żeby się lepiej poczuć</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po to piszę. Oglądam teraz namiętnie Rodzinę Soprano - zastępcze emocje i wyłączenie 50% myślenia, przerzucenie stresu do pracy w tle. On tam jest, przyśpiesza rytm mojego serca, powoduje, że rano budzę się spocony i z bólem głowy. Oj, bolesny ten poród i niebezpiecznie bliski śmierci. Jeśli to wszystko przeżyję, a na to się zapowiada, będę z siebie bardzo dumny. Ciekaw jestem tylko ile czasu minie, zanim mój organizm otrząśnie się z potężnej dawki kortyzolu, którą mu od paru lat funduję. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie iść do lekarza po jakieś leki na uspokojenie. W końcu to wszystko minie, rozwiąże się, działania zostały podjęte - teraz tylko czekać. A bezsilność męczy, powoduje wściekłość - więc po co teraz i tutaj się mordować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadzwoniłem do mamy, przeprosiłem ojca za ostatnią awanturę. Nie moja wina w ogólności ale ktoś musi być mądrzejszy. Poza tym czuję, że co było, to było - dorosły człowiek potrafi trzymać swoje nerwy na wodzy. Ja je trzymałem przez osiem lat aż w końcu pękły w najgorszym możliwym momencie. W efekcie mam sprawę o znieważenie osoby publicznej - sędzi sądu rodzinnego, która wyśmiała mnie na rozprawie - tego już nie wytrzymałem. Od tamtej pory wodze są zerwane, powiewają na wietrze a ja usilnie próbuję wydziergać nowe. A kiedy tylko się choć trochę uda - następuje szarpnięcie i powrót do punktu startowego. Trzeba mieć dużo dobrej woli, żeby dostrzegać postęp i zachowywać optymizm. Szczególnie, kiedy rodzina bez słów jest w stanie przekazać swój brak akceptacji, to przekonanie, że oni by dali radę, to tylko to następne pokolenie jakieś takie lelawe. A ja mam wrażenie, że cześć ludzi by nie przeżyła fizycznie tego co ja, po prostu by padła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rodzina Soprano - kolejny genialny serial - tak właśnie wyglądało w moim domu. Z dokładnością do tego, że mój ojciec nie był gangsterem tylko inżynierem i jeszcze bardziej tłumił swoje emocje. Poza tym - ta furia w oczach, zaciśnięte usta, napięta żuchwa, krzyk - na obcych. To trzeba zobaczyć na żywo. Wygląda jak na kreskówce, jakiś bogu ducha winny człowiek daje pretekst i w następnej sekundzie podmuch ryku wściekłości dosłownie zbija go z nóg - zostają same buty. Nokaut. Już chyba bym wolał, żeby od czasu do czasu rzucił jakimś talerzem o ścianę albo wydarł się na nas - zamiast tego mama okresowo wpadała w histerię. Do dziś moją siostrę ogrania strach , kiedy widzi jego podniesiony palec. Życie dorosłych ludzi przemija w oczekiwani aż ktoś im da w łeb. Ktokolwiek, jakakolwiek władza. Można by to załatwić, kiedyś przez parę miesięcy śniło mi się fizyczne rozwiązanie, jej zresztą też. Co ciekawe, ja już wtedy byłem świadom tego co się dzieje, u niej to była czysta podświadomość - świadomie więc poszła po tabletki - przestało się śnić. Modelowy przykład stłumienia prawdy w marzeniach(sic!) nocnych. Nie wiem po co to piszę - pewnie dlatego, że mnie męczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracy nadal nie mam - zdałem się na los - aplikuje na dwa rodzaje stanowisk - juniorskie i seniorskie. Jedne mają mało stresu i mało kasy, drugie na odwrót. Zobaczymy co się uda jako pierwsze. Do jednej firmy napisałem, że przyjdę na jakiś krótki czas za darmo. Takie są efekty kariery menadżera - najważniejszą umiejętnością jest odporność na stres - jeśli tego zabraknie - koniec - trzeba zaczynać od nowa. Z drugiej strony - zobaczę jak zareaguję, jeśli dostanę jakąś poważniejszą propozycję. Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu zrozumiałem, skąd się ten stres bierze i potrafię już go oddzielić od spraw rodzinnych. Nie wiem na ile jest to złudne. Pewne jest to, że brak pracy sam w sobie jest stresujący. Zadzwoniłem w jedno stare miejsce - niesamowite jak rozchodzą się plotki w środowisku. Jestem jak trędowaty. Wszyscy coś słyszeli o mojej historii, szpitalu, zwolnieniu lekarskim. Świat jest mały, naprawdę. To mnie tylko przekonuje żeby wrócić do starych, dobrych inżynierskich korzeni ale w nowym środowisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacząłem grać w szachy przez internet - fantastyczna sprawa. Pomaga uczyć się koncentracji - jestem dumny z siebie - potrafię rozegrać partię bez szczególnych wpadek. Uczy też, że trzeba walczyć do końca - już parę razy się zdarzyło, że po paru ruchach traciłem prowadzenie a później mimo wszystko wygrywałem. Nie ma sensu się poddawać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo komentarzy się pojawiło - to miłe bardzo. Nad książką się zastanowię - mam tego rodzaju pozycji całą półkę i nie wiem czy chcę się dalej w tym babrać. Potrzebne to na początku, żeby zrozumieć co się stało i jakie ma skutki - ale to już chyba za mną. Teraz muszę jakoś tylko nad tym zapanować.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4012618878041074104?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4012618878041074104/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/zeby-sie-lepiej-poczuc_29.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4012618878041074104'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4012618878041074104'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/zeby-sie-lepiej-poczuc_29.html' title='Żeby się lepiej poczuć'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4594195895393413330</id><published>2011-11-26T11:15:00.006+01:00</published><updated>2011-11-26T15:28:03.591+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Porozumienie bez przemocy'/><title type='text'>Gdybym sam tak potrafił poprawić sobie humor</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To zakrawa na magię. Sytuacja wygląda następująco: pracy w czwartek nie dostałem. Zadzwonili, że niestety "nie przeszedłem do drugiego etapu". Żeby było zabawnie: to genialna nauczka od życia była. Bo ja, z tej rozmowy, wyszedłem bardzo zadowolony - z siebie. Że tak dużo pamiętam, że jaki błyskotliwy jestem jak już mi się powie o czym mam mówić, że po tylu latach nie zajmowania się podobnymi tematami, itd. A oni mnie nie chcą? No cóż, może większość moich problemów wynika z faktu, że nie akceptuję prostego faktu, że nie jest istotne co ja o czymś myślę, istotne jest jak to weryfikuje świat zewnętrzny. I tak jest ze wszystkim. Mogę sobie narzekać, że w sądach rodzinnych siedzą debilne urzędasy posługujące się prawem z czasów komunizmu, pozbawionym sensu w dzisiejszych czasach. Ale tak właśnie jest i nie mam na to wpływu. I to oni decydują o moim życiu w dużej mierze - mogę się irytować, wściekać, dusić w sobie złość ale: halo, jest rok 2011, planeta ziemia, układ słoneczny, pięćdziesiąt lat po Holokauście, parę lat po wojnie o ropę, mieszkam w kraju, w którym codziennie od dwóch prawie lat w gazetach rozbija się ten sam samolot. Tak już po prostu jest. Jak powiedział Einstein: "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej". Ale do rzeczy: więc jestem zdołowany raczej, choć z tego dołka przebija jakaś iskierka, jakaś świadomość, że się uczę, że jest postęp. Że wreszcie życie mi pokazało jak to jest być zdanym tylko na siebie i sobie nie radzić, mieć pod górkę totalnie. I że jeśli się nie poddam, poradzę sobie, to nabędę trochę wiary w siebie i to co mnie może jeszcze spotkać. Bo przedtem dostawałem pracę z marszu, za każdym razem. Paradoksalnie, na pierwszy rzut oka, wcale mi to dobrze nie zrobiło. A z drugiej strony, wszystkie najważniejsze relacje w moim życiu, czyli relacja z rodzicami i z żoną, okazały się totalną zdradą więc czego mam się jeszcze spodziewać? To też mi dobrze nie zrobiło. Więc muszę zawalczyć o pracę, muszę i chcę, co najważniejsze. Bo obudziły się we mnie marzenia, na które potrzebuje środków. Chcę pojechać z dziećmi na wakacje, chcę mieć możliwość ruszenia się gdzieś z miasta na weekend. Tego mi potrzeba a w zamian będę pracował - w jakiejś "instytucji". Tak już widać musi być - takie są warunki. Od czwartku, na pozór, jest źle ale gdzieś głęboko jest lepiej. Ale wracając do magii, od której się zaczęło. Budzę się o dziesiątej, bo wczoraj do nocy oglądałem Rodzinę Soprano, patrze na telefon - dzwoniła Kasia, ta od której rozpoczął się cały ten blog. Oddzwaniam, dzwoni po poradę, bo nie układają jej się stosunki z ojcem jej dziecka. No to gadamy, oczywiście, na początek, popełniam szkolny błąd wyciągając armatę dobrych rad i szybko się orientuję, że nie dociera. Jasne, że nie dociera, bo nie po to dzwoni. Przynajmniej nie w pierwszej kolejności. Z drugiej strony - trudno być z kimś, w jakimś uczuciu, przez telefon, to nie takie proste. Słowami trudno niektóre rzeczy wyrazić, szczególnie mi. Staram się. Gadamy długo, w końcu polecam moje panaceum, czyli "Porozumienie bez przemocy" Rosenberga. Pasuje podręcznikowo, jak na mój gust, choć sam, w praktyce, nie potrafię zastosować w ciężkich przypadkach. Nawet w trakcie tej rozmowy, tylko trochę mi się udaje, jak sobie właśnie uświadomiłem. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I co się dzieje? Po tej rozmowie jestem cały naładowany energią. Nie pamiętam kiedy się tak czułem ostatnio, chyba parę lat temu, kiedy dostałem pracę w korporacji, w której pracowali najlepsi ludzie świata. Ktoś mnie docenił, ktoś chce mojej rady. Chcę od razu gotować, iść z dziećmi na basen, studiować psychologię, szukać pracy. Wszystko na raz. Dlaczego? Przecież to wcale nie znaczy, że cokolwiek się rozwinie z powrotem. Co więcej, w trakcie tej rozmowy dostrzegam tą jej dziwną skłonność do słyszenia tego, co chce usłyszeć i widzenia tego co jej pasuje. Ale patrzę na to z czułością - dziwne, nic z tego nie rozumiem. I wiem, że to się u niej nie zmieni i w zasadzie nie chcę być z taką osoba. Z drugiej strony - nadal mnie do niej ciągnie i to bardzo. Mimo tego wszystkiego jest bardzo mądra, tylko niepoukładana. Nie istotne. Ważne jest to: dlaczego mam taki nagły napływ energii? Dlaczego tak bardzo jestem zależny od tego, co okazują mi inni ludzie, Ci, na których polegałem. Mam wrażenie, że wyraźnie widzę teraz jak to jest. Urodziłem się z jakimś poziomem energii, prawię połowę z niego poświęcam na radzenie sobie z faktem, że nie akceptują mnie moi rodzice, drugą połowę na to, że była żona patrzy na mnie jak na brzydkiego robaka. Prawie nic nie zostaje - dlatego leżę. I teraz to pytanie: co to właściwie jest, dlaczego tak jest, co mam z tym zrobić? W zasadzie to był temat rozmowy, bo ona się tak samo czuje w kontaktach ze swoim byłym. Brak akceptacji, spojrzenie pełne odrazy. Dlaczego tak bardzo zależymy od oceny tych, którzy zrobili nam krzywdę? Którzy z założenia nie będą oceniać nas dobrze? I jak się pozbyć tej zależności, jak sprawić, żeby ona przestała zżerać naszą energię? I dlaczego, do diabła, jeden telefon od dziewczyny, która zostawiła mnie w klubie dla innego, stawia mnie na nogi lepiej niż cała farmaceutyka i wszystkie redbulle razem wzięte? Mimo iż patrzę na nią już dość obiektywnie? A może na tym powinna polegać miłość? Kochać kogoś, mimo iż patrzy się na niego obiektywnie? Co to za sztuka kochać kogoś, w kim się widzi chodzący ideał. Jak to zmienić? Jak przestać myśleć źle o sobie? To podstawa do uniezależnienia się od innych, tylko jak to zrobić? Tego się trzeba uczyć od przystojnych facetów mających brzydkie dziewczyny. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wkurza mnie fakt, że być może za jakieś set lat, ktoś to będzie czytał i czuł się tak jak ja, kiedy sobie uświadamiam, że zrobiłbym fortunę w jeszcze w piętnastym wieku, bo ludzie nie znali podstaw rachunku prawdopodobieństwa. Kiedyś to wszystko będzie jeśli nie oczywiste to przynajmniej nie będzie tego rodzaju problemów, tak jak dzisiaj nie umieramy na dżumę i nie urywa nam rąk przy maszynie włókienniczej jak w Ziemi obiecanej - a przynajmniej nie często.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4594195895393413330?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4594195895393413330/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/gdybym-sam-tak-potrafi-poprawic-sobie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4594195895393413330'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4594195895393413330'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/gdybym-sam-tak-potrafi-poprawic-sobie.html' title='Gdybym sam tak potrafił poprawić sobie humor'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3782074794401767055</id><published>2011-11-22T13:58:00.008+01:00</published><updated>2011-11-22T15:04:39.714+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='groucho marx'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='psychowzroczność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Strach i wstyd</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Że za dużo teorii? No tak, coś w tym jest. Jednak "odnajdź siebie" niebezpiecznie mi przypomina "weź się w garść", na którego dźwięk budzą się we mnie instynkty mordercy. Innymi słowy: gdybym potrafił to bym to zrobił a póki co chcę więc robię jak potrafię. Pisanie i czytanie pomaga. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wg tego co wyczytałem na umysł można spojrzeć jako na układ opisany przez teorię złożoności. Teoria złożoności to dziedzina matematyki, układ jest zdefiniowany jako "cuś" co rządzi się swoimi własnymi prawami przetwarzania własnego stanu ale też otrzymuje wpływy z zewnątrz. Zajmuje się układami nieliniowymi, może być zastosowana np przy próbie opisu zachowania chmury. Oczywiście nie ma to żadnego "praktycznego" zastosowania w psychologii ale z nieznanych zupełnie powodów pomaga mi myślenie o tym w ten sposób. Chyba zaspokaja moją potrzebę rozumienia, tak samo zresztą jak i pozostałe teorię dotyczące integracji poziomej, pionowej, pamięci itd. Generalnie potwierdza część z rzeczy, które założyłem na początku tego bloga, włącznie np. z nauką żonglerki, gry na gitarze, jogą itd. Szkoda tylko, że jakoś ostatnio to zarzuciłem no ale to tymczasowe.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytałem dziś opis eksperymentu o nazwie "kamienna twarz". Polega na tym, że w obecności dziecka, niemowlaka opiekun zachowuje twarz bez wyrazu. Doprowadza to "normalne" dziecko do płaczu w przeciągu niecałej minuty. Zdaje się w pewnej mierze z tym miałem do czynienia, ojciec z kamienia, matka w depresji. I nadal, cały czas, ich kocham i nienawidzę - lewa półkula sobie z tym nie radzi - wychodzi sprzeczność. I teraz cel bardzo prosty: zapanować nad tym wszystkim, przyjąć, że było jak było i reszta zależy ode mnie i tylko ode mnie. Łapię się na tym, że opisuje to wszystko teoretycznie bo boję się opisać co tak na prawdę czuję. Wstydzę się tego od pewnego czasu. Zdaje się, że na początku jakoś łatwiej mi było wyrzucić coś z siebie. Teraz ogarnia mnie strach i wstyd. Wstyd, że tak mam i strach, że to się nie zmieni. Czytałem o terapii faceta, który nie potrafił utrzymać związku, interesowały go kobiety nie do zdobycia, które następnie porzucał zgodnie z maksymą Groucho Marx'a: "Nie chciałbym należeć do klubu, który przyjąłby mnie na swojego członka".Czyli o sobie. I boję się, strasznie się boję, że z tego nie wyjdę. Że już zostanę taki jaki jestem i sam. A to tylko jeden z moich problemów. Generalnie, przez większość mojego życia a już szczególnie przez dzieciństwo oraz ostatnie dziesięć lat input świata w mój "układ" był totalnie negatywny - nie licząc początku paru związków i terapii. To się na mnie odbija, wszędzie. Za każdym razem kiedy mam szybko podjąć jakąś decyzję - podejmuję ją tak aby uniknąć dostania w łeb. Uchylam się. W zasadzie przy życiu trzymają mnie dzieci i racjonalizm - świadomie wiem, że nie może być tak źle jak mi się wydaje. I może jeszcze to, że tak na prawdę jestem ciepłym człowiekiem - mimo całych tych logicznych wywodów. I może jeszcze świadomość, że w zasadzie jest ze mną o wiele lepiej niż było jeszcze parę lat temu - w zasadzie obecnie ograniczają mnie tylko warunki zewnętrzne. Wystarczy mi trochę spokoju i dojdę do siebie. A mówiąc o spokoju, jutro będę wiedział czy mam pracę. A dziś idę się zobaczyć z synkiem - postaram się uśmiechnąć na jego widok - zdaje się, że zwykle to w sobie blokuję. Że sztuczne? Zgodnie z moją naturą zachowałbym kamienną twarz.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3782074794401767055?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3782074794401767055/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/strach-i-wstyd.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3782074794401767055'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3782074794401767055'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/strach-i-wstyd.html' title='Strach i wstyd'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7369997878112882684</id><published>2011-11-20T22:27:00.006+01:00</published><updated>2011-11-22T13:48:08.400+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Porozumienie bez przemocy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='daniel j. siegiel'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='neroplastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='psychowzroczność'/><title type='text'>Neuroplastyka, wiara</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zwlokłem się dziś na czternastą na zajęcia - tylko na jedne, obowiązkowe. Zabawne. Słuchać o warunkowaniu klasycznym i wzmocnieniu - jako przykład rozebrane kobiety w reklamach - od całkiem zgrabnej, ładnej i młodej dziewczyny, której stringi wyłażą kiedy kuca, żeby podłączyć zasilacz do gniazdka. Potęga internetu, każdy znajdzie swoją niszę: &lt;a href="http://szczuciecycem.pl/warsztat-samochodowy.html"&gt;http://szczuciecycem.pl&lt;/a&gt;. Bawmy się więc. I, co dziwne, jakoś to przestało na mnie działać - chyba się starzeje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się dlaczego tak mnie złożyło w ubiegłym tygodniu. Albo raczej jak z takich sytuacji wychodzić szybciej, bo przyczynę w zasadzie znam. Czy to już tak musi być, że każdą jakąś chorą akcję z rodziną będę przypłacał tygodniową rozwałką? Mam nadzieję że nie, po prostu - tym razem mogłem sobie jeszcze na to pozwolić. I muszę mieć więcej odskoczni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupiłem książkę, "Psychowzroczność", Daniel J. Siegiel - o budowie mózgu, o tym jak działają emocje, jak je opanować, jak zmienić swoje postrzeganie. Wygląda bardzo obiecująco i sama książka i to co tam piszą: neuroplastyka - zdolność mózgu do przekształcania się - obecna przez całe życie - wow - nie jest za późno. Jest przykład człowieka w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat, który ogarnął temat dzieciństwa. Wygląda to na zachodnie podejście do tego o czym czytałem w psychologii jogi: "myśl lub uczucie to tylko przejawy funkcjonowania umysłu a nie ostateczna rzeczywistość" skrzyżowane z porozumieniem bez przemocy. Metaświadomość - umiejętność, która pozwala nam wyzwolić się z więzienia mechanicznych reakcji. Tylko jak to zrobić? Książka gruba, amerykańska więc dobrze się czyta, mam nadzieje, że będzie napisane w dalszej części.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obejrzałem ostatnio film &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0114367/"&gt;Screamers&lt;/a&gt; na podstawie prozy Dicka. Jak to zwykle u niego: czy jesteśmy tylko skomplikowanymi maszynami? Przeczytam taką książkę, wykonam ćwiczenia i będę sprawniejszym, szczęśliwszym automatem? Widać moje oprogramowanie nie jest do końca zepsute bo w to nie wierzę po prostu i koniec. Ale oczywiście zdarzają się czasem bugi, np. dziś pod prysznicem - metafizyka. W strumieniu wody z rozwalonej słuchawki (sic! - może coś usłyszałem) - nagła, przeszywająca myśl - skoro jestem to ktoś mnie stworzył a kto stworzył tego kogoś i co by to było gdyby niczego nie było? Słuchawka rozwalona bo moja kora czołowa nie opanowała na czas impulsu z układu limbicznego - ha, przynajmniej wiem co się dzieje. Innymi słowy - wkurwiłem się na maksa jakiś czas temu i pierdolnąłem nią o wannę. Wiara, to pozostaje. I dalsze zapoznawanie się ze swoim ciałem, swoimi zmysłami, swoją kreatywnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może jutro wreszcie się dowiem czy mam pracę. Miałem co do niej wątpliwości dopóki nie zacząłem czytać tej książki - nie jestem w stanie się kupić na dłużej niż dziesięć stron. Więc tak - będę informatycznym kopaczem rowów bo nie mam innego wyjścia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7369997878112882684?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7369997878112882684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/neuroplastyka-wiara.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7369997878112882684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7369997878112882684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/neuroplastyka-wiara.html' title='Neuroplastyka, wiara'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7651179461033408339</id><published>2011-11-20T00:04:00.002+01:00</published><updated>2011-11-20T00:24:41.692+01:00</updated><title type='text'>Co się stało?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy ktoś potrafi to wyjaśnić? Ja nie. Ostatni tydzień z kawałkiem spędziłem robiąc nic. Wszystko straciło sens. Albo raczej ja przestałem go dostrzegać. Więc przestałem robić rzeczy dla mnie dobre co oznacza, że narobiłem mnóstwo głupot. Nawet mi się nie chce pisać jakich - zresztą - nic ciekawego - głównie zaniedbanie. Jogi brak, ścianki brak, dzieci brak, wszystkiego brak. Może to przez brak słońca, może to przez brak pracy, może to przez zbliżający się termin rozprawy, która zadecyduje, czy jakoś się finansowo pozbieram czy nie, może to przez kontakt z rodziną, może przez kontakt z byłą. Prawdopodobnie przez wszystkie te rzeczy razem wzięte. Pewnie jest jedno: zalewa mnie wściekłość, znowu. Bo to jest tak, teoretycznie, racjonalnie - wszystko sobie potrafię wyobrazić, wytłumaczyć, zrozumieć. Ale jak tylko się cokolwiek stanie, wchodzę w stary wzorzec zachowania i zanim ktokolwiek się zorientuje - jest awantura. Nic nie poradzę. Mój ojciec działa na mnie jak płachta na byka, całe jego jestestwo wyprowadza mnie z równowagi w tempie światła, albo raczej neutrina - zgodnie z najnowszymi badaniami. Myślałem, że mam to już z głowy. Otóż nie. Dobra wiadomość jest taka, że odzyskuję równowagę, muszę sobie tylko napisać kodeks, jak Dexter.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Ograniczyć do minimum kontakty z rodzicami, szczególnie z ojcem,&lt;br /&gt;2) Ograniczyć do minimum kontakty z byłą, nie wierzyć w nic co mówi, rozmawiać tylko przez sąd,&lt;br /&gt;3) W przypadku podejmowania decyzji, zawsze kierować się optymistycznym podejściem,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko co robić dalej? Wcale mi się nie chce studiować, denerwuje mnie ta psychologia, coś mi w środku podpowiada, że najlepiej będzie, jeśli po prostu wrócę w miarę szybko na ścieżkę zawodową, na tyle na ile jest to jeszcze możliwe. Zaakceptuje to kim jestem. Jeszcze mam czas, jeszcze mogę. Nadal nie wiem co jest moim głosem wewnętrznym, czego powinienem słuchać, co jest głosem narcyza, co jest głosem mnie, mądrym w dłuższej perspektywie. Trzeba więc podejść do tego racjonalnie. Co jest dobre dla mnie? Nie chce mi się nawet pisać. Po prostu brak mi sił dla samego siebie, brak mi cierpliwości do samego siebie. Brak mi też egoizmu, zwykłego, zdrowego egoizmu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7651179461033408339?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7651179461033408339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/co-sie-stao.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7651179461033408339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7651179461033408339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/co-sie-stao.html' title='Co się stało?'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-486963981640368035</id><published>2011-11-12T12:58:00.003+01:00</published><updated>2011-12-03T01:18:08.403+01:00</updated><title type='text'>Niech ktoś mnie przytrzyma</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem co się stało. Ostatnie trzy dni spędziłem na fotelu wpatrzony w komputer. Obejrzałem ostatni sezon sześciu stóp, dextera, housa teraz jestem na breaking bad. Nie wiem co się stało, przyjazd siostry i ta sytuacja z pracą chyba nie pomogła. Pewnie też to, że dostałem wezwanie do sądu, na początku grudnia rozprawa, która pewnie nic nie da a następna będzie za kolejne trzy, cztery miesiące. I tak mija moje życie - sądownictwo w moim kraju to jakaś kpina ze sprawiedliwości. Prawda jest taka, że popełniłem błąd, zadbałem o dzieci, o byłą, o wszystkich dookoła tylko nie o siebie a teraz kiedy to ja potrzebuje pomocy - nikogo nie ma. Nie wiem co się stało. Mam wrażenie, że depresja czai się w około każdego, kto ma ciemne wspomnienia, sytuację. Do póki ma się siłę - da się to wszystko jakoś otoczyć czymś miękkim żeby nie wyłaziło. Jeśli tej otoczki brakuje wszystko wyłazi na zewnątrz. Ręce drżą, serce przyśpiesza. Myślisz o ojcu, który potrafił tylko się drzeć i krytykować, niczego nie potrafił spokojnie powiedzieć i masz ochotę iść i wypłacić mu w gębę tak, żeby się nakrył nogami i zamknął raz na zawsze. Miękkie zniknęło, wszystko czuć jak na dłoni. Co ja mam z tym zrobić? Jak mam się zajmować własnymi dziećmi, jeśli we mnie samym jest tyle nienawiści, smutku, bezsilności. Jak mam w ogóle po nie iść skoro ręce mi się same zaciskają w pięści a zęby zgrzytają. Więc włączam te seriale, oglądam, zajmuje to moją uwagę w wystarczającej ilości żeby przestać myśleć choć trochę. I co mam zrobić? Dać się zamknąć? Co mam zrobić żeby to wszystko poszło sobie? Żeby zajaśniało słońce. Gdybym przynajmniej miał uregulowaną sytuację teraz - ale nie mam, każdy dzień zbliża mnie do totalnej finansowej porażki, której nie wiem jak uniknąć. Cała rodzina zabezpieczona - oprócz mnie.  Nawet jeśli dostanę pracę - nie starczy nawet na stałe zobowiązania - co tu dopiero mówić o jedzeniu, ubraniu, dzieciach. A ostatnio pretensja: "bo jej wszystko cieknie w domu i nie ma kto naprawić" i ja powinienem to zrobić. Czyli rozwód polega na tym, że pozbywamy się wszystkiego co nam nie pasuje pozostawiając wszystko co pasuje. Skąd się biorą ludzie o tak totalnie skrzywionym poczuciu rzeczywistości? Wywalić kogoś z domu i żądać żeby nadal go utrzymywał. Mieszka w moim mieszkaniu, żyje za alimenty i jeszcze ma pretensje. Na litość boską, to poza możliwością mojego pojmowania. I do tego jestem teraz zależy od jej kaprysu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-486963981640368035?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/486963981640368035/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/niech-ktos-mnie-przytrzyma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/486963981640368035'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/486963981640368035'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/niech-ktos-mnie-przytrzyma.html' title='Niech ktoś mnie przytrzyma'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-929594491746693458</id><published>2011-11-08T11:14:00.007+01:00</published><updated>2011-11-08T12:03:23.940+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojny rdzeniowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sześć stóp pod ziemią'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nirvana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amy Winehouse'/><title type='text'>Coś muszę napisać - dziś marudzenie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jestem w pracy. Dlaczego? O tym kiedy indziej - na razie sam jakoś muszę się z tym zmierzyć - w każdym razie nie jest źle, tj. nie stała się żadna załamka. Po prostu - tak wyszło. Nie żebym był z tego zadowolony ale na szczęście mam już inną ofertę, fajną jeśli nie dużo lepszą. Muszę to wszystko przemyśleć i może zrelacjonuje z perspektywy paru dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łóżko złożone, choć zajęło o wiele więcej czasu niż przewidywałem, bo brakowało paru części. Trzeba było je dokupić osobno - nawet Ikea zaczęła robić ludzi w balona. Jak to pani powiedziała: nie będę się kłócić ale na pudełku było napisane. Tak, jak kupuje samochód to też sprawdzam, czy na pudełku jest napisane, że silnik osobno. Nie ważne. Przynajmniej drogo nie było. Może chodzi o to, żeby ludzi ściągnąć jeszcze raz do tego labiryntu, w który można się posikać zanim znajdziesz toaletę - bo jest na końcu i na początku ścieżki i tylko nieliczni znają tajne przejścia na skróty. A przecież wszystko tam jest, żeby ułatwić, żeby było taniej, łatwiej, przyjemniej. O rany, chyba mam &lt;span style="font-style: italic;"&gt;depresjosis marudnosis&lt;/span&gt;. Nic to - dziś dzieci przychodzą - rozerwiemy się. A zaraz się zabiorę za porządki - przejdzie samo. Ależ słońce za oknem super. Umyję okna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę w sumie tak bez sensu - z przyzwyczajenia. Ile razy nie potrafię się za coś zabrać - zaczynam pisać. Trochę mnie wytrąciła ta sytuacja z pracą z rytmu - od poniedziałku miałem być zajęty, w jakimś ustalonym biegu dnia. Wszystko było zaplanowane, dopięte. A teraz muszę coś szybko wymyślić - co by tu zrobić. Oczywiście jest mnóstwo kandydatów - ale jakoś nie potrafię się zabrać. Generalnie to chcę wreszcie porządnie posprzątać - siostra dziś przyjeżdża. Pewnie nie było by źle się pouczyć, poczytać - do grudnia muszę napisać jakiś esej o eksperymentach na zaliczenie a jedyne co mi przychodzi do głowy, to że całe te eksperymenty są bez sensu. Mógłbym to podbudować jakąś filozofią w pomieszaniu z fizyką ale mi się nie chce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj z tego wybicia obejrzałem trzy ostatnie odcinki szcześciu stóp pod ziemią. Nie powinienem oglądać filmów, w których facet na krawędzi rozwodu wraca do żony i wszystko się dalej dobrze toczy. Generalnie uważam, że ten serial jest super. Ogólnie nie szanuje amerykanów, ale to im akurat wychodzi. Identyfikuję się z większością postaci. Ktoś to dobrze przemyślał i skonstruował. Parę scen zapadło mi w pamięć. Szczególnie ta ze wspominaniem śmierci Kurta Cobaina. "Był zbyt czysty na ten świat" - pewnie do końca życia będę się wozić z takim myśleniem - gdzie jest ta granica, do którego momentu trzeba akceptować to co się widzi dookoła? Czy to, że nie wytrzymał robi z niego kogoś dobrego czy też przegranego? Prosta odpowiedź - robi z niego po prostu człowieka. Tak samo jak z Amy Winehouse. Zmienia się tylko nasza ocena, on się jeszcze wpasował, ona już nie chyba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/vabnZ9-ex7o" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś w nowym łóżku poranna lektura wyborczej z soboty. Przyjemne. Bardzo. Piszą o unii europejskiej. Że kryzys, że już tu i tam wygrywają populiści. Dynamiczny układ, nie wiadomo dokąd zmierza. Tu się coś wymyśli, niby idzie dobrze ale tam ktoś coś spieprzy, gdzieś się zrealizuje jakiś potencjał, którego nikt nie przewidział. I dokąd to wszystko prowadzi? A ludzie nadal się uczą na różnych studiach o modelowaniach statystycznych, próbują coś przewidzieć, coś opanować. Ratunku. Jak wielka jest w nas potrzeba złudzenia, że mamy nad czymkolwiek kontrolę. Przypomina mi to moją własną głowę - tu coś pójdzie do przodu ale tam coś się przewróci. Takie rozumowanie mi się podoba - pozwala zaakceptować to co się dzieje ze mną, nie wściekać się na siebie. A to pomaga iść do przodu, nie wspierać tego czegoś, co hamuje. Przypomina mi to tak zwane &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Core_Wars"&gt;wojny rdzeniowe&lt;/a&gt;. To taka zabawa, jest pole (pamięć komputera), po tym polu hasają dwa specjalnie oprogramowane procesy. Ich celem jest zająć całą przestrzeń i wykończyć przeciwnika (drugi proces). Tak samo jest w moim umyśle. Toczy się wojna. Raz jeden wygrywa, raz drugi. Tabletki, terapia - to wszystko pomoc aliantów. Na szczęście chyba wreszcie ci lepsi zdobyli przewagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze się zastanawiałem nad tym serialem. Wzrusza mnie. Bardziej niż moje własne życie? Dlaczego? Czy nie jest tak, że moje własne emocje są dla mnie za mocne więc je wyłączam? Jak mam żyć bez swoich dzieci w pobliżu? Jak mam żyć samemu? Może wreszcie kiedyś do tego dojdę ale czy warto? Może już dość? Widziałem wczoraj w sklepie dziewczynę, zwykłą, dość ładną ale co najważniejsze - na oko stabilną, ciepłą. Zdecydowanie nie szaloną. Czas szalonych przeminął. Tak, tego mi potrzeba. Trochę nudy, stabilizacji, trochę subiektywizmu. A czasem można przecież wsiąść w samochód, pojeździć bez celu po mieście słuchając Nirvany tylko po to, żeby potem wrócić do łóżka, w którym ktoś jest. Tak, do tego będę dążył. Wziąć to szaleństwo na smycz, jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-929594491746693458?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/929594491746693458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/cos-musze-napisac-dzis-marudzenie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/929594491746693458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/929594491746693458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/cos-musze-napisac-dzis-marudzenie.html' title='Coś muszę napisać - dziś marudzenie'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/vabnZ9-ex7o/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7614868587330020245</id><published>2011-11-06T18:49:00.008+01:00</published><updated>2011-11-06T19:50:37.990+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='narcyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Sen, szkoła, narcyzm, szkoła</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ależ miałem dziś sen - szkoda, że Freud nie żyje - byłbym już w pociągu do Wiednia. Najwyraźniej moja podświadomość uważa mnie za tępaka, bo się nie certoli w żadne symboliki. Prosto z mostu, wyraźnie, kolorowo, żywo i szybko. Dziesięć sekund - seks, nienawiść, pociąg, morderstwo przez utopienie. O rany, do teraz mi ciarki chodzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedziela w szkole, napisałem pierwsze od dziesięciu lat kolokwium - chyba dobrze. A przynajmniej opuścił mnie ten stres i działałem jak sprawny mechanizm - nawet po charakterze pisma zauważyłem - było bardziej zdecydowane. Biorąc pod uwagę ogólny niedowład mentalny - pewnie zaliczę na jakimś średnim poziomie. Ten niedowład mnie fascynuje. Jeśli wrócę kiedyś do formy, dajmy na to, z liceum, to będzie bajka - wtedy wymiatałem. A coraz częściej zauważam, że jakoś kleje rzeczy. Takie banalne, np. jestem tu i tu - przy okazji kupię coś potrzebnego, nie będę musiał iść jeszcze raz specjalnie. Bo jak dotąd przerastało mnie momentami zrozumienie, że żeby coś zjeść na śniadanie to trzeba to wcześniej mieć. Nie wiem co to było, ale jeśli tak mnie wykończyła depresja to na prawdę niewesoło. Ważne, że przechodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narcyzm - tak się dziś zastanawiałem, na wykładzie z czegoś zupełnie innego - jest zupełnie złośliwy w moim przypadku. Skoro już cierpię na te wszystkie przypadłości to dlaczego, do cholery, nie mam przynajmniej benefitów w postaci łatwego podrywania dziewczyn albo ogólnej pewności siebie. Ciągle się łapię na tym, że boję się oceny, ludzi. Nawiązałem minimum znajomości - takie minimum, które pozwala mi dowiedzieć się z czego będzie egzamin itd. I na tym koniec - kontakt z ludźmi mnie stresuje - lepiej unikać. Szkoda, bo tak na prawdę jestem go bardzo spragniony. Z drugiej strony cały czas trudno mi zobaczyć człowieka w człowieku. Zwykłego, zmagającego się z życiem, takiego, po prostu, do kochania. Siebie zresztą też bym tak chciał widzieć - czasem się udaje ale jednak głównie obserwuje wszystko przez pryzmat tego co można skrytykować, ocenić. Smutne. Dziś jednak parę rzeczy mnie ruszyło, tj. przez moment stało się tak, że patrzyłem na ludzi jak na ludzi. Tekst w Wysokich Obcasach. &lt;a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,10582725,Kobieta_samotna.html"&gt;Podlinkuje, kiedy pojawi się w necie&lt;/a&gt;. Napisany przez niewiele starszą ode mnie kobietę, czekającą na operację - rak. Dawno nie czytałem czegoś tak wyraźnego, ironicznego a jednocześnie pełnego ciepła,  człowieczeństwa i akceptacji. Od razu się odechciewa dobrze radzić, lepiej wiedzieć. Można się tylko zatrzymać, zastanowić i być. No i chciałbym mieć taki warsztat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro z rana do pracy - albo się nie stresuje albo nie czuję sam siebie. Na razie jest mi dobrze. Zaraz poskładam łóżko w sypialni i będzie dziś debiut w nowym wystroju. Wczoraj nie zdążyłem - spędziłem popołudnie z synkiem - fajnie było, trochę majsterkowania, szachy. Tę tęsknotę za dziećmi też chyba jakoś wyłączam - nie dzwonię za często, żeby się nie rozkleić, nie wpaść w jakąś egzaltację. Potem nie potrafię tego wyłączyć i jest słabo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale fajny komentarz wczoraj. Niby piszę dla siebie a jednak cieszy. Jeszcze jedną rzecz zauważyłem. Jeśli myślę o sobie bezpośrednio to wydaje mi się, że to co robię, jaki jestem, z czym się zmagam - beznadzieja. Jeśli patrzę na to przez pryzmat bloga - okazuje się, że nie jest tak źle. Tzn. gdybym znalazł, a czasem znajduje, bloga o podobnej tematyce, stopniu natężenia marudności - pomyślałbym, że jakiś spoko człowiek go piszę. Więc, jak widać, sam dla siebie jestem bezwzględnym sędzią. I tak od kiedy pamiętam. I za każdym razem, kiedy zaczynam wygrywać - wróg przegrupowuje siły i atakuje z flanki albo w ogóle robi jakiś partyzancki numer w lesie. Szczególnie widać to w sytuacjach stresowych albo wymagających szybkiej reakcji. Mój nowy sposób myślenia jest wyuczony, potrzeba na niego czasu, nie tak łatwo go uruchomić, stary jest łatwiejszy, odruchowy - nie wymaga wysiłku więc ma priorytet - niestety. Cierpliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że psychologia to naprawdę dziwna i w sumie mało produktywna dziedzina nauki. Zamiast obserwować ludzi i skupić się na tym, jak to zrobić, żeby ich poznać, żeby było dobrze, lepiej - taki cel strategiczny, wybiera się określone zagadnienie, wyizolowuje się je, robi jakieś badania, eksperymenty i publikuje. Czyli chyba ta sama choroba co w całej zachodniej nauce. Jeden wykładowca podzielił się informacją, że dostaje stanu "uskrzydlenia" kiedy opracowuje wyniki statystyczne swoich badań. No, znam to - ja też kiedyś lubiłem komputery - przeszło mi i nie tęsknię. Nikt nie patrzy na nic całościowo, nikt nie patrzy na jednostki w całości. Mam wrażenie, że nie uczę się o człowieku, tylko uczę się o nauce o pewnych oderwanych od siebie aspektach człowieka. Naprawdę o wiele ciekawsze byłoby poznanie konkretnych przypadków i wyciągnięcie samemu wniosków, dyskusja, spór zamiast wkuwania kolejnej teorii stworzonej przez kogoś, gdzieś, na bazie jakiegoś wątpliwego eksperymentu. Tym bardziej, że to syzyfowa praca. Mózg człowieka, człowiek - jest zbyt złożonym układem, żeby go kategoryzować, wbijać w jakieś proste mechanizmy. Dlatego te teorie się nie trzymają kupy, są obalane przez kolejne a potem powstaje teoria ostateczna, tzw. integracyjna, która wszystko to spina nie wiadomo po co. &lt;a href="http://pl.wikiquote.org/wiki/Ko%C5%84_jaki_jest,_ka%C5%BCdy_widzi"&gt;Koń, jaki jest, każdy widzi&lt;/a&gt;. Benedykt Chmielowski moim idolem. Trudno, dalej będzie ciekawiej mam nadzieję - jeśli nie - kupię dyplom na stadionie a studiować będę antropologię albo kulturoznawstwo.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7614868587330020245?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7614868587330020245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/sen-szkoa-narcyzm-szkoa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7614868587330020245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7614868587330020245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/sen-szkoa-narcyzm-szkoa.html' title='Sen, szkoła, narcyzm, szkoła'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7623454843330837555</id><published>2011-11-04T22:33:00.006+01:00</published><updated>2011-11-06T18:49:01.104+01:00</updated><title type='text'>Prokrastynacja - jeszcze raz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jutro z rana do szkoły. Ale zamiast się przygotowywać wreszcie coś zrobiłem w chatynce. Zamontowałem listwy maskujące w meblach kuchennych - zajęło to prawie pięć godzin - musiałem wszystko rozebrać, wypoziomować, poskładać z powrotem uważając, żeby się nie rozlazło znowu. Co za czasy - nie dla mężczyzn - na prawdę lepiej bym się czuł jakieś czterdzieści lat temu - wtedy liczyły się zdolności manualne i techniczne, wszystko trzeba było samemu naprawiać. Tam bym się realizował. Teraz nie ma to sensu za bardzo już niestety, wszystko jednorazowe. Fajne jest to, że nie mam do siebie pretensji - miałem ochotę wreszcie to zrobić - to zrobiłem. Może coś zawaliłem z tego powodu ale coś jest zrobione przynajmniej. Ładniej wygląda - to też w ramach doprowadzania chatynki do stanu "przyjemnego przebywania w".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Bm5C5e5fNjc/TrRbkMqA3uI/AAAAAAAABgg/qTdOpqLhdmI/s1600/201111041765.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Bm5C5e5fNjc/TrRbkMqA3uI/AAAAAAAABgg/qTdOpqLhdmI/s320/201111041765.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671258508197158626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Ikei było łózko na wyprzedaży - takie jakie kiedyś chciałem kupić. Przecenione o ponad tysiąc złotych. Więc stwierdziłem, że to znak losu. Kupiłem też fajną narzutę i zasłony. Mam nadzieję, że jak to wszystko powieszę i zarzucę zrobi się choć trochę cieplej i przyjemniej. I będę miał incentive żeby codziennie rano składać pościel zamiast ją zostawiać rozkopaną. To też mi dobrze zrobi.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znowu dziś słuchałem o kryzysie. Jeszcze trochę i zmienię zdanie, rządzą nami takie matoły, że to faktycznie chyba możliwe, że któryś z nich dopiero w Cannes raczy zobaczyć coś oczywistego. I wtedy faktycznie będzie można powiedzieć, że "ktoś" nas uratował przed kryzysem "w ostatnim momencie". To żart oczywiście ale, nie da się ukryć, tak mi się pomyślało, kiedy usłyszałem, że na coś tam łaskawie się zgodził fan imprez bonga-bonga.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7623454843330837555?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7623454843330837555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/prokrastynacja-jeszcze-raz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7623454843330837555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7623454843330837555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/prokrastynacja-jeszcze-raz.html' title='Prokrastynacja - jeszcze raz'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Bm5C5e5fNjc/TrRbkMqA3uI/AAAAAAAABgg/qTdOpqLhdmI/s72-c/201111041765.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-6711476167029755334</id><published>2011-11-04T04:54:00.006+01:00</published><updated>2011-11-04T05:37:47.781+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='http://www.blogger.com/img/blank.gif'/><title type='text'>Strach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba się uzależniłem od tego bloga. Budzę się rano i głowę mam pełną myśli i muszę je gdzieś wyrzucić. W nocy mi się dziwne rzeczy śniły. Wczoraj zresztą też - jedna sytuacja z ojcem, którą bardzo dobrze pamiętam i źle wspominam - tyle tylko, że w jego roli występował jeden z ludzi, od których kiedyś zależała moja kariera. Taki dziwny miks, Ślązaka z zasadami twardymi jak skała z karierowiczem z warszawki. I jeden, generalnie wniosek z tego snu - życie nie jest sprawiedliwe, nikt nie daje pieniędzy poetom tylko dlatego, że coś przeżywają. Swoją drogą - pamiętam do dziś jakim szokiem było dla mnie w dzieciństwie a w zasadzie latach nastoletnich, kiedy się zorientowałem, że są w Polsce ludzie, którzy mają jakiś talent ale nie mogą go realizować, bo nie ma na to środków. To mi się nie mieściło w głowie, ja tego nie akceptowałem i do dziś zresztą chyba do końca nie akceptuje.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Uświadomiłem sobie też, jak bardzo moim życiem kieruje strach i brak nadziei. Nawet głupia decyzja o kupnie wersalki w Ikei jest w gruncie rzeczy uzależniona od tego czy myślę, że będzie dobrze czy źle. Więc postanawiam niniejszym: nie będę szalał ale generalnie trzymam się tego, że będzie dobrze. Jak to kiedyś powiedział mi P.: decyzje podjęte pod wpływem negatywnych emocji nie są budujące. Nie wiem czy bym teraz wytrzymał, żeby ktoś mi się szwendał po domu, musiałbym się zamknąć w jednym malutkim pokoju. Jeśli do tego dojdzie - ok - ale na razie nie jest to zupełnie niezbędne - więc lepiej jeszcze dam sobie trochę czasu. Łatwiej (ewentualnie) to pójdzie, kiedy będę bardziej stabilny. Rano chciałem sobie puścić Adele ale pierwsza myśl była taka, że nie wiem kiedy znowu trafi się płyta, która tak bardzo mi się spodoba - lepiej oszczędzać - STRACH.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Janosch"&gt;Cholonka Janosch'a&lt;/a&gt; - historia o Śląsku - dostałem od miłości mojej młodości w prezencie - dopiero parę stron ale już czuję, że znajdę tam sporo z rzeczy, które dwa pokolenia dalej do mnie jakoś dotarły. Dodatkowo widzenie świata takim jaki jest - bez tematów tabu. Czuję, że go polubię. We wstępie jest napisane, że Janosch był tak sterroryzowany przez przez jakiegoś jezuitę, że do jedenastego roku życia nie dotykał tego "narzędzia diabła" podczas sikania. Coś wiem o księżach każących spowiadać się z masturbacji. I te godzinne modlitwy, żeby "Pan Bóg" wybaczył. Ło dżiazasie - jak mówiła kobieta - aż trudno uwierzyć, że to wszystko się zdarzyło podczas mojego krótkiego, w sumie, życia.  A Janosch naraził się burmistrzowi Bawarii publikując poniższy rysunek:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7FKR_lRzWq4/TrNor774MJI/AAAAAAAABgU/gLcSeSIkHvM/s1600/Janosch%2B-%2BTaufekl.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 280px; height: 205px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-7FKR_lRzWq4/TrNor774MJI/AAAAAAAABgU/gLcSeSIkHvM/s320/Janosch%2B-%2BTaufekl.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670991459822088338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pocieszające jest to, że na okładce książki jest uśmiechnięty, choć, jak wynika z opisu prawie całe jego życie to jakaś trauma. Siedzi teraz w samotni na Teneryfie i mówi, że jest w zasadzie to jest autystyczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka i to spotkanie, wspominanie znajomych uświadomiło mi jak bardzo tęsknie za rodzinnymi stronami. A może po prostu za kimkolwiek, kto byłby obok. A może za młodością? Tak czy siak, nie opuszcza mnie uczucie bycia nie na miejscu, uczucie tymczasowości. To też powoduje, że trudno się za cokolwiek zabrać, w momencie, kiedy tak na prawdę chciałbym wyjść na pole z rana, poczuć czarną ziemię pod nogami i iść po niej - widząc mgłę i czując dym. Piszę już od godziny a jest piąta trzydzieści. Przejdę się po dworze przez chwilę i zaczynam dzień.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-6711476167029755334?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/6711476167029755334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/strach.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6711476167029755334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6711476167029755334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/strach.html' title='Strach'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-7FKR_lRzWq4/TrNor774MJI/AAAAAAAABgU/gLcSeSIkHvM/s72-c/Janosch%2B-%2BTaufekl.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4726156755132977711</id><published>2011-11-03T18:53:00.005+01:00</published><updated>2011-11-03T19:47:14.532+01:00</updated><title type='text'>Ależ mam doła wieczorem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko mnie wkurza wieczorem. Wybrałem się do Ikei po jakąś kanapę, żeby móc spać w jednym pokoju i wynająć drugi. Nic nie kupiłem. Tak na prawdę to chciałem kupić coś ciepłego, żeby się jakoś przyjemniej zrobiło. Jakąś fajną pościel, może zasłony, łóżko będące czymś więcej niż materacem przysuniętym do ściany. Żeby było domowo. Bo teraz nie jest. Nie chodzę spać z przyjemnością - moja sypialnia przypomina magazyn. Ale nie potrafię tego zrobić. W moim domu rodzinnym ciepło generowały kobiety - również a w zasadzie głównie ciepło wystroju wnętrza. Ja tego nigdy nie potrafiłem. Do tego odwieczny dylemat. Dostałem parę kontaktów z pracą. Może nie muszę wynajmować pokoju, może uda mi się dostać lepszą posadę, lepiej płatną. Może lepiej będzie jeśli sobie po prostu urządzę ładnie sypialnię. A może lepiej zostać przy tym co mam? Może ten pomysł z wynajmem  to brak wiary, że będzie lepiej, brak nadziei, robienie sobie krzywdy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś audycja w Trójce o kryzysie, Grecji itd. Śmiech mnie ogarnia kiedy tego słucham. Nie znam się za bardzo ale jedna rzecz jest dla mnie absurdalna. Ta nadzieja ludzi, że ktoś, jakiś jeden człowiek albo grupa ludzi zbierze się w Cannes i coś zrobi, coś w tydzień wymyśli i będzie dobrze - nie będzie kryzysu. Nie wierzę w to. Jeśli ma być to będzie, jeśli ma nie być to go nie będzie. Taka wiara trochę mi przypomina postać hakera w filmach fabularnych, który w przeciągu pięciu minut włamuje się do każdego systemu. Każdy kto ma odrobinę wiedzy na ten temat wie, że to bujda na resorach. Tak samo jest z tym kryzysem. Stworzyliśmy ekonomię opartą na hazardzie a teraz ktoś próbuje przepłacić ruletkę żeby się trochę inaczej zakręciła - jeszcze ten jeden, jedyny, ostatni raz. W moim przekonaniu świat w tydzień może uratować tylko Bruce Willis, tylko na kacu i tylko w telewizorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Denerwują mnie ci eksperci, cały czas gadający coś o rozwoju gospodarczym. Dlaczego nikt nie dostrzega, że cała ta sytuacja jest spowodowana właśnie ciągłą presją na rozwój, ciągle więcej, bardziej, taniej. Nie można się ciągle rozwijać w takim tempie jak obecnie, to jest niemożliwe. Po pierwsze dlatego, że ludzie są coraz mądrzejsi i coraz mniej się im chce zasuwać po godzinach żeby mieć nowego ipoda, po drugie dlatego, że w końcu wykończymy te planetę, po trzecie dlatego, że ktoś w końcu tego wyścigu nie wytrzyma i zacznie kraść. To ostanie już się stało - padło na greków. Jakiś idiota mówi w radiu, że ma dość socjalizmu unii europejskiej, skoro grecy nawalili to niech płacą. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić grupy greckich emerytów fałszujących statystyki przy piwie z nadzieją, że nikt się nie dowie i będą mieli wyższe emerytury. Rozwiązanie tej sytuacji jest jedno, bardzo proste. Zakazać instrumentów pochodnych, ograniczyć kreację pieniądza przez kredyt i odgórnie ograniczyć możliwy wzrost gospodarczy. Wtedy nikomu nie przyjdzie do głowy kraść/kłamać i co tam jeszcze. Ale nie, potrzebujemy więcej komputerów, gier, wakacji na końcu świata, samochodów, których nie ma już gdzie parkować, ekskluzywnego żarcia wożonego samolotami z innych kontynentów. I tylko szynki z mięsa i chleba z żyta jakoś nie potrafimy wyprodukować. Ależ się rozmarudziłem. Ale już mi lepiej. Dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4726156755132977711?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4726156755132977711/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/alez-mam-doa-wieczorem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4726156755132977711'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4726156755132977711'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/alez-mam-doa-wieczorem.html' title='Ależ mam doła wieczorem'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-2294982161616376122</id><published>2011-11-03T06:37:00.005+01:00</published><updated>2011-11-03T18:53:16.182+01:00</updated><title type='text'>Z rana</title><content type='html'>Wstałem o piątej. Wczoraj ścianka - bajka. Za chwilę joga - już się nie mogę doczekać. Mam dużo do zrobienia, od poniedziałku idę do pracy a w weekend szkoła - będzie mi ciężko wyrobić się ze wszystkim. Sport, bez którego natychmiast wszystko mnie boli, gotowanie, dzieci, szkoła. Dziś jadę do Ikei. Chcę kupić parę drobnych rzeczy i kanapę. Chyba w końcu wynajmę jeden pokój więc będzie mi potrzebne coś do spania w tym drugim. Coś porządnego a nie samodzielnie wydziergana kanapa. Tak, wydziergałem kiedyś kanapę - osiemdziesiąt sprężyn, dwieście metrów sznurka. Wszystko to powiązać na milion sposobów, obić na trzy sposoby. Dwa miesiące roboty. Nie jest zbyt wygodna - ale to prototyp był w końcu. Do dziś nie wiem po co to zrobiłem - jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że w depresji pomagają prace manualne. Jak to kiedyś powiedział mi P: rób coś z rękami. Energia mi trochę wraca, objawia się to głównie seksualnie. Dziewczyny mi się zaczęły znowu podobać. I takie na przykład kawałki:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/D0zfoh5HVMg" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przypomina mi z głosu Magika. I znowu jestem w młodości, brudny, zimny Śląsk, kominy nad dachami, mgłą - to był klimat. A przecież to dość dalekie skojarzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1-mf0qZxHB8/TrLU4wiZdlI/AAAAAAAABgI/-KntuhThOO0/s1600/201110291680.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-1-mf0qZxHB8/TrLU4wiZdlI/AAAAAAAABgI/-KntuhThOO0/s320/201110291680.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670828952379815506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się na ile cechą osobowości jest łatwość "wejścia w klimat". Na ile to jest związane z czymś co się nazywa ruminacja. Nie ma sensownej definicji w wikipedii ani słowniku. W każdym razie ja powoli już potrafię i wejść i wyjść z klimatu. A z tą energią - muszę uważać - inaczej gdzieś mnie znowu wyssie do reszty i zostanę taki wypluty na następne dwa, trzy miesiące. Nie chcę tego więcej. Ale potańczyć bym poszedł. Może nawet pójdę w piąteczek. Mam ochotę trochę się pogibać do takiej Ramony.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-2294982161616376122?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/2294982161616376122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/z-rana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2294982161616376122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2294982161616376122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/z-rana.html' title='Z rana'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/D0zfoh5HVMg/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7133025439466553559</id><published>2011-11-01T17:57:00.005+01:00</published><updated>2011-11-01T19:03:47.589+01:00</updated><title type='text'>Trochę zagubiony</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj coś się przełamało w rodzinie. Jakaś małą rysa się pojawiła, po to by po chwili zniknąć. Może będzie kiełkować i w końcu rozbije ten monolit milczenia i udawania, że wszystko jest w porządku.  Ciężko o tym myśleć, bo w całej tej sprawie wszyscy mają coś swojego do stracenia, nikomu nie zależy na prawdzie, bo nikt nie dopuszcza myśli, że tylko na prawdzie może coś dobrego wyrosnąć. Dziś Wszystkich Świętych. Śliczny dzień, słońce i kolory nie skłaniają do zadumy. Ciocia, osiemdziesiąt lat, mówi: "Myślołach, że nie beda na smyntorzu ale Panienka mi dzisioj dała siłe i doszłach". Potem wspomnienia, jak to ciężko kiedyś było, jak trzeba było walczyć o wszystko. Fajnie się tego słucha, tych wspomnień, czuć w nich żar życia, wolę walki i głęboką akceptację. I zaraz powstaje pytanie: jak to się ma do tego mojego rozmemłania, stawiania pytań o wszystko. Odpowiedź jest prosta: ja, po prostu, jestem z tych co stawiają pytania. Aż tak bardzo się nie różnię od innych. On wierzą i są szczęśliwi czasem, ja nie wierzę, stawiam pytania, na które nigdy nie dostanę odpowiedzi i też czasem jestem szczęśliwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jest bardziej konkretne, jedno pytanie, które mnie teraz meczy na prawdę: co ja mam w ogóle robić? Zwykłe drajwy życiowe przestały na mnie działać, nie potrzebuję już błyszczeć, mieć nowego samochodu i tak dalej. Potrzebuje żyć, mieć na życie i dzieci co samo w sobie jest wyzwaniem w stolicy naszego kraju ale równocześnie zupełnie nie wierzę w system, którego przyszło mi być częścią. Cała ta nasza ekonomia jest jednym wielkim wirtualnym tworem. Produkujemy i za ciężkie pieniądze sprzedajemy rzeczy, które w zasadzie są nie potrzebne. Wchodzę do żabki i wychodzę z paczką ryżu, bo to jedyne co mogę tam kupić i to też tylko dlatego, że nie kupiłem lepszego i tańszego na wagę na targu. Reszta asortymentu służy do zaspokajania jakichś uzależnień: od cukru, od jedzenia czipsów i innych trucizn wyprodukowanych w laboratorium chemicznym, od alkoholu. Można bez tego żyć i to o wiele sensowniej. A ja mam pracować po to, żeby w ten czy inny sposób uczestniczyć w tym systemie. Tworzyć systemy it, które albo wspierają marketing, żeby jeszcze skuteczniej wpędzać ludzi w te uzależnienia albo pomagają samochodom łatwiej dowieźć te nikomu nie potrzebne towary albo itd. itd. Przez jakiś czas będę to robił bo nie mam wyjścia ale w końcu moja świadomość znowu powie nie. I będzie się zmagać ze słowami rodziców: ale jak Ty chcesz utrzymać dzieci, trzeba ich ubrać, wykształcić, kupić mieszkania itd. itp. Nie uda Ci się, zasuwaj dalej w tym bezsensownym kieracie. Mark Kamiński napisał, że zrealizował swoje marzenia, bo unikał ludzi, którzy zabijali w nim nadzieję. Jakimś cudem wpadł na to już jako mały chłopiec. Więc unikam rodziców - nic na to nie poradzę. Ten lejący się z nich lęk mnie wykańcza. Tak, nie wiem do końca co chcę robić i jak się z tego utrzymam ale uda mi się to jakoś. To tak jak na ściance, wyrzucasz rękę do przodu i liczysz, że ten chwyt, który widzisz z dołu, da się pewnie chwycić od góry. I najczęściej się daje. Ktoś te chwyty sensownie układa. Mam nadzieję, że chwyty mojego życia też są sensownie ułożone.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7133025439466553559?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7133025439466553559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/troche-zagubiony.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7133025439466553559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7133025439466553559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/11/troche-zagubiony.html' title='Trochę zagubiony'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7514792063284402673</id><published>2011-10-31T17:07:00.007+01:00</published><updated>2011-10-31T18:04:44.034+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Porozumienie bez przemocy'/><title type='text'>Stara miłość...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stara miłość, stara nienawiść - siedzą głęboko. Jestem z dziećmi u rodziców. Jak dotąd idzie całkiem sprawnie - trochę dlatego, że robię co chcę w zasadzie i nikt nie ma pretensji - takiej wypowiedzianej. W powietrzu oczywiście wisi coś dziwnego. Raz dobrze, raz źle. Ale nikt nic nie mówi, bo w tym domu się nie rozmawia. Zupełnie się nie rozmawia. Chciałbym umieć się powstrzymać przed wybuchami, które mi się czasem zdarzają. Nie potrafię na razie. Wystarczy jakakolwiek krytyka najdrobniejszej rzeczy wypowiedziana &lt;a href="http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/zaraz-chwileczke-znam-to-uczucie.html"&gt;tym tonem&lt;/a&gt; i otwierają się we mnie drzwi do przeszłości. A tam - góra syfu. I jest już za późno, zdecydowane słowa, ostry ton - pozostaje niesmak, żal, smutek i cisza oczywiście. Bo w tym domu się nie rozmawia. Jeden sukces - reakcja na tyle mocna, że powoduje brak odzewu. Jest spokój na jakiś czas. Chciałbym to opanować. Chciałbym potrafić zrobić tak, jak to opisuje Rosenberg - zanim zareaguję, wczuć się w czyjeś emocje, zrozumieć je, zrozumieć swoje, odpowiedzieć spokojnie. Zamiast tego - wybuch. Jak się ostatnio dowiedziałem na studiach - jest to poniekąd związane z budową mózgu. Jak zgłębię - napiszę. Ciekawe jak to przejść. Byłem rano na spacerze z córką - śliczna jesień.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1JE1rvHtGU4/Tq7NMqxFB0I/AAAAAAAABfo/rA6gRMh2qJA/s1600/201110311690.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1JE1rvHtGU4/Tq7NMqxFB0I/AAAAAAAABfo/rA6gRMh2qJA/s320/201110311690.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669694598428297026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj wieczorem spotkanie z miłością mojej młodości. Porządna śląska kolacja, szałot, pieczeń, sałatka, śledzie w śmietanie. Potem długa rozmowa - o tym wszystkim co się u mnie stało przez te parę lat kiedy się nie widzieliśmy. Nie zmieniła się za bardzo i bardzo się zmieniła. Jest sama, za granicą, żyje ale czuć, że to nie do końca to. Jesteśmy oboje singlami, pasuje nam chodzenie rano nago po mieszkaniu, po którym nikt się nie szwęda i łażenie w piżamie po bułki do piekarni. Pasuje nam jeszcze bardziej brak wysiłku psychicznego i fizycznego, który trzeba włożyć, żeby być z kimś. Nie mamy na to sił. Ja na pewno nie. Jestem słaby jak mucha zimą. Zauważyła zmianę we mnie, w mojej twarzy - byłem radosny jak to zwykle teraz bywa kiedy jestem w sensownym kontakcie z kimś. Nie ma we mnie już tyle bólu. Moja twarz, moje ciało - rozluźniło się - to widać. Potem było trochę czułości, delikatne pocałunki. Kobieta - tak silna i tak delikatna zarazem. Smak minionej młodości, wypraw w góry z namiotem, ogniska. Delikatnye wspomnienie tego co było, lekka nuta sprzed czternastu lat. Nie zmieniła się. Nadal jest bardzo dziewczęca. I rozmowa - był kiedyś szał uniesień, nie żałujemy, minęło, co w zamian?  Brak sensownej odpowiedzi. Nie było miejsca na nic więcej, byłoby to nie na miejscu, zresztą -  nie mam energii. Było dobrze, delikatnie, tak jak powinno być. Byłem szczęśliwy przez moment. W końcu to miłość mojej młodości, nigdy do końca nie zdobyta. Niedoszłe rozwiązanie wszystkich problemów. I świadomość - o ile mądrzejszy jestem teraz. I powrót drogą,  piętnaście kilometrów, które dziesiątki razy pokonywałem w nocy na rowerze a później samochodem. Raz z wyłączonymi światłami w ciemnej nocy, z pełną prędkością, posmak młodzieńczej próby samobójczej. Raz z ręką pociętą scyzorykiem - żeby coś poczuć, cokolwiek. Moja młodość - pełen dół, Świetlicki, Wojaczek, jacyś młodzi poeci do których nie miałem dostępu. To minęło, wraca czasem na chwilę, wieczorem, w kontrolowany sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5211q0Ot8t0/Tq7TY88G4_I/AAAAAAAABf0/5OwqBctDJs0/s1600/201110311687.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-5211q0Ot8t0/Tq7TY88G4_I/AAAAAAAABf0/5OwqBctDJs0/s320/201110311687.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669701406534591474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Siła, koncentracja - tak bardzo chciałbym je mieć, już, teraz, natychmiast. Tak bardzo chciałbym już stanąć na własne nogi. Na razie nie potrafię. Czytam te podstawy psychologi i miliony myśli wirują mi w głowie. Nie potrafię ich opanować, choć tak bardzo bym chciał. Wybijają mnie z rytmu, powodują, że czytam coś pięć razy bez zrozumienia. Dlatego tak się dzieje? Co mam zmienić, żeby było lepiej?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7514792063284402673?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7514792063284402673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/stara-miosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7514792063284402673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7514792063284402673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/stara-miosc.html' title='Stara miłość...'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-1JE1rvHtGU4/Tq7NMqxFB0I/AAAAAAAABfo/rA6gRMh2qJA/s72-c/201110311690.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7100167435404181234</id><published>2011-10-28T17:09:00.002+02:00</published><updated>2011-10-28T17:40:38.994+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='joga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Histerycznie symboliczne</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Joga ostatnia - poezja. Wszystko było tak jak powinno. Ścianka, też fajnie - choć słaby byłem strasznie i za długo nie pochodziłem. Ale stało się coś dziwnego - opuścił mnie na chwilę ten stres, że jestem oceniany. Poczułem się nagle, przez moment, jakby spadł ze mnie wielki ciężar. Już raz mi się coś takiego &lt;a href="http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/to-by-dzien.html"&gt;zdarzyło&lt;/a&gt;. Cudne uczucie. Nigdy bym nie przypuszczał, że życie tak może wyglądać, że tak je można odbierać, że może być tak lekkie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam pracę!!! Zatrudniłem się w tej samej firmie, w której zaczynałem dziesięć lat temu i za te same pieniądze, które wówczas dostawałem. Histerycznie symboliczne.  Nowy początek. Będę informatycznym kopaczem rowów, który do pracy idzie siedem minut piechotą - to się liczy. I bez stresu, nie licząc konieczności patrzenia na znajomych, którzy w tzw. międzyczasie przesunęli się parę szczebelków i wiedzą, że ja i tak byłem jeszcze o parę wyżej. Nabędę, mam nadzieję, pokory, ugnę głowę. Wypalę narcyzm ogniem. Jeszcze jedna zaleta - praca ma taki charakter, że można przy niej ćwiczyć uważność. I  cierpliwość, koncentrację. A tego mi zdecydowanie teraz potrzeba. Wystarczy tylko pamiętać o stresie, który przeżyłem i którego nie ma teraz - i wytrzymam. Mam nadzieję, że po tylu przebojach nie przyjdzie mi do głowy uciekać stamtąd po dwóch miesiącach, że już wreszcie się nauczyłem co jest ważne i że wszystko trzeba przemyśleć, zanim się podejmie decyzję. Mam tam też lepszych kolegów - Ci zrozumieją. W odpowiednim czasie muszę sobie tylko zadać pytanie: czy to jeszcze mi służy, czy już sobie robię krzywdę. W każdym razie - kolejny puzzel mojej układanki się pojawił na swoim miejscu. Życie powoli się rozpędza , ma jakiś kierunek, do czegoś dąży. Nawet mnie nie wkurzyło, że prawniczka mi kazała miesiąc czekać zanim w ogóle przejrzy moje papiery. Uważam, że jest dobra,. Dobrze, wreszcie,  poprowadzi mi sprawę i tego się będę trzymał. Jestem teraz z dziećmi, super fajnie. Mam nadzieję, że zaliczę jakieś zaduszki jazzowe na Śląsku. Idę się uczyć - muszę nadrobić zaległości ze studiów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7100167435404181234?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7100167435404181234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/histerycznie-symboliczne.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7100167435404181234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7100167435404181234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/histerycznie-symboliczne.html' title='Histerycznie symboliczne'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-1446708893290844194</id><published>2011-10-26T07:27:00.006+02:00</published><updated>2011-10-26T08:30:18.929+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sześć stóp pod ziemią'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='studia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sartre'/><title type='text'>Zaraz, chwileczkę, znam to uczucie...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogarnia mnie stres związany z brakiem pracy. Nie czuję go emocjonalnie tylko nagle, oglądając n-dziesiąty odcinek "Sześciu stóp po ziemią", zauważam, że serce mi wali jak zwariowane a brzuch mam zaciśnięty. Więc to chyba to - tak się domyślam. Muszę się domyślać, bo jestem, cytuje "odcięty od swoich emocji i ciała". Stres, który powoduje, że pisząc CV i listy motywacyjne mam głębokie przekonanie, że nic nie potrafię i do niczego się nie nadaję. Troszkę tak jest -  robiłem karierę na wariata - no ale bez przesady. To uczucie paraliżuje mnie, powoduje, że nie pamiętam nic dobrego, żadnych osiągnięć. Pustka. Znajomi są w stanie wymienić więcej sukcesów i szczegółów mojej drogi zawodowej niż ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudziłem się dziś przed piątą i doznałem małego objawienia. Mam siedemnaście lat, jadę z ojcem samochodem, dopiero co zrobiłem prawo jazdy, prowadzę. Jest późny wieczór, nie ma ruchu. Na skrzyżowaniu czerwone, staję maksymalnie z prawej strony dość szerokiej jezdni. Ostry, agresywny, krytykujący, nie znoszący sprzeciwu, władczy głos: czemu stajesz z prawej strony, jest zielona strzałka - nikt nie będzie mógł skręcić. Panika, spięcie. Zielone, ruszam, silnik gaśnie. Tak, ten głos, ta krytyka. Silnik gaśnie od początku mojego życia. Wiem o tym dobrze od dawna ale dziś dopiero zrozumiałem co się ze mną dzieje teraz. Zrozumiałem, że to co mnie męczy, czego się boję po wyjściu z domu, co powoduje, że ręce mi drżą kiedy myślę o garniturze i krawacie - to jest to samo uczucie strachu, paniki. Że ono rozlało się we mnie na cały świat. Tego się od niego spodziewam. Krytyki, poniżenia i stłamszenia. Dlatego się kulę, dlatego się poddaję, nie walczę. Jest to zresztą sensowne. Po wyjściu z rodziny "ojcowską" rolę grała korporacja, praca, szef. Akceptowała i chwaliła to co robię. Aż do momentu, kiedy się zbuntowałem - coś zrobiłem źle. Trudno się dziwić, że boję się teraz wrócić do pracy. Żeby było jasne - to nie jest żadne usprawiedliwienie. Po prostu staram się zrozumieć, nie być bezwolny, nieświadomy co mną kieruje i skąd się wzięło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span class="st"&gt;&lt;em&gt;Ważne&lt;/em&gt; jest &lt;em&gt;nie&lt;/em&gt; to, co ze mną zrobiono, lecz to co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono&lt;/span&gt;" - Sartre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że pojęcie tego mechanizmu jakoś pomoże mi ruszyć do przodu. Mam nadzieję, że uda mi się o nim pamiętać, być go świadomym i to go zneutralizuje. Chcę wreszcie zacząć pracować - jest mi to potrzebne. Mam wrażenie, że to jeden z ostatnich puzli tej układanki, z którą się męczę od tak dawna. Że potem już będzie, jeśli nie łatwo, to przynajmniej łatwiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i jeszcze jedna rzecz, ostatnio na zajęciach omawialiśmy warunkowanie klasyczne. Pies Pawłowa. Zarówno zwierzęta jak i ludzie, najszybciej dzieci, wpadają w nerwicę jeśli daje się im sprzeczne sygnały. Ten sam albo nierozróżnialny bodziec - dwie reakcje - raz nagroda, raz kara.  Zwierze po prostu odmawia dalszego udziału w eksperymencie, robi się agresywne albo osowiałe. To też symptomatyczne dla moich doświadczeń. Bo przecież oprócz tej zalewającej agresji wszystkie pozory były zachowane. Ubrany, najedzony, zadbany, zawieziony, odebrany. Na prawdę nie mam ochoty więcej się w tym grzebać. Co więcej, mam z tego powodu wyrzuty sumienia - chciałbym pojechać do rodziny i spędzić choć jeden, miły, poprawny weekend. Nie potrafię. Jeszcze nie. Oni też nie zresztą. Oglądam więc "Sześć stóp po ziemią" - mam rodzinę na ekranie laptopa. Są popieprzeni, fakt - ale moi są o cały jeden wymiar bardziej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-1446708893290844194?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/1446708893290844194/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/zaraz-chwileczke-znam-to-uczucie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1446708893290844194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1446708893290844194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/zaraz-chwileczke-znam-to-uczucie.html' title='Zaraz, chwileczkę, znam to uczucie...'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4146403810447993621</id><published>2011-10-24T20:29:00.005+02:00</published><updated>2011-10-24T21:23:15.543+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Porozumienie bez przemocy'/><title type='text'>Gorzej czyli lepiej</title><content type='html'>Gorzej bo nie mogę znaleźć pracy, poczytałem trochę w necie - w moim wieku nie mam szans na stanowiska, na które aplikuję. Nie tędy droga. Trzeba mi wiec opanować jakoś stres i zawalczyć w tym obszarze, w którym potrafię udawać, że coś umiem.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Lepiej bo ta sprawa z pracą zaczyna mnie wściekać. A to już jakaś emocja, jakaś energia, można ją na coś przerobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorzej bo na studiach humanistycznych, ja, człowiek techniczny, oprułem kartkówkę z logiki. Świat się kończy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lepiej, bo oprułem kartkówkę z logiki nie dlatego, że jestem logicznym tępakiem tylko dlatego, że:&lt;br /&gt;a) nie przygotowałem się, bo pojęcie przygotowania się do zajęć jest mi  obce - zawsze byłem na tyle zdolny i miałem na tyle szczęścia, że jakoś  się udawało, wiec nie wykształciłem umiejętności życiowej o nazwie:  "odroczona gratyfikacja". A metody stosowane w humanistycznej logice są dla mnie zbyt nielogiczne żeby je pojąc "od tak", więc trzeba się uczyć.&lt;br /&gt;b) mam w głowie przekonanie, że muszę te zadania rozwalać w głowie w  trzydzieści sekund - a że w trzydzieści się nie udało, to się  zestresowałem i poddałem,&lt;br /&gt;c) mój guru matematyki nie rozwalił ich w trzydzieści sekund w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogę z tego wyciągnąć wnioski:&lt;br /&gt;a) mogę wykształcić te umiejętność, mogę się systematycznie uczyć i nie olewać - to się generalnie w życiu sprawdza,&lt;br /&gt;b) mogę się pozbyć chorych przekonań - np. tego, że mam być komputerem  do rozwalania zadań z logiki.  Mogę też zawalczyć ze stresem w jedyny  sensowny sposób - być przygotowanym,&lt;br /&gt;c) nie ma sensu się porównywać - to ja tu jestem, to dla mnie jest, nie  dla nikogo innego. Mogę być tępy z logiki i nadal będę wartościowym  człowiekiem - howgh!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorzej bo dziś zobaczyłem dziewczynę - duże, błękitne oczy, uśmiech - coś zaiskrzyło i już po mnie. Tuż po tym zdarzeniu jechałem do urzędu skarbowego a wylądowałem w Lidlu. Patrzę zbaraniały co się stało, nic nie rozumiem, ktoś zburzył urząd, wybudował Lidla i zmienił numerację budynków. Okazało się, że nikt nie był tak perwersyjnie złośliwy choć jechałem tak jak zwykle i skręciłem w tę ulicę co zwykle. Tylko wystartowałem z innego punktu. Nastąpiło przesunięcie liniowe. Tak właśnie działa moja orientacja w połączeniu z brakiem koncentracji. Wkurwiłem się na siebie. I zaraz, zgodnie z tym co pisze Rosenberg, zadałem sobie pytanie: jaką moją potrzebę chciałem spełnić, że się tak urządziłem i jaka, inna, w związku z tym nie została spełniona? To działa. Genialne. Poświęcę temu osobny post.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lepiej, bo udało mi się zastosować Rosenberga.&lt;br /&gt;Lepiej, bo przestaję być istotą aseksualną a to też jakaś energia. Zadzwonić do niej? Kurcze, nie wiem. Jak uzależniony. Z drugiej strony - to mi też da trochę energii więc czemu nie. Powoli, powoli i będzie dobrze. Szkoda, że nie potrafię tej energii jakoś inaczej, w kontrolowany sposób przekształcić w inny rodzaj. Baba mi teraz nie potrzebna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję za życzenia urodzinowe. I też składam - skoro ktoś ma w tym samym dniu. Ja sobie fajnych rzeczy zażyczyłem zdmuchując świeczkę. A jako prezent dostałem duży, srebrny, głośny DZWONEK DO ROWERU - bomba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JC9_yaTweWw/TqW64oCT_dI/AAAAAAAABfc/GqRDLmCpai8/s1600/201110241639.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-JC9_yaTweWw/TqW64oCT_dI/AAAAAAAABfc/GqRDLmCpai8/s320/201110241639.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667141188098194898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4146403810447993621?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4146403810447993621/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/gorzej-czyli-lepiej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4146403810447993621'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4146403810447993621'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/gorzej-czyli-lepiej.html' title='Gorzej czyli lepiej'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-JC9_yaTweWw/TqW64oCT_dI/AAAAAAAABfc/GqRDLmCpai8/s72-c/201110241639.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-1009472072958554713</id><published>2011-10-22T22:37:00.005+02:00</published><updated>2011-10-22T23:15:33.176+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Porozumienie bez przemocy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Roll May'/><title type='text'>Wstałem studiować</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstałem rano studiować - pomógł mi genialnie prosty pomysł - ustawić muzykę jako alarm w telefonie. Ustawia nastrój na pierwsze parę minut a potem już jakoś idzie. Wykłady nawet ciekawe ale jakoś szybko się zmęczyłem i uciekłem w połowie trzeciego. Połączenie matowego głosu z opowiadaniem o skutkach przecięcia zwierzętom pnia mózgu w różnych miejscach - za dużo dobrego. Psycholodzy ze skalpelem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/L2FCDiMLjtg" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się na ile te studia są dla mnie również takim poligonem społecznym - trzeba poznać ludzi, jakoś sobie poradzić, wydobyć notatki, coś komuś wytłumaczyć (awansowałem na guru statystyki - nie trudno wśród humanistów), uśmiechnąć się. Dziś mi się dwa razy udało tak bez przymusu, spokojnie, bez stresu uśmiechnąć - całą buzią. Ależ to fajne jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chodzi mi po głowie myśl - nadal jestem strasznie wściekły na matkę moich dzieci - noszę w sobie ten uraz i on mnie zatruwa. Psychicznie, fizycznie. Nie potrafię wybaczyć? Zapomnieć? Może po prostu przejść do porządku dziennego nad tym co się stało. Może to jest spowodowane tym, że dopiero od niedawna tak na prawdę przeżywam jakiekolwiek emocje. Muszę teraz nadrobić. Często łapię się na tym, że przypominam sobie jakie to było straszne, kiedy musiałem się wyprowadzić z domu, zostawić dzieci. Jak bardzo byłem samotny. Wtedy byłem tak wściekły na nią, że nic innego nie czułem. Dopiero teraz do mnie dociera jak bardzo to przeżyłem. Przypominam sobie jak dzwoniłem w nocy po pogotowie - myślałem, że mam zawał - bez żartów. To był nerwoból. Czułem ból fizyczny ale nie emocjonalny. Więc skoro dopiero teraz potrafię to poczuć, przeżyć - to przeżywam. I chyba się już powoli kończy. Już coraz rzadziej się zawieszam na tym smutku. Już go nie niańczę. On już wreszcie, powoli - odchodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam po raz kolejny "Porozumienie bez przemocy" Rosenberga - to powinna być podstawowa lektura w każdej szkole, na każdym poziomie. Za każdym razem jestem pod wrażeniem prostoty a równocześnie ogromniej sił tego, co jest tam opisane. Np. tak a propos mnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Psychoanalityk Rollo May twierdzi, że "człowiek dojrzały umie rozróżniać uczucia, dostrzegając w nich tyle niuansów - wzruszeń, już to silnych i namiętnych, już to delikatnych i wrażliwych - co w rozmaitych fragmentach symfonii". Lecz dla wielu z nas własne emocje mają wedle słów Maya, "skalę równie wąską, jak trąbka grająca capstrzyk"'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-npPaKsv9OFo/TqMvAHDJlqI/AAAAAAAABfQ/96ifWQys1Uc/s1600/Porozumienie-bez-przemocy_Marshall-Rosenberg%252Cimages%252C3%252C978-83-88875-44-1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 80px; height: 115px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-npPaKsv9OFo/TqMvAHDJlqI/AAAAAAAABfQ/96ifWQys1Uc/s320/Porozumienie-bez-przemocy_Marshall-Rosenberg%252Cimages%252C3%252C978-83-88875-44-1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666424435100980898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;To mój przypadek. Kiedyś miałem tylko wściekłość. I też jej nie czułem. Teraz powoli się uczę. Czasem się zatrzymuję i zastanawiam - co też czuję - w danym momencie. Teraz na pewno czuję radość, bo jutro dzieci przyjdą na urodziny - zrobimy małe przyjęcie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-1009472072958554713?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/1009472072958554713/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/wstaem-studiowac.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1009472072958554713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1009472072958554713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/wstaem-studiowac.html' title='Wstałem studiować'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/L2FCDiMLjtg/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7341508490833265425</id><published>2011-10-21T14:31:00.003+02:00</published><updated>2011-10-21T15:06:05.399+02:00</updated><title type='text'>Porażka?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miałem iść rano na rozmowę o pracę. Nie poszedłem. Wstałem grzecznie o odpowiedniej godzinie, zjadłem grzecznie śniadanko, nagrałem płytę CD, wydrukowałem okładkę, przejrzałem prezentację o firmie, przeglądnąłem jedną książkę żeby sobie odświeżyć wiadomości na rozmowę, wyprasowałem koszulę i bach. Koniec. Tak to zawsze wygląda - dociera do mnie kiedy mam włożyć koszulę i krawat. I zostaje tak ta koszula, wyprasowana nie wiadomo po co, wisząc na desce. A potem z powrotem do szafy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-d-T2AlJVGyQ/TqFnZxlXr6I/AAAAAAAABfE/oqBRpjUbMI8/s1600/201110211614.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-d-T2AlJVGyQ/TqFnZxlXr6I/AAAAAAAABfE/oqBRpjUbMI8/s320/201110211614.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665923498713264034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Porażka? Czy może kolejny dowód na to, że nie słyszę co do mnie coś w środku mówi albo raczej słyszę dopiero w ostatnim momencie. Prawda jest taka, że teraz mogę iść tylko do jak najmniej stresującej pracy jaka występuje w moim zawodzie. Inna nie wchodzi w grę. Jeżdżenie znowu w garniturze po tych wszystkich "biurowcach szklanych drzwi" gdzie sami "z lepszych najlepsi". Nie potrafię, nie mogę się przemóc. Konstrukcja jest prosta - narcyzm się domaga żebym przynajmniej trochę zarabiał, był "kimś", moje ja się domaga świętego spokoju. Stabilności. Od ósmej do szesnastej bez myślenia czy się wyrobię na jakieś spotkanie, czy zdążę odebrać garnitur z pralni, czy dobrze coś zapisałem. Czy jestem "ważny". Mimo tego, że czuję się lepiej nadal trudno mi myśleć logicznie na pełnych obrotach przez dłuższy czas. Jestem nadal roztrzepany. Dlatego muszę poszukać innej pracy. Pozytywne jest to, że od pewnego czasu przestałem jakoś siebie o to wszystko obwiniać - po prostu jest jak jest. Znajdę inną pracę i będzie dobrze. Choć z tym szukaniem nie jest tak prosto. Mam za dużo lat i doświadczenia na stanowiska junior. Więc nie chcą mnie brać nigdzie. Zacznę bardziej fałszować CV, trudno - nie mam wyjścia. Dziś mam urodziny - oczywiście prawie o nich zapomniałem ale zrobię sobie kilka przyjemności. Należy mi się. No i muszę wreszcie wysprzątać chatynkę. Kurz już się zbiera wszędzie. Muszę wywalić jeszcze część rzeczy. Nie wiem po co mi tyle tego wszystkiego - nie korzystam, tylko leży i się kurzy i zajmuje miejsce. Mentalne i fizyczne. A jakoś nie potrafię się pozbyć. A w niedzielę chyba urządzę małe "party urodzinowe" dla dzieci. Chce mi się. Chce mi się np. upiec szarlotkę. Hurra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacząłem czytać amerykańską książkę o historii psychologii. Zupełnie inna bajka - niewiele rzeczy cenię u Amerykanów ale w niektórych obszarach ta ich orientacja na cel najkrótszą i najprostszą drogą na prawdę się sprawdza. Ich podręczniki się po prostu same czytają, układają i zostają w głowie. Bez zbędnych informacji, bez jakiegoś pseudonaukowego zadęcia. Polacy nie potrafią tak pisać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7341508490833265425?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7341508490833265425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/porazka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7341508490833265425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7341508490833265425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/porazka.html' title='Porażka?'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-d-T2AlJVGyQ/TqFnZxlXr6I/AAAAAAAABfE/oqBRpjUbMI8/s72-c/201110211614.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-2090403721896941150</id><published>2011-10-20T08:52:00.004+02:00</published><updated>2011-10-26T07:25:10.147+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prokrastynacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='droga rzadziej wędrowana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='studia'/><title type='text'>Prokrastynacaja - witamy z radością</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prokrastynacja"&gt;Prokrastynacja&lt;/a&gt; mi się przydarza - np. teraz, w tym momencie - jak fajnie. Mam się uczyć do jakiegoś cyt. "quizu". Bo na tej uczelni nie ma testów, są "quizy". Jak byłem konsultantem Wielkiej Międzynarodowej Firmy to zabraniali nam mówić "problem" i kazali mówić "zagadnienie". Przypomina mi się co przeczytałem z "Drodze rzadziej wędrowanej" M. Scott Pecka. Podstawą zdrowia psychicznego jest wierność rzeczywistości. No comment. Ogólnie takich uwag mam dużo więcej ale jakoś mnie one nie zrażają póki co - trochę się tego spodziewałem. Uczę się historii współczesnej myśli psychologicznej - ze wstępu:"A opowiadać trzeba[o historii myśli psychologicznej], chociażby dlatego, że wymaga tego program nauczania na uniwersyteckich studiach psychologicznych". I pytanie: czy to taka absurdalna głupota (ups, wymsknęła mi się prawda) czy cynizm? Już bym wolał to drugie. Książka jest tak napisana, że strawienie jej przychodzi mi z największym trudem. Przykładowy tytuł podrozdziału "Intencjonalna inegzystencja  jako wyróżniająca własność fenomenów psychicznych". Kiedyś dał bym się na to nabrać i pomyślał "O, Efendi, jakiś Ty mądry, że napisałeś taką książkę". Teraz mam wrażenie, że gdyby po tej całej naszej psychologii przejechać się &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Brzytwa_Ockhama"&gt;brzytwą Ockhama&lt;/a&gt; to naprawdę nie dużo by z niej zostało. Uderza mnie też niesamowita pycha i brak pokory ludzi, którzy mieli zasadniczy wpływ na te dziedzinę nauki: jeden stwierdził, że tylko eksperyment, który można obiektywnie powtórzyć, drugi, że tylko wgląd (z natury subiektywny), trzeci coś tam jeszcze innego i wielka walka. W sumie z książki da się wyciągnąć coś ciekawego (jest np. rozdział o determinizmie i redukcjonizmie - są to zagadnienia, do których konieczności w pewnym sensie sam doszedłem) ale jest to droga przez mękę. Co więcej, jak się poczyta teksty buddyjskie, to od razu można dostrzec, że oni już dawno doszli do wniosku, że próby porządkowania, kategoryzacji zjawisk psychicznych są skazane na porażkę - i z tego powodu (być może) pozostali na poziomie dość ogólnym (jak dla człowieka zachodu), który jednak pozwala im zrozumieć, objąć o wiele więcej niż nam. Więc gdyby te książkę jeszcze przefiltrować przez filozofię buddyjską to już by został jakiś nędzny papierek na pół strony - do kibla by spłynęła cała zachodnia duma, pycha, brak refleksji i okrucieństwo (np. eksperyment badający warunkowanie na siedmiomiesięcznym dziecku - tzw. mały Albert - to zrobili "psycholodzy" na początku ubiegłego wieku). I jeszcze mam czytać "Kodeks etyczny psychologa" - w czasach gdy spora część psychologów, zgodnie z tym kodeksem, zajmuję się marketingiem - czyli za pieniądze podpowiada jak manipulować ludźmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przynajmniej chce mi się wstawać i jakoś przezwyciężać własną słabość. Słabość, ostatnio, czysto fizyczną - psychicznie bym chciał ale nie mam czasem siły. Mówię sobie tylko, że nie wszystko od razu - przecież długi czas leżałem. Słabość, która, jak się okazuje, może mieć całkiem wyjaśnialną przyczynę zdrowotną. Co więcej - ciężko, bo ciężko - ale do zwalczenia. Jestem w trakcie eksperymentu - nie jem cukru ani białej mąki w żadnej postaci od prawie trzech tygodni. Już raz tak kiedyś zrobiłem i pomogło wtedy - tylko wtedy nie wiedziałem czemu więc nie miałem motywacji i przestałem. Teraz wiem - chyba. Jest łatwiej, chyba też dlatego, że w jakimś głębszym sensie pogodziłem się ze swoim losem, przedtem się buntowałem na ograniczenia. Źle powiedziane. Czasem, coraz częściej, jestem pogodzony. Bunt gdzieś sobie poszedł. I na prawdę mam wrażenie, że to się stało nie tyle mentalnie, bo bo latach terapii teorię znałem, tylko jakoś inaczej. Znowu - nie pogodziłem się tylko samo się pogodziło. Gdzieś głębiej. Nie wiem gdzie a bardzo chciałbym wiedzieć chyba. Idę jeść owsiankę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na jogę chodzę - mnie regularnie ale chodzę. Resztę aktywności chwilowo zarzuciłem - ale wrócę do nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek idę na rozmowę o pracę - ciekawe czy uda się na tyle udać entuzjazm, żeby mnie wzięli. Ciekawe czy dam radę potem pracować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prokrastynacja: uczę się - zrób cokolwiek, zamiast zastanawiać się co by było lepiej zrobić (przedtem się bezradnie zawieszałem) - przynajmniej coś będzie zrobione&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - np wpis do bloga albo porządek. Śliczna pogoda jest - zrobię dziś spacer.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-2090403721896941150?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/2090403721896941150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/prokrastynacaja-witam-ja-z-radoscia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2090403721896941150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2090403721896941150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/prokrastynacaja-witam-ja-z-radoscia.html' title='Prokrastynacaja - witamy z radością'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-2821784017842500107</id><published>2011-10-16T04:35:00.002+02:00</published><updated>2011-10-16T05:05:18.115+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='studia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gotye'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><title type='text'>Czwarta nad ranem - wstałem, żeby studiować</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj byłem na zajęciach - zdecydowałem się jednak rozpocząć studia - psychologię - weekendowo. Wbrew wszystkiemu, że kasa się kończy, że pracy nie ma, że ledwo żyje - wstałem wczoraj o piątej, zrobiłem jedzenie na cały dzień, zapakowałem do plecaczka, wyprasowałem koszulkę i o ósmej byłem w samochodzie w drodze na uczelnie. Żeby nie było za łatwo - opuściłem dwa pierwsze zjazdy więc teoretycznie nie mogę zaliczyć dwóch kursów (ćwiczenia) ale to nic w porównaniu z tym co wyczyniałem na elektronice więc póki co jestem dobrej myśli. Gorzej z tym, że materiału jest masa i będę musiał nadrobić - a część rzeczy to okrutna pamięciówka. Ale mnie to jara ! - chce mi się, chce mi się - aż mnie całego naładowało energią. Mam nadzieję, że to jest trwały stan. Nie jest tak, że do końca mnie tematyka interesuje - jestem chyba jeszcze bardziej humanistycznie zorientowany - ale liczę, że przejdę co najgorsze a potem będę sam wybierał przedmioty. Zresztą - problem jest chyba nie tyle w samym zakresie, co w formie jego przedstawiania i w niuansach - innymi słowy - w każdym z tych wykładów da się znaleźć wiele ciekawego tylko trzeba tego szukać wśród informacji przydatnych chyba tylko dla neurochirurgów. Trudno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieci u mnie były we wtorek i czwartek. Fajnie było. Obejrzałem z córką Little Miss Sunshine - dobry film. A potem usiadła do YT i znalazła mi piosenkę i mówi, żebym zobaczył - myślałem, że to znowu jakaś Selena Gomes a tu proszę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/8UVNT4wvIGY" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A piosenka w temacie, Kobieta miała wczoraj miała urodziny - chyba coś do niej napiszę mimo wszystko. Zostanie w mojej pamięci pewnie już na zawsze - jak wszystkie przed nią. Dużo mnie nauczyła albo raczej dużo się na niej nauczyłem - a teraz - ad acta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość - jest wtedy kiedy uświadamiam sobie po przebudzeniu, że chcę  zrobić dla synka to co mu dawno obiecałem - żeby zobaczył, że o nim pamiętam i dbam. Miłość jest wtedy kiedy po dwóch dniach wysyłam córce sms'a, że dziękuję, że mi pokazała te piosenkę, miłość jest wtedy, kiedy pamiętam, żeby sobie kupić szampon, który lubię, kiedy mijam sklep w którym on jest. Tylko do tego trzeba mieć siłę, trzeba myśleć, kojarzyć, pamiętać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po odwiedzinach siostry, które skończyły się w zasadzie dość kwaśno - wczoraj sms - "bardzo się cieszę, że się zebrałeś i poszedłeś na zajęcia" - bez oceny, bez wyrzutu - tak po prostu - fajnie. Teraz idę jeszcze raz przeczytać o koncepcjach psychologicznych - trochę ta nauka w stylu zachodnim - obserwujmy coś i skupmy się na tym, żeby to jakoś skatalogować i ponazywać - a przecież to katalogowanie i nazywanie tak często powoduje, że gubi się ta istota rzeczy, która występuje tylko i wyłącznie w jednym miejscu. I nie koniecznie w danym momencie musi być spójna z jakimś złożonym systemem, który zrobił z kogoś profesora i specjalistę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-2821784017842500107?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/2821784017842500107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/c.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2821784017842500107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2821784017842500107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/c.html' title='Czwarta nad ranem - wstałem, żeby studiować'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/8UVNT4wvIGY/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3717398660099496053</id><published>2011-10-14T14:37:00.004+02:00</published><updated>2011-10-14T15:26:52.649+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wellbutrin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Wolna wola - weź tabletkę, szukam pracy</title><content type='html'>Długo nie pisałem - odwiedziła mnie siostra - piąta kolumna. Niesprawiedliwie piszę oczywiście - nie jest to takie proste. Z czegoś sobie zdaje sprawę, coś rozumie, czegoś nie. Mówi często bardzo mądrze, nie jest jednak w stanie poczuć tego co przeżywam, zrozumieć czemu ludziom tak bardzo potrzebna jest czasem cisza i trwanie w empatii zamiast serii z karabinu dobrych rad. Podejście techniczne: co to komu da, że z nim posiedzę? Więc po raz kolejny budzi się we mnie frustracja - po raz kolejny ze ślepym o kolorach. Nie odmówię jej noclegu - jest w tej chwili jedyną wątłą nicią łączącą mnie z "rodziną". Już się zaczynam zastanawiać jak spędzę święta. Jakiś fajny wyjazd tym razem sobie wymyślę albo po prostu lepiej się przygotuje do spędzenia ich samotnie w domu.  To już będzie kolejny raz więc zaczynam nabierać wprawy.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Próbowałem zrobić syntezę tego co wiemy z biochemii działania mózgu z tym co wiemy z medycyny chińskiej. Nie za bardzo się da, nie za bardzo potrafię tylko na bazie netu i swojej skąpej wiedzy. Ale pewne wnioski da się wysnuć. Prześledziłem reakcje chemiczne, w których powstają neuroprzekaźniki, w szczególności noradrenalina. Wszystko to jest dość złożone ale tak ogólnie na mój rozum to zaburzenia poziomu mogą być spowodowane: złą dietą - brak substratów do reakcji, zatrucie organizmu toksynami, stresem - odpowiednia część mózgu przestaje działać i produkować (chyba nie wiadomo dokładnie jaki jest mechanizm),  genetyką - jest jakiś błąd w DNA i nie powstaje albo powstaje za mało odpowiednich potrzebnych do reakcji enzymów. O ile dość dokładnie jest opisane jak powstaje noradrenalia w rdzeniu nadnerczy o tyle bardzo mało można znaleźć na temat jej syntezy w mózgu. Nie istotne - najważniejszy wniosek jest taki, że generalnie medycyna chińska górą w tym sensie, że trzeba siebie dokładnie obserwować i może jakieś wnioski uda się wysnuć - bo na bazie diagnostyki raczej się tego nie da zrobić. Medycyna zachodnia górą o tyle, że bez tych tabletek pewnie bym się  w końcu zabił albo do reszty zgłupiał. Więc jako etap przejściowy są niezbędne. Jestem jednak przerażony widząc, że w mojej rodzinie są generalnie traktowane jako docelowe rozwiązanie. Zamiast wsparcia i miłości  wizyta u lekarza połączona z odwiedzinami apteki w drodze powrotnej. Nie zmienia to faktu, że ja, jako ja, mam olbrzymi problem z zaakceptowaniem takiej sytuacji, że ciągle myślę uparcie, że to ja mam racje a nie oni. Może wcale tak nie jest? Niezbadane są wyroki świata, w którym żyjemy - może wszystkim na dobre wyjdzie rzucanie się w wir i branie odpowiedzialności za innych nie zastanawiając się, że jest się obłożonym maksymalną dawką leku. Trzeba mi to zostawić, zaakceptować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedno ważne przemyślenie z nocy jest takie, że moja wola życia przejawia się tym, że biorę tabletki. Taka karma. Bardzo chcę je kiedyś odstawić ale czy to się uda? Generalnie miałbym wielką ochotę zrobić badania genetyczne - dowiedzieć się czy to nie jest tym spowodowane - jakoś by mnie to uspokoiło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca. Szukam pracy. Wysyłam CV do jakiejś firmy na Domaniewskiej i na samą myśl o tym całym korporacyjnym szicie mieszczącym się na mokotowie ściska mnie w żołądku i ręce mi latają. To dziwne ale najwyraźniej jestem uczulony nie tyle na konkretne stanowisko/branże co na miejsca, dzielnice, biurowce. Mokotów mnie tak odrzuca, że nie wiem czy jest sens tam słać - za dużo się tam naoglądałem. No ale wysyłam, jak mnie przyciśnie to trzeba będzie przełknąć i iść. Może jakoś to przeżyje. Telefon milczy. A ja rosnę. Rosnę - bo jest przeciwieństwo - a ja się nie poddaje. Więc rosnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-HOEyWOhYYYM/Tpg3nOofQhI/AAAAAAAABe4/JEWOJZQSS1g/s1600/201110081585.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-HOEyWOhYYYM/Tpg3nOofQhI/AAAAAAAABe4/JEWOJZQSS1g/s320/201110081585.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663337678500741650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3717398660099496053?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3717398660099496053/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/wolna-wola-wez-tabletke-szukam-pracy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3717398660099496053'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3717398660099496053'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/wolna-wola-wez-tabletke-szukam-pracy.html' title='Wolna wola - weź tabletkę, szukam pracy'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-HOEyWOhYYYM/Tpg3nOofQhI/AAAAAAAABe4/JEWOJZQSS1g/s72-c/201110081585.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7354814839406383483</id><published>2011-10-09T21:23:00.008+02:00</published><updated>2011-10-09T23:01:37.633+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wellbutrin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='depresja'/><title type='text'>Ślepy o kolorach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak rozmawiać ze ślepym o kolorach? Jak komuś wytłumaczyć, że depresja nie jest złą wolą? Że to nie jest tak, że istnieje gdzieś guziczek opisany "od teraz dobrze się czuję i wszystko mi się chce" - i tylko złośliwie nie chcę go nacisnąć. Jak wytłumaczyć komuś, kto jest kompletnie odcięty od siebie, swoich uczuć, prawdy - co się czuję. Komuś, ktoś wierzy w "prawdę obiektywną". Nie da się. Dlatego jesteśmy samotni. Dlatego muszę ograniczać kontakt z rodziną. Powyżej dwóch dni - wariuję od oglądania tej ciągłej walki o pozory. Od dzieciństwa widziałem dokładnie co się dzieje, to uciekanie od niebezpiecznych tematów jak śmierć, seks, "niedozwolone" emocje. Buntowałem się przeciwko temu, mówiłem bez ogródek co myślę i co widzę - więc byłem niewygodny i jestem niewygodny do dziś. Ale nie można tego wprost powiedzieć bo przecież trzeba trzymać pozory. Przed samym sobą. Kiedy chciałem ich zdenerwować - wywoływałem jakiś trudny temat i patrzyłem jak się wiją, denerwują, obrażają. Wmówili mi więc, że jestem w okresie dojrzewania a dojrzałość polega właśnie na takim zamiataniu spraw pod dywan. I ja w to uwierzyłem - na jakiś czas. Dopóki mój własny dywan nie okazał się o wiele, wiele za mały. Teraz zostałem z za małym dywanem, mnóstwem śmieci, które się pod nim nie mieszczą i coś trzeba z tym zrobić. A nie jestem tego nauczony. Nie miałem okazji potrenować. Zawsze ktoś robił coś za mnie. Czuję się jak bym w życiu nie widział na oczy basenu a tu nagle ktoś mnie wrzuca na olimpijską pięćdziesiątkę i każe brać udział w zawodach. Sam nie dopłynę. Nie bez pomocy leków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bupropion"&gt;Wellbutrin&lt;/a&gt; - zwiększa wychwyt zwrotny noradrenaliny i dopaminy. Jeśli dobrze pamiętam ten bełkot. Ciekawy bełkot - to fakt - ale jednak bełkot. Noradrenalina i dopamina są jednym z wielu neuroprzekaźników - czyli cząsteczek, które pośredniczą przy przekazywaniu impulsów między neuronami. To tylko jedna z ich ról - ta istotna w mózgu. Oprócz tego mają swoje działanie np przy regulacji pracy serca, rozszerzenia żył itd. itd. Coś takiego właśnie łykam. Nikt dokładnie nie zbadał jak to działa, bo przecież nie da się żywemu człowiekowi wywiercić dziury w głowie i patrzyć mikroskopem elektronowym jak tam coś przeskakuje między neuronami. U pacjenta, któremu się to zapisuje, nie da się zbadać poziomu tej chemii w mózgu. Dlaczego akurat ten neuroprzekaźnik a nie inny powoduje zmianę nastroju? Dlaczego jeden neuroprzekaźnik pobudza, drugi usypia a trzeci nie wiadomo co jeszcze? Czy ktoś to wie? Czy jest na pokładzie doktor Hause? Nawet jeśli gdzieś istnieje to raczej nie w tym kraju a i tak nie mam już siły go szukać. Wiem natomiast, że neuroprzekaźników, znanych, jest około 150, drugie albo trzecie tyle jeszcze nieznanych. Jedne mają wpływ na drugie, utrzymują się w równowadze. Ich poziom jest sterowany całym mnóstwem innej chemii wytwarzanej w różnych narządach organizmu pod warunkiem, że dostaną do tego składniki w pożywieniu. Jest to wszystko tak złożone, że nie wierzę, żeby którykolwiek lekarz był w stanie to ogarnąć i zastosować w praktyce, nie mówiąc już o niemożności wykonania diagnostyki. Jeszcze jedna ciekawostka: zakochanie - powoduje wzrost poziomu dopaminy i obniżenie poziomu serotoniny. Zawsze super się czuję kiedy jestem zakochany - depresja przechodzi - jakoś żaden psychiatra nigdy mnie o to nie zapytał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale - jest nadzieja. Wszędzie, nawet w medycynie zachodniej doszliśmy już do wniosku, że stres zaburza pracę wszystkich narządów i wtedy zaczyna się jazda. Coś czegoś nie produkuje, poziom czegoś innego się obniża i wszystko się rozjeżdża. Robi się FUBAR - Fucked Up Beyound Any Repair.  Więc jestem w typowej sytuacji człowieka zachodu - mam stres, nie jestem w stanie nic z nim zrobić bo nie zależy ode mnie, wszystko się rozregulowało więc dostałem na chybił trafił kolejne tabletki. I tak mam szczęście bo tym razem bardziej trafił niż chybił ale jak to wpłynie na równowagę tego całego mechanizmu i jak ja mam to potem odstawić? Bo przecież nie produkuje się nawet dawek, które by to pozwalały zrobić stopniowo. Tak, wiem - mam wpływ na własny stres bo to kwestia interpretacji. Tylko, żeby mieć ten wpływ to trzeba myśleć, żeby myśleć trzeba wziąć tabletkę i tu kółko się zamyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co z tym zrobić? Postaram się jutro zrobić na podstawie netu jakąś syntezę całej tej wiedzy z tym co wiadomo z medycyny chińskiej. Na razie wiem, że cała ta noradrenalina jest produkowana chyba przez nadnercza. Może się uda coś wymodzić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7354814839406383483?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7354814839406383483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/slepy-o-kolorach.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7354814839406383483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7354814839406383483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/slepy-o-kolorach.html' title='Ślepy o kolorach'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-2408689105906071638</id><published>2011-10-08T07:06:00.008+02:00</published><updated>2011-10-09T21:30:08.233+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wellbutrin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd rodzinny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='joga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='głodówka'/><title type='text'>Atrofia woli, drewniany człowiek, "Przerobić odrzucenie 2"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Było tak. Pojechałem na tydzień na głodówkę - oczyścić umysł i ciało. Rzecz sama w sobie - super. Jestem totalnym łasuchem a wytrzymałem, kręgosłup mnie przestał boleć (przestał jeszcze bardziej niż po jodze), moje ciało zaczęło się zginać w miejscach, w których się nie zginało. Pierwsza (i jedyna) joga po powrocie - poezja - jak by mnie ktoś nasmarował, jedną asanę udało mi się wykonać po raz pierwszy. Po powrocie przez dwa dni jadłem warzywa, potem warzywa z ryżem - podobne uczucie - jak bym wreszcie dobrze działał. I tylko dwa błędy popełniłem - cóż, człowiek się uczy całe życie. Po pierwsze jakieś dwa tygodnie przed wyjazdem coraz mniej regularnie brałem &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bupropion"&gt;Wellbutrin&lt;/a&gt; - lek przeciw depresji. W dodatku zapomniałem go wziąć na wyjazd. Po drugie - wracając - zatrzymałem się u rodziców. To był błąd kardynalny. Widać muszę przerabiać odrzucenie w kółko i w kółko i w kółko. Jedyne co mnie trzyma to nadzieja, że tym razem się wreszcie uczę. Zatrzymałem się bo prosili. Nie wiem po co. Chyba do zdjęcia. A ja jak ten piesek, pełen nadziei, pobiegłem po pieszczoty jak bym nie wiedział, że znowu nic z tego nie wyjdzie. Jak bym nie pamiętał, że moja rodzina składa się z drewnianego człowieka, maślanej panienki i mnie i mojej siostry. Wszyscy w sreberkach. W zasadzie w takim, przepraszam za wyrażenie, patchworku: sreberka z psychotropów, etykiety z wina, z wódki, banknotów, markowych metek. Tylko u drewnianego człowieka brak opakowań z psychotropów - przez dziury świeci w oczy wyszlifowaną przez lata pracy szlachetną (jak na pajaca) powierzchnią. Pracy czyli użerania się czy przelać z pustego w próżne czy na odwrót. Dobry w tym był, najlepszy. Wszyscy się snują resztką energii, on kroczy dumnie, nadyma się, dudni sztucznym basem, biega do bankomatu, woła kelnera. I tylko nie może zrozumieć jak to jest, że nie można iść do apteki i kupić jakiejś tabletki na to co się dzieje ze mną, z siostrą, z maślaną panienką? Jak to? Latamy na księżyc, budujemy drogi, on ma lekarstwo na ciśnienie i cholesterol - a na to nie ma? Nie przyjdzie mu do głowy, że być może to dlatego, że on sam jest z drewna. Że życie to coś więcej niż mechaniczne przestawianie, układanie, porządkowanie. Z entropią Pan nie wygrasz. Tak - pewnie jestem niesprawiedliwy - trudno, powstrzymuję się, żeby nie napisać bardziej dosadnie. Maślana panienka na to patrzy i nie widzi. Czasem coś dostrzeże ale jest bezradna. Więc płacze. Czasem pije. I pracuje. I nie ma pięciu sekund spokoju bo zawsze jest coś do zrobienia. Nie jest w stanie usiąść inaczej niż na skraju kanapy bo przecież za chwilę trzeba się poderwać. I siostra - rozerwana między tymi dwoma światami - jedna noga tutaj, druga tutaj. Jeszcze nie do końca wie ale już trochę przeczuwa co ją czeka. Już widzi, że brak jej sił. Nie ma trzydziestu lat nawet. Zgroza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie prosty mechanizm. Zaczynam sobie robić krzywdę. Śpię całymi dniami, oglądam ciągiem Sześć stóp pod ziemią, jem byle co o dwunastej w nocy. Wszystko tak długo, aż doprowadzę się do bólu głowy. A potem od nowa. Nie widuję dzieci, wpadam znowu w myślenie o tym w jak beznadziejnej sytuacji jestem. Moje myśli mają takie tory: środkiem biegnie ten tor pozytywny, jakoś to będzie, bokiem, dużo poniżej, po lewej biegnie tor: "wysoki sądzie, to nie prawda co powódka opowiada", po prawej biegnie tor: "nie mogę się skupić, nie znajdę pracy, muszę sprzedać mieszkanie bo nie stać mnie na kredyt, czynsz i alimenty, nie mogę się ruszyć". Dopóki jakoś działam - myśli w miarę biegną torem środkowym - slippery motherfucker. W tym tygodniu udało mi się na nim utrzymać jakieś 10 minut w sumie. Nastąpiła zupełna atrofia woli. Co robić - wróciłem na kolanach do &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bupropion"&gt;Wellbutrinu&lt;/a&gt; i dziś od rana już jakoś działam. Denerwuje mnie to oczywiście - zakrawa na uzależnienie. Następna próba odstawienia - jak wyprostuje swoją sytuację życiową. Sprzedam mieszkanie, zakończę sprawy sądowe. Może te debile w czarnych workach ze złotymi łańcuchami na szyi w końcu zrozumieją, że sam fakt, że kiedyś zarabiałem X nie oznacza, że nadal jest to możliwe. Że pensja to nie prawo nabyte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak żeby podsumować: czas najwyższy pogodzić się z tym, zapamiętać, wbić na blachę do głowy - w tym domu nie ma miłości. Nie ma mężczyzn. Nie ma umiejętności miłości. To jakaś chora, działająca sama na siebie i dla siebie fabryka, której celem jest jeszcze jedna zmiana wizerunku. Nie znam w zasadzie żadnego mężczyzny ze strony matki, wszyscy albo nie wrócili po wojnie albo uciekli i umarli - bardzo szybko. Ze strony ojca - drewniane ludziki. Więc trzeba mi samemu nauczyć się męskości, miłości. Dla siebie, dla moich dzieci. Skoro na ten moment potrzebny mi do tego &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bupropion"&gt;Wellbutrin &lt;/a&gt;- so be it. Rozwijać się - nie zwijać. Skoro to wymaga, żebym sprzedał chatynkę i wylądował w wynajętym pokoju jak jakiś student - so be it. Muszę wreszcie powstać i wyrwać się. Inaczej będę tkwił w tym marazmie do końca życia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-2408689105906071638?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/2408689105906071638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/atrofia-woli-drewniany-czowiek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2408689105906071638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2408689105906071638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/10/atrofia-woli-drewniany-czowiek.html' title='Atrofia woli, drewniany człowiek, &quot;Przerobić odrzucenie 2&quot;'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3116091873886522768</id><published>2011-09-23T23:22:00.001+02:00</published><updated>2011-09-23T23:23:53.057+02:00</updated><title type='text'>Znikam na tydzień - jutro</title><content type='html'>Mam nadzieję, że wrócę choć trochę nowy, odmieniony - odrobinę. Wezmę kompa - może będę miał dostęp do netu wieczorami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3116091873886522768?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3116091873886522768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/znikam-na-tydzien-jutro.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3116091873886522768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3116091873886522768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/znikam-na-tydzien-jutro.html' title='Znikam na tydzień - jutro'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-6442712423639074834</id><published>2011-09-23T13:10:00.002+02:00</published><updated>2011-09-23T14:04:30.032+02:00</updated><title type='text'>Ciężka decyzja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Studia - miałem od tego roku rozpocząć psychologię. Weekendowo. Dziś ostatni dzień żeby złożyć papiery. Znalazłem taki kierunek "dla magistrów" - trzyletni. Docelowo, chyba, w dłuższym terminie, żeby zostać terapeutą. Zakładam, że za pięć lat się uda. Tak na początek czwartego krzyżyka. Nie mogę się zdecydować - dlatego piszę. Mam nadzieję, że to pisanie jakoś mi pomoże. Teraz pomyślałem - skoro jest ostatni dzień i jak dotąd tego nie zrobiłem to chyba jednak tego nie chcę tak na prawdę. No bo co mnie tam ciągnie? A może co każe mi uciekać z dotychczasowego życia czyli siedzenia przed komputerem w biurze osiem godzin dziennie. Bleeee. Dawno nie pracowałem, więc już nie pamiętam jakie to jest obrzydliwe i wykańczające. A co mi się wydaje? Że zostanę terapeutą i będę cały szczęśliwy wysłuchiwał ludzi i patrzył jak nie mogą się przełamać, zacząć żyć własnym życiem? Tak samo jak ja nie potrafię się przełamać teraz? Czy mam do nich wystarczająco miłości skoro nie mam jej dla siebie i swoich dzieci? To pytanie retoryczne, pytanie faktyczne jest takie, czy będę ją miał za jakiś czas? Co mi się wydaje? Że będę miał ruchome godziny pracy i będzie fajnie? Nie ściśle i sztywno? Nie wiem. Nie wiem. A może tego chcę ale się boję? To jak to jest? Chcę czy raczej strach mnie oblatuje, gdy pomyślę, że za dziesięć lat mam nadal kisnąć za biurkiem w dusznym i bezosobowym biurze i dłubać analizy jakichś kolejnych pierdów z cyklu optymalizacja procesu produkcji gówna. Z jakimś abstrakcyjnym obrazkiem wymalowanym komputerowo powieszonym na ścianie? Gdzie szczytem obycia z ludzkimi uczuciami i kulturą jest kubek w Klimta? Kariery nie zrobię tam - mogę powstrzymać wymioty na osiem godzin z przerwą na lancz - nie dłużej. Jako inżynier jakoś się i dzieci utrzymam, jako terapeuta - pewnie ledwo, ledwo o ile w ogóle. A może chcę skończyć psychologię, żeby jakoś zmienić swój wizerunek? To mi da legitymację do ubierania się inaczej? Już nie będę "tylko" inżynierem. Co za gówniane myślenie. Jak bardzo jestem sam przez siebie zaszufladkowany. Tak, pisanie pomaga. Zacznę te studia - i zobaczymy - zawsze mogę zrezygnować. Nic nie jest czarno-białe, docelowe, wszystko jest jakimś szczeblem. Nie wiadomo gdzie jest następny. A w miłość do siebie wierzę, cały czas wierze, że ona się powoli rodzi. Że będę potrafił podjąć wobec siebie większe zobowiązanie niż to, że coś zjem i umyję zęby wieczorem. Wtedy będę też w stanie podjąć zobowiązanie wobec dzieci i innych ludzi. I wtedy mogę być dobrym terapeutą. Mam podstawy, sam to wszystko, na żywo, na sobie przechodzę, obserwuję, uczę się. Mam do tego dryg, potrafię mówić, potrafię myśleć. Brak mi warsztatu i miłości, cierpliwości. Do siebie. Do innych. Dopiero co pisałem, że nie przyswajam już treści psychologicznych. No tak jest - to fakt. Ale to dlatego, że są one dla mnie jak lizanie cukierka przez papierek. W tych tekstach robią z tego naukę ścisłą. A tu trzeba zobaczyć człowieka, trzeba go poczuć, poczuć to, że w zasadzie być może nic od nas nie zależy albo zależy tak mało, że strach. I trzeba to zaakceptować. Że być może ten człowiek już więcej nie przyjdzie, może nawet właśnie zakończył swoje życie bo nie wystarczyło mu siły. Przeszedłem to, wiem jak często byłem na granicy. Gaz - ale jeśli potem wszystko wybuchnie? Jeszcze komuś stanie się krzywda. A co z dziećmi? Przecież nie zostawię im listu i biblioteczki z instrukcjami co mają czytać kiedy dorosną i też ich dopadnie - życząc więcej szczęścia niż sam miałem. Znam to. Dobrze znam. Już za mną - na szczęście. Może nie jest jakoś szczególnie dobrze teraz ale mam takie uczucie, że pali się we mnie taki węgielek - żarzy się, z wierzchu delikatnie ale głębiej mocno i stabilnie. I nie da się go zgasić. Już nie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widziałem się dziś z matką moich dzieci. Nie wiem w sumie po co. Na zachodzie bez zmian.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/_O_5ef49N5I" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-6442712423639074834?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/6442712423639074834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/ciezka-decyzja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6442712423639074834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6442712423639074834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/ciezka-decyzja.html' title='Ciężka decyzja'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/_O_5ef49N5I/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-9037782794062656189</id><published>2011-09-22T00:36:00.003+02:00</published><updated>2011-09-22T01:08:18.863+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='127 godzin'/><title type='text'>127 godzin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kilka przemyśleń na temat filmu 127 godzin.  Cytatów chyba tylko, bo w sumie nie ma co tu opisywać, wszystko jest "self-explanatory". Żeby post był spójny: film o człowieku, który utknął w górach. Głaz, który przypadkowo strącił, zaklinował się między ścianami wąskiego kanionu i uwięził jego rękę. Wyjeżdżając, nie powiedział nikomu, dokąd jedzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"I did this Aron. I created this. The boulder did what it was here to do.  It was waiting for me but it did the only natural thing it could do. I  chose to come here, I chose to do this descent by myself. I chose not to  tell anyone where I was going. I chose to turn away from the women who  were there to keep me from getting in this trouble. I wanted it to be  like this. Look how far I came to find this spot. It's not that I'm  getting what I deserve - I'm getting what I wanted."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- nic dodać, nic ująć - dobra metafora. W moim życiu jak w tym filmie, coś mnie uwięziło, sam do tego doprowadziłem i trzeba było zapłacić, coś uciąć. I jeszcze trochę pewnie trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"I've been thinking about what my friend Rob in Aspen says to me  several... frequently.. Several times that, confusingly, 'It's not what  you do but who you are'. I kind of got hung up on that a lot, because I  always thought who I was, was very much wrapped up with what I did. That  I was happy because of the things that I did that made me happy. If  things you do make you happy, then they can also make you unhappy. I  think that's why I found myself being as ambitious and energetic - &lt;i&gt;[The wind interrupts him and he shivers and mutters]&lt;/i&gt; It's cold... this place is an ice-box at night... And killing winds. &lt;i&gt;[speaks louder]&lt;/i&gt; - to do all the outings that I did."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- klucz do wszystkiego, szczęście nie powinno wypływać z tego co robimy, kim, z kim jesteśmy. Ponoć ono jest w nas, głęboko - trzeba tam tylko dotrzeć. A to wymaga czasu. Ktoś tam był?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-9037782794062656189?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/9037782794062656189/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/127-godzin.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/9037782794062656189'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/9037782794062656189'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/127-godzin.html' title='127 godzin'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4439869599877603605</id><published>2011-09-21T11:00:00.003+02:00</published><updated>2011-09-21T17:09:24.077+02:00</updated><title type='text'>Bezstanowy automat stanowy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niewiele pamiętam z moich porażająco nudnych studiów na wydziale  elektroniki. Pamiętam jednak, że automaty dzielą się na stanowe i  bezstanowe. To znaczy, jeśli coś podaje się na wejście automatu, to  wyjście albo zależy od tylko od bieżącego wejścia albo od historii  wejść. Inaczej - mamy automaty z pamięcią lub bez. Pamięcią stanu.  Swojego. Własnego. Stanu. Poprzedniego. Poprzednich. Czy kiedyś  przestanę być automatem bezstanowym? Mój nastrój będzie w jakimś stopniu  zależał od wielu rzeczy, które się zdarzyły w moim życiu a nie tylko od  ostatniej? Najgorszej? Najlepszej? Bo zwykle chodzą parami - jak  wiadomo. Bo to nieszczęścia przecież są.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nudny ten blog jak  diabli, poczytałem go sobie trochę. Nie żeby był bez sensu, czasem coś  mądrego się trafi ale ogólne wrażenie - nuda. Życia w tym nie ma.  Wynurzenia starego dziadka, przedwczesnego starca. A przecież chyba nadal jestem młodym bandytą. Ostatnim wśród moich znajomych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/OAeBXWcvINU?rel=0" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;Róże Europy "Radio młodych bandytów"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Humoru w tym brak. A może to o humor chodzi? Żeby  spojrzeć na to wszystko z dystansem. Przecież to tylko taki żart, nie ma  co brać wszystkiego na poważnie. Od dziś nie kupuję Zwierciadła,  żadnych psychologicznych treści. Wyrzucam plakat z "Jak zostać królem".  Obejrzałem - obejrzałem, poczytałem - poczytałem, dostałem zapach w  nagrodę za list - dostałem. No to go zużyję i zapomnę. Przestałem  przyswajać - po prostu. Terapii grupowej odechciało mi się wspominać. Co  się miało zmienić - to się zmieniło. Nie żebym był niewdzięczny. Daleko  mi do tego. Dość. Odcinamy pępowinę. Mam dość myślenia, analizowania,  przeżuwania, przeżywania. Mam za to apetyt na życie. Takie po prostu.  Pomyślmy, co fajnego się dziś stało? Nic? Jaka szkoda. To jutro trzeba  się bardziej postarać. Choć leżenie w łóżku z chorym gardłem, kiedy  niedaleko jest jam session - jeśli odpowiednio  na to spojrzeć - jest zabawne. Więc śmieję się z tego. Przewalenie  młodości na depresję i obudzenie się w wieku chrystusowym - może to nic  śmiesznego ale co innego pozostaje niż się śmiać. To, że nie mogę z  siebie wydobyć żadnego dźwięku ani zaśpiewać przy innych - z tego trzeba  się śmiać i może wtedy przejdzie. Obejrzałem film &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=OlhLOWTnVoQ"&gt;127 godzin&lt;/a&gt; - zrobiła  na mnie wrażenie scena, gdy gość czekający na śmierć, na którą sam się skazał przez  własną niefrasobliwość, robi przez moment z tej historii kabaret i  nagrywa. Z tego zrobię osobny wpis za chwilę. Może ten film to przyczyna  nagłej zmiany podejścia? Automat bezstanowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam Księcia  srebrnego Aleksego Tołstoja - przypomina skrzyżowanie Sienkiewicza z  jakim fantasy i Karolem Mayem. Szukałem jakiegoś zabawnego bloga na  sieci. Nie jest łatwo. Większość albo specjalistyczna albo takie jak mój  - z tą różnicą, że pisane przez nastolatki, więc nie da się czytać bo i  ortografia nie ta i porywy serca jakieś takie jak moje z grubsza.  Zobaczyć swoją śmieszność tylko można. Przecież wiem, że i tak niczego  nie wymyślę. Wiem od początku, że myślenie jest skazane na porażkę.  Jedyna nadzieja to opanować jakoś swój umysł i się bawić, śmiać z tego. Na  tyle na ile się da, aby się nie zatracić bo to mi się akurat zdarza.  Może, czasem, czasami przytulić się do pustki ze świadomością, że z jej  drugiej strony są wszyscy inni, nieliczni przytuleni, pozostali  odwróceni plecami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytanie jakoś zupełnie inaczej zaczęło mi  wchodzić. Zachwycam się formą coraz częściej. Płynnością narracji,  doborem słów. Nawet w badziewiu typu Książę srebrny da się znaleźć  perełki. Kiedyś czytałem i miałem bezpośrednią transmisję prosto w  emocje i obrazy. Teraz jakoś bardziej się to ogarnęło. Muszę wrócić do  Gombrowicza - mistrz świata. Żeby tylko było coś w  tematach bardziej ogólnych, bez tej całej "polskości", którą rzygam  dalej niż widzę. "Kosmos" mnie rozwalił jakieś dziesięć a potem trzy lata  temu. Do dziś czuję pot, nudę, widzę góry. Jeszcze raz więc. I Lema. I Świat dysku może. I Pilcha znowu  spróbuję - nie nadawał się na czarny nastrój ale teraz - czemu nie.  Dobry test na dystans. Najpiękniejsza kobieta świata vs  "grzechotnę w  drzewo swym trabantem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądam te blogi - mamy telefony zaufania  dla samobójców, dla młodzieży a nikt, kurwa, nie zerknie do internetu.  Przecież wystarczy poczytać co ludzie wypisują, żeby zobaczyć jaki  totalny dół się tam czai. Na co drugim blogu - zdjęcie przewróconej  fiolki z tabletkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dowcip mi się przypomniał z lat szkolnych. Wymyślić najbardziej porąbany przykład pułapki na myszy. Przykład:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Deseczka.  Pusta deseczka. Przychodzi myszka, patrzy na pustą deseczkę i zaczyna się nią z  wściekłością uderzać w głowę wrzeszcząc: "nie ma serka, nie ma  serka". I zabija się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;albo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie deseczki, między nimi  przymocowana brzytwa. Na jednej i drugiej serek. Przychodzi myszka,  staje między deseczkami, kręci głową w lewo, kręci w prawo mamrocząc:  "który serek? który serek?" i podcina sobie gardło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale był ubaw, bezsensowny dowcip, w sam raz na korytarz liceum  przed lekcją biologii. Tak, lekcją biologii. Nie wiadomo było jakie będzie pierwsze pytanie ale drugie będzie na pewno brzmiało: "a dlaczego się dziecko nie nauczyło?" A teraz  widzę: ilu z nas jest takimi myszkami w swoim własnym życiu? Odrabiam więc lekcję sprzed  dwudziestu lat prawie. Ale z uśmiechem za to. Nie chcę być mądry - chcę być żywy. Taki długi post. Kobieta by to ujęła w jeden wiersz - i tego jej zazdroszczę. Tylko tego.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4439869599877603605?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4439869599877603605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/bezstanowy-automat-stanowy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4439869599877603605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4439869599877603605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/bezstanowy-automat-stanowy.html' title='Bezstanowy automat stanowy'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/OAeBXWcvINU/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3885500247637947670</id><published>2011-09-20T12:07:00.006+02:00</published><updated>2011-09-20T12:48:09.422+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='umysł'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pustka'/><title type='text'>W gardle ból, w głowie Pustka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i jestem chory. Gardło mnie boli, mam gorączkę. Widać to jedyny sposób by usprawiedliwić nic nie robienie. Trochę się nazbierało przemyśleń. Najważniejsze chyba o pustce. Mam wrażenie, że gdzieś nas wszystkich ta pustka goni i przeraża. Cześć z nas wierzy w boga, część swoją lewą półkulą organizuje życie tak, żeby wszystko było przewidywalne i przewidziane no i żeby, oczywiście, nie było ani wolnej chwili do zastanowienia się. Część śpiewa, gra, tworzy, cierpi, gra, tworzy, śpiewa. Swoimi zmysłami odbiera dużo, jak najwięcej, jeszcze więcej, jeszcze bardziej, jeszcze szybciej, następny proszę. Ani chwili na zastanowienie się. Czy to przypadkiem nie jest tak, że zarówno depresja jak i wyjście z młodości to po prostu świadomość, że zmysły gdzieś się kończą, dalej sięgnąć się już nie da, plany często się nie realizują, zdarzają się rzeczy, których nie przewidzieliśmy, których nie chcieliśmy przewidzieć. I trzeba coś z tym zrobić. Można pić, można wpaść w depresję, można do śmierci próbować dziwnych rzeczy, jak staruszka przechodząca na czerwonym świetle, bo jej się spieszy. I nie ma, że głos rozsądku. Co jeszcze można? Staram się leżeć spokojnie i przyglądać tej pustce. Badać ją jakoś. Nie uciekać przed nią. Ileż imprez mogę zaliczyć, ilu ludzi poznać, na ilu kobietach się wesprzeć by potem je znienawidzić? Pustka. Zaakceptować pustkę. I dopiero potem zacząć coś robić - ale nie w celu wypełnienia. Po prostu - dla fanu. I wtedy, mam nadzieję, pojawi się energia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba znalazłem sposób na poranek. Jeszcze nie mówię hop ale jest obiecująco.  Chodzi o to, żeby z rana powiedzieć sobie: cokolwiek dziś spieprzysz - trudno - masz do tego pełne prawo. Życie to dzieło w trakcie tworzenia - jak to ktoś powiedział. Wtedy strach powinien przestać paraliżować. Strach przed zrobieniem czegokolwiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwna taka zabawa, walczę sam ze sobą, cokolwiek mój intelekt wytworzy, żeby było lepiej, natychmiast, ten sam intelekt, jest w stanie jakoś to obejść, wynaleźć jakiś sposób żeby nie było lepiej. To jak gra samemu ze sobą w szachy. I znowu, tym razem z innej strony dochodzę do tego samego miejsca, do którego już raz doszedłem. Przecież finalnie to ode mnie zależy. To moja decyzja. Zdaje się, że dotykam tutaj czegoś bardzo ważnego, czego nie potrafię ogarnąć. Gdzie jest granica między tym umysłem, moim narzędziem, które jest tak niesforne i ma możliwość wpływania na mój nastrój a "mną"? Co to jest to "ja", które trzyma dwa joysticki podłączone do mózgu? Jak do tego dotrzeć, bo przecież to tam jest sterówka, z której można kazać w szachy wygrać białym a nie czarnym. Czasem takie polecenie pada - ale nie wiem od czego jest to zależne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A z tym umysłem, o rany. To jak jazda samochodem bez wspomagania, elektroniki i ze spieprzonym zawieszeniem. Jak tylko dodam gazu - ląduje na bandzie albo, co gorsza, spadam w przepaść. Nie te myśli, nie te nastroje. Budzę się rano i już na starcie leżę na dachu poza trasą. Chory jestem - mam  gorączkę i prawo do złego nastroju. Obejrzę sobie jakiś film zagram w szachy przez internet. Mój mózg ma się chyba lepiej mimo wszystko. W głębokiej depresji nie byłem nawet w stanie pomyśleć o szachach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3885500247637947670?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3885500247637947670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/w-gardle-bol-w-gowie-pustka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3885500247637947670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3885500247637947670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/w-gardle-bol-w-gowie-pustka.html' title='W gardle ból, w głowie Pustka'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-8477325693650985826</id><published>2011-09-18T23:48:00.002+02:00</published><updated>2011-09-19T00:01:26.863+02:00</updated><title type='text'>Dziś spokój nie przyszedł</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem czemu. W nocy rzucałem się po kanapie. Śpię na złożonej kanapie - przynajmniej coś jest za plecami - skoro kogoś nie ma. W nocy nic nie przyszło do głowy - dalej tak samo głupi jak wczoraj. W zasadzie jedna myśl teraz - na zawołanie się nie zakocham więc trzeba to zaakceptować i tyle. I dbać o siebie. Dziś raczej tego nie zrobiłem. Żadnych ćwiczeń, tylko bezsensowne obżarstwo - kompulsywne. Jedyny plus dnia - przebiegłem rano parę kilometrów - porządnie się zmęczyłem. Jeszcze jeden plus - facet w dresie grał na skrzypcach - uśmiechnąłem się, pokazując, że w spodenkach do biegania nie mam ani grosza. Mijałem go jeszcze raz wbiegając na jedyne wzniesienie w mojej okolicy - uśmiechnął się, ukłonił i zagrał specjalnie dla mnie - od razu nogi mnie poniosły. Wymiana dwóch uśmiechów - pozytywna rzecz dziś. "Drive" - nie rozumiem, nie chcę, nie potrafię patrzeć na filmy, w których jest tyle krwi. Zbyt odrealnione dla mnie . Wytrzymałem do końca - ładna, ciepła, młoda dziewczyna. Z dzieckiem. Nie mam więcej pytań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że jutro wstanę na jogę. Teraz jazz do spania.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-8477325693650985826?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/8477325693650985826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/dzis-spokoj-nie-przyszed.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8477325693650985826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8477325693650985826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/dzis-spokoj-nie-przyszed.html' title='Dziś spokój nie przyszedł'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-1456704307666001238</id><published>2011-09-17T20:04:00.006+02:00</published><updated>2011-09-17T22:46:00.472+02:00</updated><title type='text'>Nazbierało się - będzie długi post</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobrze, że będzie długi. W końcu piszę to dla siebie i nie jest mi znana przyczyna, dla której umieszczam to w sieci. Widać mam jakąś potrzebę ekshibicji z domieszką narcyzmu w tym obszarze. Bo w innych to nie domieszka tylko główny smak. Przez pewien czas myślałem, żeby te wpisy jakoś skrócić, bardziej dbać o formę, nie zanudzać, pisać ładnie, trafnie i błyskotliwie. Nie chce mi się, nie potrafię na szybko - albo forma albo treść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie miałem czasu na napisanie krótkiego listu - więc napisałem długi" - Mark Twain.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fajnie się wczoraj bawiłem. Wyjść na parkiet, podnieść ręce do góry, zamknąć oczy, wejść w rytm i zapomnieć o wszystkim na moment. Nie przejmować się czy ktoś patrzy, co myśli. I tylko pytanie dlaczego muszę wypić, żeby choć przez moment poczuć męską moc w ramionach i porwać kobietę w ramiona? I tak jest już coraz lepiej. I to cudowne uczucie - nie być z nikim, nie być skrępowanym, związanym, nie musieć o kimś myśleć, kimś się przejmować. Trochę jak na targowisku próżności. Jestem szczeniak i podoba mi się to. Zaczynam rozumieć Kobietę, którą się zraniłem, co czuła, co nią powodowało - między innymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś trochę mnie boli głowa - to dobrze - gdybym lepiej znosił alkohol byłbym alkoholikiem. No i pytanie z wczoraj powraca - trochę "przespane się z" w szerszym kontekście. Jakim być mężczyzną, człowiekiem? Wszystko się zmienia. Moje doświadczenia z dzieciństwa, młodości, mój klimat to jakiś dramat, strach, lęk, obawa przed światem, z którym trzeba walczyć. Trzeba walczyć więc poszukiwana solidność, silna wola, zapomnienie o sobie, pracowitość i zużywanie się. No i potrzebny ktoś. Ktoś, kto będzie obok, kiedy będą spadać te nieuniknione, ciężkie ciosy od życia. Taki klimat był jeszcze piętnaście lat temu. Ostatnio zauważam to po muzyce. Moja muzyka z tamtego czasu jest smutna, twarda. Lubiłem rock, metal. Pierwsza płyta Hey: gwałt, molestowanie, zazdrość, lęk, ból, moja i twoja nadzieja. Teksański - jedyna, prototypowa, ledwo latająca jaskółka radości, jakiegoś absurdu, luzu. Pamiętam tamten klimat, Polska jeszcze taka nowa, biednie, dziwnie, wszystko było pierwsze, wieczorem brodziłem po chłodnym i ciemnym Wrocławiu. Proletaryat. Kult. Elektryczne gitary - nawet w ich absurdzie był smutny obrazek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Na ławce pod krzakiem w rowie przy drodze&lt;br /&gt;pod ścianą szaletu oparci na czole&lt;br /&gt;pod płotem w zapachu smoły i benzyny&lt;br /&gt;na zmiętej koszuli nad ranem siedzimy"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ta piosenka do końca życia będzie mi się kojarzyła z zapachem rozgrzanych czerwcowym powietrzem podkładów kolejowych, widokiem z końcówki peronu drugiego dworca w Katowicach - którego zresztą też już nie ma.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/rvqGaLmkCrg" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W zabawie, alkoholu była jakaś despera mimo, że, w zasadzie, niczego mi nie brakowało. Metallica. Nie miałem źle. P.J.Harvey - "To bring you my love" na cały głos i biegać po mostach nad Odrą. Może tylko ja tak to odbierałem? No tak, jak mogłem zapomnieć - Świetliki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jest inaczej. Długo spałem a kiedy się obudziłem - jest inaczej. Smutek jest, pardon, passe. Wszystko jest na luzie, nie ma napinki. A ja chodzę, taki dziwny, stary, z tamtego czasu i próbuję desperacko jakoś się dostosować. I nawet mi to idzie, nie żałuję, bo źródło tego ruchu jest wewnątrz mnie, powoli znika gdzieś lęk, pojawia się coś innego, jakieś smakowanie życia. Jakaś radość. I tylko wczoraj, przed zabawą, rozmowa telefoniczna z domem, drżący głos - gromadzi się coś złego nad naszą rodziną, ja zapłaciłem cenę młodości życia, do dziś nie wiem za co. Boję się, że ktoś zapłaci więcej, najwięcej. Czy to już? Boję się. Akceptacja? Bawię się więc dopóki mogę. Bawię się, piję, tańczę. A podświadomość robi swoje więc nad ranem sen: Kobieta, coś się stało, jakieś nieszczęście, przychodzi do mnie, przytula się, jest znowu ze mną. Budzę się. Więc tak to jest? Chcę, żeby życie ją dopadło? Znowu? Jak by mało przeżyła? Żeby poczuła, że jestem jest potrzebny, że musi być ze mną, bo jestem jak skała, nudny, smutny ale twardy? Co za perwersja. Żeby wróciła, zanim to mnie życie dopadnie jeszcze mocniej, żeby była przy mnie. Perwersja. A przecież sama powiedziała: twoja historia jest dla mnie za ciężka. No właśnie, czasy się zmieniły, już nie ma takich historii, nie powinno być. Ostatni Mohikanin ze mnie, k.... Kim więc być? Czy to wyluzowanie, ten brak "szacunku" (fuj, co za słowo), ta młodzieżowość ludzi teraz to wcale nie arogancja, jak się niektórym zdaje. To życie pełniejsze, bardziej akceptujące, bardziej duchowe, bardziej cielesne. Przecież wszyscy wiemy, że w proch się obrócimy, after all. Koniec - chyba się zapędziłem. Tak czy siak - giń młody Werterze. Dojrzewaj. Nie ważne jaki jesteś, to tylko obraz, okrycie, na końcu spotykają się ludzie, prawdziwi ludzie. Prawdziwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś taki pastelowy, spokojny dzień, nic mnie nie krytykuje, nic nie krzyczy, że źle, że powinno być inaczej, emocje pod kontrolą, luz, spokój. Nagle znowu czuję, że jechać na ostrym kole jest super ale umieć je opanować - to jest dopiero letni wrzątek - wszystko przy tym blednie. Pastele. Miękkie dźwięki. Łagodny, delikatny smak w ustach. Warsztat teatralny - ale zabawa - muszę to powtórzyć - improwizacja, energia - śmiech z głębi brzucha. Proste, fajne pomysły - również na czas z dziećmi. Swoją drogą - moja córka takie rzeczy z koleżankami po prostu robi - spontanicznie. Rodzice i szkoła jeszcze w niej tego nie zabili. Wnioski z warsztatów. Takie ćwiczenie: wszyscy chodzą losowo po sali i się obserwują, jedna osoba ma się zatrzymać i to jest sygnał stop dla pozostałych. Ani razu nie byłem tą osobą. Ode mnie ma zależeć, że wszyscy staną w miejscu? I wszystkie zabawy gdzie podchodzi się po kolei na ochotnika. Nigdy na początku, najpierw zobaczyć jak rozwija się sytuacja, obadać co się robi, jak ludzie się zachowują - dopiero moja kolej. Wpasować się. Krótki warsztat i od razu widać jak jest. Jeszcze jedno - wydać dźwięk z siebie - nie do przejścia - jeszcze. Ale też fajne uczucie - sporo już zrobiłem, tak na prawdę wykonałem gigantyczną pracę nad sobą - a to daje satysfakcję i akceptację tego, że jeszcze sporo zostało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jedna rzecz, bolesne były te moje związki ale tym bólem za każdym razem coś sobie kupowałem. Taka scena, jesteśmy z Kobietą na Helu, wychodzimy z samochodu, ja mam na sobie buty, w których źle się czuję. Nie chcę opóźniać wyjścia przebierając. Ale dwadzieścia metrów później mówię, że może jednak bym przebrał. I słyszę: oczywiście, jeśli w tych drugich będziesz się lepiej czuł. Więc wracam i przebieram a serce mi śpiewa. Śpiewa, bo ktoś powiedział, poczekam, poświęcę minutę mojego życia, żebyś się lepiej czuł - w innych butach. I potem jeszcze to pytanie ze śmiechem: to te są jakieś inne? Do teraz oczy mi wilgotnieją, kiedy pomyślę o tej scenie. A było więcej takich sytuacji. Ktoś o mnie dbał - choć przez krótki czas. Co się dziwić, że się bałem, że przestanie i tym strachem wszystko zabiłem? Teraz jakoś muszę się nauczyć jak to robić sam dla siebie. Ale mam już przykład, wiedzę, mały zalążek czucia - i to jest to, co kupiłem bólem. Warto było. Mógłbym znaleźć kobietę, która by o mnie dbała. I tylko to pytanie: dlaczego szukam takiej, która musi być nie do zdobycia? Nie do utrzymania? Tak na prawdę nie chcę, żeby ktoś o mnie dbał? Może w nocy przyjdzie mi do głowy odpowiedź.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-1456704307666001238?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/1456704307666001238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/nazbierao-sie-bedzie-dugi-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1456704307666001238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1456704307666001238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/nazbierao-sie-bedzie-dugi-post.html' title='Nazbierało się - będzie długi post'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/rvqGaLmkCrg/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3493072783675433349</id><published>2011-09-16T20:25:00.005+02:00</published><updated>2011-09-17T20:04:46.482+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='joga'/><title type='text'>Joga - zrobiłem postęp</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- cytuję instruktorkę. Ależ urosłem. Jest taka pozycja jedna, której nie byłem w stanie nawet udawać - tak jak gdyby pewnie kręgi mojego kręgosłupa były ze sobą zespawane. To taka reakcja na ból bo coś tam kiedyś uszkodziłem w dzieciństwie, dźwigając ciężary ponad miarę - mięśnie się zaciskają i robi się beton. I tak przez piętnaście lat. Po prawie roku jogi trochę się rozluźniło. Teraz już pewnie pójdzie. Ależ się ucieszyłem. Następnie pół dnia przeleżałem pytając się w myślach: o co chodzi? Dlaczego leżę i nie mogę wstać? Nie wiem. Nie wiem. I potem nagle wstałem i też nie wiem czemu. Czy kiedyś wreszcie to zgłębię?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz ruszam na miasto, odczarować pewne miejsca, wyszaleć się, wybawić, wyluzować, nie być samemu.  Mam wielką nadzieję, że się uda. Do teatru nie dotarłem dziś - za to synek mnie odwiedził. No i dziś te myśli - jakim mężczyzną mam być? Ależ to się zmienia, najwyraźniej mój wzorzec, twardziela, który tak na prawdę nic nie czuje, ubiera się prosto i schludnie ale bez żadnej fantazji, zarabia, ogląda mecz w telewizji i idzie spać - już dawno wyszedł z mody. Ale co w zamian?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3493072783675433349?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3493072783675433349/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/joga-zrobiem-postep.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3493072783675433349'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3493072783675433349'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/joga-zrobiem-postep.html' title='Joga - zrobiłem postęp'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-1405254610240886236</id><published>2011-09-15T14:17:00.004+02:00</published><updated>2011-09-15T15:41:57.258+02:00</updated><title type='text'>Obudzić prawą półkulę...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj ścianka - czad - po raz kolejny - coraz bardziej się przekonuję - udało mi się wejść trochę trudniejszą drogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano joga grana. Ommm. Jakie pełne, stabilne, mocne. Dlaczego? Śliczna dziewczyna przede mną. To jest jest nałóg. Nie palę, nie piję, nie narkotyzuję się. Ale sam dla siebie z siebie nie potrafię wydobyć ładnego Om? Nosz kurka wodna. Popróbuję w domu. Na szczęście dziś humor wszystko amortyzuje. "Nikt nie będzie nam bezkarnie dymać orła białego" - no moc - nadal Tymon grany - Wesele. Inna sprawa, że czuję się jak jakiś lekarz: często wiem co się ze mną dzieje i w tym samym czasie na to umieram - bo leżę przywiązany do łóżka. I dużo czasu zajmuje, żeby się odwiązać. Coraz częściej się udaje. Na szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do prawej półkuli: niesamowite to uczucie, kiedy coś robię, coś się robi - i ja nie wiem jak to się dzieje. Nie da się tego zrozumieć, nie da się przemyśleć, dojść do tego racjonalnie. Po prostu jakoś, gdzieś, coś się we mnie czegoś nauczyło i teraz robi się ?samo?. Totalnie nowe doświadczenie.&lt;br /&gt;A więc:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- męczę gitarę - po trzech tygodniach udało mi się nauczyć jak przebierać palcami - na prawdę prosty rytm. Oczywiście bez chwytów - ale to i tak duży sukces - chwyty ćwiczę osobno. Mam nadzieję, że kiedyś uda się to połączyć,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- uczę się żonglerki - niby nic takiego, ale dziś udało mi się zamknąć oczy przerzucając jedną piłeczkę - tak na ładnych parę rzutów - samo się stało, po prostu ręce robiły co chciały i było dobrze - i nagle buzia zaczyna się śmiać, budzę się i piłeczka spada - super uczucie,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- wczoraj ćwiczyłem dykcję twardo - przeczytać coś jak najwolniej. Diagnoza jest następująca: jak się postaram to czytam ładnie (oczywiście są drobne błędy), interpretuję itd. Tylko... dwa razy za szybko - jak bym miał dużą ilość wiadomości do przekazania. Przekazać, rozkazać i dalej, dalej, szybciej. Czyli esencja mojego dotychczasowego, zadaniowego życia. Będę ćwiczył czyyyytaaaaniiiiieeee pooowoooliiiii - takie wygłupy wyrabiają dystans do siebie,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- ćwiczę z użyciem programu do ćwiczenia słuchu - który dźwięk jest wyższy itd. - no kurcze - nie wiem, który jest wyższy ale coś pcha moją dłoń w kierunku prawidłowej odpowiedzi. Mega przyjemne,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- przeczytałem "Poskromienie złośnicy" - nie jestem w stanie dokładnie połapać, kto się za kogo przebrał w tej maskaradzie ale te dialogi: śmiałe, śmieszne, błyskotliwe - może jak więcej poczytam mój język też się choć trochę rozwinie,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- i zacząłem słuchać ?hip-hopu? ?polskiego? - dobry, bo większość to dramat, robi wrażenie i rozwija lingwistycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba jutro wieczorem pójdę na improwizowany spektakl - co się dzieje - mam ochotę iść sam? ?Tak _bez_ nikogo? SAM. Ciekawe czy dojdę. To ciekawe z tym chodzeniem samemu - mechanizm jest następujący: nie lubię być gdzieś sam, bo jestem przekonany, że to, co robię, jest bezsensowne, bezwartościowe i można lepiej spędzić czas i wszyscy dookoła mnie to widzą. Potrzebuję więc kogoś, żeby jakoś legitymizował moją obecność - może być dziecko. Dlatego wyjście samemu to taki stres. Strasznie to potłuczone - żeby to jakoś przejść muszę się zatrzymać, pomyśleć, sprawdzić co się dzieje, racjonalnie się tego pozbyć, postawić się do pionu. Nie zawsze się udaje.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-1405254610240886236?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/1405254610240886236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/obudzic-prawa-pokule.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1405254610240886236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1405254610240886236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/obudzic-prawa-pokule.html' title='Obudzić prawą półkulę...'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4664126447540587233</id><published>2011-09-14T11:14:00.004+02:00</published><updated>2011-09-14T12:37:36.933+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzic'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jazz'/><title type='text'>I cały ten jazz... i Tymon... i na koniec - życie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj byłem na jam session w Obiekcie Znalezionym. Jak to się stało, że zapomniałem jak bardzo lubię jazz? Ostatnim razem byłem na koncercie w Tygmoncie, za którym nie przepadam zresztą - ponad rok temu. Koncert - eee - bez porównania do jam session. To jest frajda, energia, ktoś wchodzi na scenę, zaczyna śpiewać, schodzi, ktoś ma solówkę na puzonie, ktoś na saksie, koleś na perkusji zasuwa w takim tempie, że obraz się rozmywa i jakimś cudem nie odrywa się od ziemi - trzy godziny totalnej frajdy. Nogi skaczą, oczy się zamykają, bezpośredni transfer muzyki do samego środka, aż chce się podejść i jeszcze bardziej ją chłonąć tylko nie ma jak. Wokalistka, której ci męscy muzycy ze swoimi wielkimi instrumentami pozwolili czasem dość do głosu a potem zapomnieli przedstawić - cudny, czarny głos, twarz pełna ekspresji (uwaga, uciekać, nie zbliżać się, nie odpowiadać, nie zauważać - ten ruch brwi w górę, to lekkie zamroczenie alkoholem, ta bezradność w oczach - "coś we mnie gra, ja śpiewam ale to się jakoś samo dzieje" - posłuchać i uciekać). Nie sądziłem, że zobaczę taki występ w naszym kraju, na żywo, na luzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i dziś rano nici z jogi, nie dało się wstać - zresztą - po alkoholu, nawet symbolicznym, i tak nie ma to za bardzo sensu. Oczywiście wyrzut. Jeszcze o "rodzicu". To nie jest takie proste, to nie jest tak, że on siedzi i coś gada. On po prostu psuje atmosferę. Może nic nie mówić - wystarczy, że siedzi gdzieś naburmuszony w rogu. I już po temacie - energia gdzieś się ulatnia. W ogóle to wszystko jest temat energii. Jeśli mam energię - jakoś idzie. Jeśli jej nie mam - mogę tylko zalec i nawet nie mogę spać bo przecież jestem wyspany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano zjadłem i poczytałem trochę Osho - no fajnie pisze, czasem zabawnie, często dobitnie, rozkręcił się pod koniec - zgadzam się z nim ale jak to osiągnąć? Czytanie pomaga ale raczej doraźnie i tylko raz - a przecież po pierwsze chcę zredukować ilość książek, po drugie muszę żyć a nie czytać. Potrzebna mi jedna, krwista, pełna treści, do której będę mógł czasem wrócić i tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesień się zaczyna, drzewa szumią za oknem - przyjdzie niedługo czas Milesa Davisa. Nie wiem czemu ale myślę o tym ze spokojem - choć zwykle boję się szarugi, deszczu, zimna. Lubię ten szum - mam za oknem duże, stare drzewa. Jest w tym dźwięku jakiś spokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to jeszcze w ramach jazzu i odczarowywania miłości romantycznej bez hamulców w trabancie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/a_et9BmsRss" allowfullscreen="" frameborder="0" height="345" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No a z samego rana oczywiście strzał od prawdziwego życia. Zupełnie jak by miała czujnik kiedy jest mi trochę lepiej. Mail: że pójdzie z dziećmi do psychologa dziecięcego, że poprosi o nadzór kuratora, itd. itp. Trochę czasu zajmuje mi dojście do siebie, całe dziesięć minut, nie wiadomo ile zostało w brzuchu na później. Niech robi co chce. Że  faktycznie przestałem latać na każde zawołanie? Że czasem mam swoje zajęcia? Że nie wystaje pod klatką i się nie dobijam? Że nie staje na głowie? No nie - te czasy się skończyły - moim dzieciom nie pomoże zmęczony służący. Pomoże im widok kogoś kto żyje i jest szczęśliwy. Howgh.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4664126447540587233?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4664126447540587233/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/i-cay-ten-jazz-i-tymon-i-na-koniec.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4664126447540587233'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4664126447540587233'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/i-cay-ten-jazz-i-tymon-i-na-koniec.html' title='I cały ten jazz... i Tymon... i na koniec - życie'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/a_et9BmsRss/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4549265926416296710</id><published>2011-09-13T13:24:00.005+02:00</published><updated>2011-09-13T14:15:06.385+02:00</updated><title type='text'>Ależ rano cudownie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rano joga grana. Słońce nad miastem. Miastem, które powoli zaczynam akceptować, dobrze się w nim czuć. Powietrze rześkie i przejrzyste, samochody i tramwaje jeszcze ciche. Buzia się sama śmieje. Chcę tak częściej. Częściej. Żeby częściej było jasno, wyraźnie, prosto, bezmyślnie, spokojnie, tak jak ma być a nie inaczej. Częściej. Energia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hR6025sFXzs/Tm8-m9_e2UI/AAAAAAAABeo/vTmAN_2nwHE/s1600/201109131534.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-hR6025sFXzs/Tm8-m9_e2UI/AAAAAAAABeo/vTmAN_2nwHE/s320/201109131534.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651804896570038594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj rozmowy,&lt;br /&gt;                                          rozmowy i&lt;br /&gt;                           rozmowy&lt;br /&gt;                                           z&lt;br /&gt;                                  ludźmi,&lt;br /&gt;                                            osobami,&lt;br /&gt;                                                         postaciami,&lt;br /&gt;                                                                     przyjaciółmi,&lt;br /&gt;               albo może po prostu bliźnimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zobaczyć siebie w lustrze z kogoś, zobaczyć kogoś w lustrze z siebie, przyjąć zainteresowanie, przyjąć troskę, oddać ciepło i spojrzenie, ucieszyć się a potem zmartwić. Otworzyć szeroko oczy. Przeżyć jeszcze kawałek bólu, znaleźć jego ostatni okruszek w najmniej spodziewanym miejscu. Zastanowić się nad swoją ścieżką, zobaczyć innych na ich ścieżkach. Dlaczego tak się zagubiłem w życiu? Dlaczego inni się też gubią? Dlaczego jedni mają kompas a inni muszą go w cierpieniu, z wysiłkiem ponad siły szukać i często nie znajdują? Bezradność. Może to wszystko nieprawda? Nie ma kompasów, ścieżek, dróg - jest jedno ja będące centrum i świat - zabawka, którą trzeba dobrze zinterpretować i bawić się nią ile wlezie? Tak jak nam pasuje. E, co za bzdury. Najważniejsze, że udało się nie rozlać kawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1kEK36mnpjY/Tm9ERxG1JpI/AAAAAAAABew/EOrXa4Cckz0/s1600/201109121533.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 180px; height: 135px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-1kEK36mnpjY/Tm9ERxG1JpI/AAAAAAAABew/EOrXa4Cckz0/s320/201109121533.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651811129403713170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś dziwnego stało się z Kobietą. Rozdzieliła się na dwa - pozostało trochę smutku, zmartwienia, może nawet troski, czasem jeszcze jakiś żal, jakieś ukłucie - ćmi w tyle głowy. Urosło doświadczenie, czyste, niezaburzone widzenie spraw, świadomość. To była cenna lekcja, chyba ta, którą wszyscy jakoś w życiu muszą odrobić. Ja odrobiłem dopiero teraz. Lekcja bardzo prosta w założeniu. Troszeczkę się pokochać, polubić, troszeczkę się rozwinąć. I potem to stracić - na rzecz wojny, więzienia, szkoły, choroby, biedy bądź zakochania albo małżeństwa. Jaką radością jest powrót do siebie, kiedy już się rozumie, co się miało. Jak wtedy wyraźnie widać co jeszcze można mieć. Moc. Od razu się odechciewa symbiotycznego związku. Chyba powoli zaczynam łapać o co chodzi. Jak dobrze, że te cztery lata temu znalazłem siłę, żeby wyruszyć w drogę. "Odpoczywaj teraz zmęczony wędrowcze - leżałeś nieprzytomny na pustyni, obdarty, odwodniony, poraniony i bez oddechu. Odpoczywaj teraz - jeszcze daleka droga przed tobą". Jak dobrze, że teraz też trochę zboczyłem z drogi - to jak stracić czas, żeby wspiąć się na jakąś górę. Fajnie jest być na szczycie, przyjemnie - ale celu tam nie ma. Za to czasem, po zejściu, można lepiej zrozumieć, jak przebiega dalsza droga.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4549265926416296710?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4549265926416296710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/alez-rano-cudownie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4549265926416296710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4549265926416296710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/alez-rano-cudownie.html' title='Ależ rano cudownie'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-hR6025sFXzs/Tm8-m9_e2UI/AAAAAAAABeo/vTmAN_2nwHE/s72-c/201109131534.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-301649338894256003</id><published>2011-09-12T10:53:00.006+02:00</published><updated>2011-09-12T20:07:10.514+02:00</updated><title type='text'>Za dużo bodźców</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rano mały wypad na rowerze. Za dużo bodźców: za mocne słońce, za niebieskie niebo, za dużo ludzi, zbyt wyraźnych w swoich istnieniach, łomot ciężarówki wzmocniony przejrzystym, gorącym, wrześniowym powietrzem, kostka brukowa wbijana w ulicę Chłodną. Dość, do domu. Do ciszy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj taka myśl: a może to jest tak, że na świecie jest stała ilość miłości. Jedni jakoś ją mają, inni nie. Jedni rodzą się tu a inni gdzieś indziej. Jesteśmy cywilizowanym krajem, więc powstają różne organizacje, żeby jakoś, trochę inaczej, to wszystko ukształtować ale - wiadomo jak jest.  Wszystko to niewydolne bo inaczej nie może być - taka prawda. Da tyle miłości ile zła gdzieś indziej posieje. To samo z terapią - coś dostaniesz, zapłacisz pieniędzmi zdobytymi w pracy - nudnej, niekreatywnej, zabijającej ducha, twojego i innych, planetę. Jeśli nie bezpośrednio z twojej pracy to tej, z której są podatki, którymi jesteś opłacany. I koło się zamyka. Utopijny socjalizm miłości i szczęścia. Można by się usunąć - zniszczyć przynajmniej jeden zalążek smutku i nieszczęścia - ale to nic nie zmieni - pozostaną złamane dzieci, rodzice, przyjaciele, byłe kobiety. Constans. Bez obaw - to czysto teoretyczna myśl będąca skutkiem jednego szyldu przy ul.Elektoralnej. Zresztą - myśl chyba nieprawdziwa. Niezgodna z głównym mottem - że wszystko zależy ode mnie. Chcę (!) powoli rozciągnąć ciało i umysł, pozbyć się czarnych myśli, obudzić zmysły i intelekt - i wtedy szczęście i radość pojawią się same.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-W1U5kwuVYUw/Tm3Q9U_3KuI/AAAAAAAABeg/6Cj5KyUYhhA/s1600/201109111524_.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 207px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-W1U5kwuVYUw/Tm3Q9U_3KuI/AAAAAAAABeg/6Cj5KyUYhhA/s320/201109111524_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651402859447003874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mi w tym przeszkadza?  Dziś rano sobie to uświadomiłem choć wiedziałem niby już wcześniej. Ten cały "rodzić" ze świętej trójcy. Nie wspiera, nie pomaga - cały czas tylko narzeka, goni i krytykuje. Bez ustanku. Bez przerwy na oddech. Wszystko źle, wszystko nie tak. I jak tu się dobrze czuć? Mam ochotę wziąć go za ramiona, wytrząść porządnie i wywrzeszczeć prosto w twarz (w wersji ocenzurowanej): "Weź się ogarnij sam ze sobą i zacznij jakoś mnie wspierać a przynajmniej nie przeszkadzać. Czym ja zawiniłem? To niemożliwe, żebym był aż tak beznadziejny. Aaaaaa....". Rano nie poszedłem na jogę - gadałem sam do siebie przez pół godziny: no idź, dobrze Ci zrobi, ale mi się nie chce, nikt mnie nie będzie zmuszał, może akurat źle mi zrobi, bo jestem niewyspany i zły, ale czasem trzeba się przemóc i potem jest dobrze, tak, ale nie dziś akurat, dziś będzie tylko gorzej, itd. itp. Czyste wariactwo pomagające żyć. A może zamiast na niego wrzeszczeć trzeba go wziąć w ramiona, poczuć ten jego strach, zakleszczenie, bezwyjściowość. Zrozumieć go i uspokoić. Nie będzie wojny, będziemy mieli co jeść i co na siebie włożyć. Będzie ciepło zimą. Nie będziemy sami, nie będziemy gorsi, będzie fajnie bo czemu ma nie być? Przecież idzie ku dobremu. A poza tym - jaki jest nasz prawdziwy wpływ tak na prawdę? Mimo to "obiektywnie" jest coraz lepiej. Zdarzają się drobne błędy i wypaczenia ale ogólny kierunek jest dobry. Tak, przytulić, porozmawiać, postarać się dowiedzieć o co do chodzi. NVC - bez przemocy. Nie ma innej rady chyba - bo krzyczę już od dość dawna tak na prawdę i nie daje to żadnego efektu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-301649338894256003?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/301649338894256003/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/za-duzo-bodzcow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/301649338894256003'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/301649338894256003'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/za-duzo-bodzcow.html' title='Za dużo bodźców'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-W1U5kwuVYUw/Tm3Q9U_3KuI/AAAAAAAABeg/6Cj5KyUYhhA/s72-c/201109111524_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7772378782814171452</id><published>2011-09-11T20:23:00.009+02:00</published><updated>2011-09-11T23:17:19.295+02:00</updated><title type='text'>Dziwny dzień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj koncert w 1500, trochę potańczyłem, fajnie było. Nie kumam tego - wchodzę do klubu, staje przy barze i nie potrafię zamówić drinka. Zapominam języka w gębie, jestem spięty, speszony, nie wiem co powiedzieć. Z technicznych rzeczy - nie znam się na drinkach, alkoholach - od kiedy pamiętam, któraś z moich kolejnych dziewczyn zamawiała coś dla mnie. Tak jest i teraz - dobrze, że jestem z kimś bo inaczej barman chyba by pomyślał, że jestem niemową. To jest ciekawe - dlaczego akurat w takim miejscu mnie tak wcina - to obecnie najbardziej stresująca miejscówka w jakiej mogę się znaleźć. Dlaczego? Czy dlatego, że tutaj ludzie przychodzą się bawić? Wyluzować? W takim i tylko takim i żadnym innym celu. To nie jest moje, jak tak nie potrafię, nie chcę - choć chciałbym. Ja się muszę umęczyć, umordować, być smutnym, zmęczonym, bez życia. Taki skrypt. Jakoś to muszę (o!), chcę przemóc - najlepiej chyba zajęciowo. No niezły fun - w ramach rozwoju narąbać się w barze. Muszę (no żesz k...) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;chcę&lt;/span&gt; się dowiedzieć co lubię wypić w klubie, (bo przecież lubię, gin z tonikiem był np ok), gdzieś się wybrać, stanąć przy barze, zamówić, wypić. Nie spalić się. Co się stało z dawnym mną? Aż tak źle chyba ze mną kiedyś nie było? Jakoś przeżyłem lata studenckie. Może wtedy po prostu piło się wódę, aż człowiek uderzył głową w stół? I słuchało metalu. Dlaczego tak trudno mi uwierzyć, że sporo z rzeczy na tym świecie jest dla mojej przyjemności? Tylko i wyłącznie po to, żeby sprawić mi przyjemność - taki jest ich jedyny cel. Dlaczego mam taki zajebisty problem, żeby z tego skorzystać - skoro mogę?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dziś wstałem późno, w uszach nie szumiało, o dziwo, choć wczoraj było głośno. Kobieta, którą się skrzywdziłem nadal siedzi mi w głowie. Zmieniła taktykę, zamiast się wyrywać, głośno krzyczeć od czasu do czasu i potem znikać - siedzi stanowczo, po cichu, po prostu jest. Bardzo powoli blaknie, zamienia się w cień, znika - choć mam świadomość, że do końca nie zniknie. Nie żałuję tego - dobre rzeczy pozostaną w pamięci, taka cieniutka nić powrotna, która pewnie nigdy nie zostanie użyta. Cały czas zdaje mi się, że, mimo wszystko, było w tym coś więcej niż tylko pompowanie ego. Nie ważne. Dość klimatu nastoletniego. To wszystko miraż. Czyżby? Chyba nigdy nie dorosnę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wycieczka rowerowa z synkiem. Lubię z nim spędzać czas. Nie wiem tylko co to za czas dla niego skoro jestem przez większość czasu zatopiony we własnych myślach. Na  co można trafić ruszając na wycieczkę w Warszawie? Oczywiście - na pomnik. Akurat ten powoduje, że coś się łamie w moim sercu. Jest przerażająco dosłowny, prawie bez formy, pełen treści - ciarki mi chodzą po plecach, oczy robią się wilgotne. Halo, halo, obok jest moje dziecko, koniec z tym. Generalnie - cały czas mam na sobie maskę cynizmu - jakieś dwa lata temu spadła zupełnie na parę dni. Pamiętam, że wtedy słuchałem płyty "Powstanie warszawskie" Lao Che jeżdżąc na rowerze po tym naszym mieście i łzy mi ciekły ciurkiem - deszcz wtedy padał. Pasowaliśmy do siebie. To był taki moment w moim życiu, kiedy miałem skórę grubości pergaminu. Teraz mam ze dwa razy grubszą - to już wystarcza, żeby dotrzeć do domu  na czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-BA1aYzPXhjI/Tm0UYjFtwAI/AAAAAAAABd4/98DR7VzC7IM/s1600/201109111478.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 213px; height: 160px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-BA1aYzPXhjI/Tm0UYjFtwAI/AAAAAAAABd4/98DR7VzC7IM/s320/201109111478.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651195519388467202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;     &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4_ytmafCzJI/Tm0WBK48ETI/AAAAAAAABeA/rLF06-ZN-WA/s1600/201109111484.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 120px; height: 160px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-4_ytmafCzJI/Tm0WBK48ETI/AAAAAAAABeA/rLF06-ZN-WA/s320/201109111484.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651197316778692914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka kilometrów po Woli i Żoliborzu, parę placów zabaw, Wisła, Cud nad Wisłą. Lekko już zmęczeni, piwo dla mnie, woda dla juniora. I leżymy słuchając lekkiego jazzu, to znaczy ja słucham, mały się dzielnie nudzi. Totalny chill-out. Obok jakichś dwóch gości z wzrokiem zatopionym we własnych horyzontach, od czasu do czasu coś zagada nonszalancko do jakichś panien, raz tych, raz innych, czasem się do siebie uśmiechniemy. Dobrze się czułem. Więc to po to uprawia się jogę i zdrowo je - żeby mieć zdrową wątrobę i móc się lekko znietrzeźwić na słońcu - żeby obręcz puściła, żeby uśmiech ukształtował usta, żeby zabawne teksty same znajdowały drogę przez rozluźnione gardło. Żeby nie było napinki. To oczywiście tylko substytut, ersatz, taka droga na skróty i nie do tego prawdziwego celu. Nieostre jak zdjęcie. Ale daje jakiś posmak tego, jak może być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3V2jjpv6AN4/Tm0ZL4FruPI/AAAAAAAABeI/eW6RR0-x9Oc/s1600/201109111509_.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 568px; height: 96px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-3V2jjpv6AN4/Tm0ZL4FruPI/AAAAAAAABeI/eW6RR0-x9Oc/s320/201109111509_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651200799245318386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czytam książkę Osho - szybko wchodzi - jak młode wino, słaby smak, nic szczególnego. Same diagnozy (skądinąd trafne), żadnych rad. Głupi, stary, złośliwy pacan. Ale dam mu (sobie) jeszcze szanse. A może tak ma być? Diagnoza jest rozwiązaniem. Zauważyć coś to to samo co to naprawić. Myślę o swoim umyśle, który ma być moim narzędziem, którego mogę użyć tak, jak mi się podoba. Na razie słabo to idzie. I tak jest dużo lepiej niż kiedyś. Ależ brzydkie to narzędzie - jego większa część to wkurw, nienawiść, uraza, ból, odrzucenie, strach. I niańczę to wszystko od tak dawna. Od kiedy pamiętam. Dość już tego. Dość. Tak mało miejsca na miłość, radość, zachwyt. Tak mało na działanie operacyjne. Nic dziwnego, że czuję się taki otępiały i tak powoli kleję fakty. Tyle tylko, że mój umysł nie słucha poleceń a w dodatku jest ze mną połączony jakimś sprzężeniem zwrotnym. A ja nie za bardzo wiem jak do niego mówić, jak go ukoić, jak uspokoić kiedy szaleje, jak troszkę pogonić kiedy zasypia. Trzeba medytować - nie ma wyjścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i trafiła się Adelka na koniec wpisu, że niby "wylosowane" z Winampa, wsłuchałem się w tekst trochę i proszę, nic dodać, nic ująć:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  I let it fall, my heart,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  And as it fell you rose to claim it.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  It was dark and I was over,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  Until you kissed my lips and you saved me.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  My hands they’re strong, but my knees were far too weak,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  To stand in your arms without falling to your feet,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-k1xPXCQnQrc/Tm0adkHCwoI/AAAAAAAABeQ/Iw4yOG43uv0/s1600/201109111532.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 151px; height: 113px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-k1xPXCQnQrc/Tm0adkHCwoI/AAAAAAAABeQ/Iw4yOG43uv0/s320/201109111532.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651202202631586434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;może to i nagięcie - ale chyba nie tak duże,&lt;br /&gt;będę zdrowy, kiedy przestanę sypiać u stóp kobiet&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  But there’s a side to you that I never knew, never knew.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  All the things you'd say they were never, never true,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;  And the games you'd play, you would always win, always win.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było na tyle w temacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/vv5JDZQ-xGo" allowfullscreen="" frameborder="0" height="345" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7772378782814171452?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7772378782814171452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/dziwny-dzien.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7772378782814171452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7772378782814171452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/dziwny-dzien.html' title='Dziwny dzień'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-BA1aYzPXhjI/Tm0UYjFtwAI/AAAAAAAABd4/98DR7VzC7IM/s72-c/201109111478.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-5517877684301065263</id><published>2011-09-10T12:38:00.005+02:00</published><updated>2011-09-11T20:13:56.364+02:00</updated><title type='text'>Spokój, przychodzi i odchodzi - terror "powinienem"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Spokój dziś przychodzi i odchodzi. Rano był, spokojnie, powoli, śniadanie, nie spieszyć się. Iść powoli. Trampki fajne są, bo przez cienką podeszwę czuć ziemię, chodnik, krawężnik. Jakieś oparcie. Potem spokój nagle się rozpłynął. Nastąpił terror "powinienem" a raczej nie powinienem - siedzieć w domu i robić porządek na dysku twardym, kiedy na dworze ładna pogoda. W zasadzie to centralne zagadnienie całej tej zabawy. Jak się pozbyć "muszę" i "powinienem", które spina ciało i umysł. Ocenia, nie akceptuje. Nie potrafię odróżnić swojego wewnętrznego głosu od głosu "powinienem". Teraz rozumiem, że to dlatego, w ramach buntu, przez pół roku leżałem i nie robiłem nic. Przynajmniej miałem pewność, że nie słucham głosu "powinienem". To się da zrobić. Jakoś to odróżnić. Trzeba tylko usiąść w spokoju, pomyśleć, dać sobie czas. Rozluźnić ciało. Zastanowić się nad czymś konkretnym, kiedy obręcz już puści. Może to dlatego tak wsiąkam w innych ludzi - nie słyszę sam siebie więc szukam kogoś, racjonalnie oceniam, że jego aktywności mi pasują i oddaję się. Głos protestujący przeciwko "powinienem" usłyszałem w sobie, pierwszy raz w życiu, prawie dwa lata temu. A teraz idę zająć się tym, na co mam ochotę teraz - i olewam wszystkie "muszę" i "powinienem".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-5517877684301065263?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/5517877684301065263/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/spokoj-przychodzi-i-odchodzi-terror.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5517877684301065263'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5517877684301065263'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/spokoj-przychodzi-i-odchodzi-terror.html' title='Spokój, przychodzi i odchodzi - terror &quot;powinienem&quot;'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4458935663791555942</id><published>2011-09-09T16:35:00.009+02:00</published><updated>2011-09-11T20:16:32.550+02:00</updated><title type='text'>Powoli, powoli (wczoraj)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dużo by pisać. Wczoraj, wizyta z córką w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu.  Jesteśmy tam raz na rok i zawsze się zgubię po drodze. Rok to jest właśnie ten czas, w którym zdążę zapomnieć jak dojechać. No to nawigacja jest grana oczywiście. Ale akurat w tej wersji, ta ulica jest zupełnie nie tam gdzie wiem, że jest. A i tak wyjechaliśmy za późno. Bo tak. Bez krzyku. Po prostu. Bez sensu. Trudno. Jedziemy, koreczek, koreczek, koreczek - Warszawa o siedemnastej. Spóźnieni oczywiście, w miejscu, w którym Pani ładnie mówi, że mam skręcać - totalny plac budowy. Był jakiś znak o objeździe wcześniej - ale go zignorowałem z nieznanych powodów. No to zawracamy, jeszcze raz, bokiem, na czuja tym razem. Stres, wyrzut - trzeba było popatrzeć na ten objazd. Spóźnieni 30 minut, może zrezygnować? Stres. Nie, spokojnie, może się uda, uspokoić się, spróbować. I udało się. Fajnie. Może to śmiesznie zabrzmi, ale moja odporność na jakikolwiek stres jest nadal mała. Zapanowałem nad tym - fajnie. Będzie lepiej. No i super wiadomość - to była ostatnia wizyta - wszystko już jest w porządku. Pan doktor bardzo miły. Idziemy do kawiarni - delikatnie to uczcić. Ciężko wytrzymać z dziewczynką, której buzia się nie zamyka na słodko-zwierzęce i różowe tematy - nie czarujmy się. Ale było super.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Stwierdzam, po raz n-ty, że to, że nie mam orientacji (przestrzennej :) ), że się wszędzie gubię, to kwestia lenistwa i braku skupienia - muszę coś z tym zrobić - nie mogę się tak poddać. Trochę zawalczę i będzie lepiej. Przecież wyobraźnię przestrzenną mam bardzo dobrą. W razie czego - telefon jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze kilka wspomnień, przemyśleń. Bo coraz lepiej pewne rzeczy rozumiem. Coś sobie przypominam, docierają do mnie teraz przeczucia, których wtedy nie dopuściłem do siebie. Np. czy to nie za szybko, żeby na trzeciej randce próbować pić body-shoty? Tknęło mnie wtedy ale... wiadomo. Więc zaczynam powoli rozumieć, dlaczego normalnie jest powoli. Bo trzeba o siebie zadbać - tak zwyczajnie i po prostu. Sprawdzić się, sprawdzić siebie, poznać się i siebie, dać dojść do głosu rozsądkom - obu. To nie gra, to konieczność. Czyli, po raz kolejny, w dwudziestym pierwszym wieku, odkryłem, że Ziemia kręci się wokół Słońca. Tak bywa - lepiej późno niż wcale. Ależ się cieszę, rosnę, rosnę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem, plan taki i czy inny - dzwoni synek. Chce u mnie spać. Ale JA mam SWOJE plany. Nie żeby coś wielkiego - wanna i książka? Muzyka? Spokój? Dużo dla nich poświęciłem, cały stres rozwodu, branie wszystkiego na klatę, kasa, mieszkanie, żeby tylko jak najbardziej złagodzić tę, i tak ciężką, sytuację. Potem - na każde zawołanie, rano, wieczorem, żeby nie pomyśleli, że nie dbam, że odrzucam. Zapędziłem się. Zapomniałem o sobie. Więc ostatnio trochę to podregulowałem - czasem odmawiam. Czasem mnie nie ma. Czasem mam swoje sprawy. Ale wczoraj stwierdziłem, że mogę trochę zmienić plany - dawno nie spędziliśmy czasu razem - i fajnie wyszło. Bardzo lubię mojego syna. Jakimś cudem, w niektórych obszarach, jest doroślejszy niż ja - choć ma osiem lat. Pogadaliśmy - najważniejszą rzeczą obecnie jest wydobycie trzeciego artefaktu w starcraft'cie- cokolwiek to znaczy - choć odbywa się na moim pececie. Napisałem - w niektórych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i kolejne pytanie. Jeszcze z rozmowy z P. Dlaczego moje Ja ginie, kiedy ktoś pojawi się obok. Czy to co robię, czym się fascynuję, co myślę jest aż tak mało ważne? Czy aż tak nie lubię, aż tak źle to oceniam, że natychmiast wymieniam na coś innego? Przecież, racjonalnie o tym myśląc - tak nie jest. To jakieś potwornie głęboko schowane coś. Coś co mnie nie lubi, każe zając się kimś innym. Muszę pobyć sam, długo. Muszę się wsłuchać w ten głos i jakoś go zneutralizować. Jakoś oswoić, wytłumaczyć, że chyba, after all, nie robi za dobrej roboty. Halo, warunki się zmieniły, wojna się skończyła, Japonia przegrała. Obudź się. Złóż broń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś dobrze, buzia się śmieje, ciało się rozciąga, spokojnie w głowie i tylko na dworze zimno jak diabli - chyba nici z ciepłej jesieni. Wczoraj, na szczęście, kupiłem sobie kurtkę. Wizyta u prawniczki - też pozytywna w sumie. Była w lekkim szoku słysząc moją historię - no ale cóż z tego? "Prawniczka z ludzką twarzą - Warszawa - sprzedam namiary - jedyny tysiąc złotych." No i znowu - powoli, bez oczekiwań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie śniadanie, bez pośpiechu, herbata, którą lubię, tylko o tym zapomniałem, refleks na powierzchni, bułka z powidłami - ale z dodatkiem orzechów włoskich - i od razu jest milej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--7jNvPsqzPY/TmozaXGvzWI/AAAAAAAABdw/4WjDQYLqXYY/s1600/201109091437.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/--7jNvPsqzPY/TmozaXGvzWI/AAAAAAAABdw/4WjDQYLqXYY/s320/201109091437.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5650385210461637986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4458935663791555942?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4458935663791555942/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/powoli-powoli-wczoraj.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4458935663791555942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4458935663791555942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/powoli-powoli-wczoraj.html' title='Powoli, powoli (wczoraj)'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/--7jNvPsqzPY/TmozaXGvzWI/AAAAAAAABdw/4WjDQYLqXYY/s72-c/201109091437.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-626108503135521230</id><published>2011-09-08T12:50:00.006+02:00</published><updated>2011-09-11T23:14:55.886+02:00</updated><title type='text'>Wczoraj całkiem udany dzień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciało rozluźnione, z rana joga, potem wizyta w lekarza psychiatry - po receptę - i ta myśl: "może to już ostatnia wizyta? Może jedna z ostatnich?" Drzwi spokoju się otwierają, widzę je, ciemnokolorowy prostokąt w białej, świetlistej ścianie. Ludzie w kolejce robią różne dziwne rzeczy, niektórzy zdjęcia swoich nóg.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--pz0ffEqNkA/Tmi0JomVQPI/AAAAAAAABdo/GFFZxjoBFtM/s1600/201109071406.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/--pz0ffEqNkA/Tmi0JomVQPI/AAAAAAAABdo/GFFZxjoBFtM/s320/201109071406.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5649963810146304242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem ścianka - trochę się zmęczyłem, trochę poszalałem. Raz  konkretnie odpadłem na lekkim przewieszeniu - zaryzykowałem i nie udało się. Czad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem wizyta u P. Pierwsza od bardzo, bardzo dawna. Czułem się jak syn marnotrawny - przyjęty, tutaj zawsze możesz wrócić. Wizyta orzeźwiająca, stawiająca rzeczy w pionie poprzez kilka dobitnych określeń ale też trochę dołująca przez chwilę - jeszcze tyle do zrobienia, tyle do akceptacji, tyle do zrozumienia. No i wejście na metapoziom - akceptacja tego, że sporo pozostało do akceptacji - no bardzo śmieszne. Tyle do zrozumienia - źle powiedziane - to są proste sprawy - nie przekraczają możliwości rozumowania ucznia szkoły podstawowej. Chodzi o coś innego. Chodzi o to, żeby nie robić siebie samego w konia. Żeby nie zagłuszać głosu w imię chwilowego spokoju/radości/przyjemności. Żeby pozwolić sobie zrozumieć, nie dać się zamknąć w złudzenia, w beznadziejne nadzieje, w jakieś fatamorgany, dostrzegać a nie widzieć, mieć świadomość a nie po prostu wiedzieć. No tak, no niby to widziałem ale ... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkurzające to jest, bo przecież jest tak, że całe moje życie to jakaś tam walka o prawdę, o prawdziwość. Zaczęła się wcześnie, we wczesnej podstawówce - odrzuceniem Boga w postaci jakiejś figurki, z którą mam się porozumiewać tylko poprzez pana w czarnym worku i nie inaczej. Bolało wtedy, pojawił się strach, bezsens, pustka - nie poddałem się. To wymagało odwagi i kręgosłupa. W brew wszystkim dookoła, wbrew rodzinie. I od tej pory trwa - uparte trzymanie się prawdy, odrzucanie różnych idei, wzorców, celów zastępczych, jakiegoś erzacu życia. No boli. Ale boli coraz mniej -  pomaga integracja z ciałem, naturą, sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fajnie pogadać z kimś, kto, poniekąd z pozycji "starszego", mówi: wszyscy, którzy wybrali walkę o prawdę cierpią. Wszyscy jakoś starają sobie z tym poradzić, jakoś są pokręceni. "Którzy wybrali" - może raczej - "których wybrała ona". A może jednak nie? Nie ma alternatywy, nie jestem politykiem - trudno. Jakoś trzeba lawirować, coś zaakceptować, coś odpuścić czasem na chwilę, kiedy ciężko jest już wytrzymać aby potem wrócić na kurs. Kobieta, którą się zraniłem nie walczy. Zamiast tego, całą swoją inteligencję i energię kieruje w kształtowanie swoich myśli, świata tak, żeby mniej bolało. A i tak boli ją czasem - bardzo. Smutno mi kiedy o tym myślę. Smutno kiedy myślę, że to przegrana sprawa. Że albo to dostrzeże kiedyś albo nie. Większość nie dostrzega i męczy się całe życie. Ja mam poczucie, że jakoś, powoli, w bólu, udaje mi się zintegrować wszystko w jakąś spójną, kojącą całość, połączoną zaprawą akceptacji. Oczywiście to tylko przebłyski. No ale pojechałem - chyba na maksa hermetycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takim razie jedna konkretna myśl, kolejna, która totalnie mną sterowała a której nie byłem świadom. Czemu potrzebuję, żeby ktoś obok mnie był? Czemu nie potrafię być sam w nocy? Czemu bez kobiety w łóżku, po maksymalnie trzech miesiącach dostaję kota? I nie chodzi to o seks bo, jak już pisałem, trochę mnie wyłączyło z tego obszaru ostatnio. Chodzi o ciepło, o stabilność, o bezpieczeństwo. No i wyszło szydło z worka - boję się świata, chcę, żeby ktoś był obok mnie, kiedy będę walczył. A tymczasem w rzeczywistości: nie trzeba walczyć, może stało się trochę przykrych rzeczy ale po pierwsze sam się w nie wpakowałem a więc mogę drugi raz tego nie robić a po drugie jakoś żyję już trochę i daję radę. Otaczają mnie raczej pozytywni ludzie, nie stała się żadna z tych strasznych rzeczy, o których słyszałem w mediach, kiedy jeszcze słuchałem/oglądałem/czytałem. Generalnie jakoś jest ok w sumie. Na to co wyczyniałem - powinienem już dawno nie żyć albo być w więzieniu. Ale zawsze coś mnie wstrzymywało przed ostatnim krokiem albo ratowało w ostatnim momencie. Najlepiej pamiętam policjanta, który oddał mi dowód i wysłał do domu, po tym,  gdy po pijanemu podałem mu fałszywe dane choć to nie była największa ekstrema akurat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ok, koniec gadania. Trzeba coś konkretnego zrobić w swoim kierunku. W zasadzie to głównie na tym miałem się skupić, kiedy zaczynałem ten blog. Na razie - odgruzować mieszkanie. Dużo przyjemniej jest w czystym. Wyrzucić jeszcze parę rzeczy - trzymanych od dziesięciu lat nie wiadomo po co. Tylko zajmują miejsce, fizyczne i umysłowe. Do roboty.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-626108503135521230?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/626108503135521230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/wczoraj-cakiem-udany-dzien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/626108503135521230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/626108503135521230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/wczoraj-cakiem-udany-dzien.html' title='Wczoraj całkiem udany dzień'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/--pz0ffEqNkA/Tmi0JomVQPI/AAAAAAAABdo/GFFZxjoBFtM/s72-c/201109071406.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-2984160141703045886</id><published>2011-09-06T20:09:00.003+02:00</published><updated>2011-09-08T12:48:28.133+02:00</updated><title type='text'>Przerobić odrzucenie intelektualnie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Długa rozmowa z przyjacielem. Brzmi cały ten blog jak wynurzenia nastolatka - trochę tak przecież jest. Może wyposażonego w trochę większą wiedzę ale jednak. Wniosek jest prosty. Jest dziura, dziura z odrzucenia. Dziura, którą staram się zapchać od czasów szkoły podstawowej. Dziura, o której przez pół życia nie wiedziałem, a która i tak kierowała moim życiem, dziura, której konsekwencje są porażające. Dziura, która każe ciągle przeżywać mi to odrzucenie na nowo. Coś trzeba z nią zrobić. Obecny wniosek - przerobić intelektualnie. Inaczej chyba się nie da. Chyba tak to jest, że to właśnie tego brakuje w dziecięcym odrzuceniu - brakuje możliwości intelektualnych, żeby coś z nim zrobić. Taki pomysł z dyskusji. Teraz niby te możliwości mam ale strasznie trudno mi z nich skorzystać. A przecież mogę pomyśleć, że:&lt;br /&gt;- była rozbita emocjonalnie, miała takie momenty, że trzeba ją było trzymać czasem - teraz się do tego nie przyznaje, ani przed sobą ani przede mną,&lt;br /&gt;- nie chce mnie, dla niej moje przeżycia są "za ciężkie" - no to trudno, są ciężkie - nic na to nie poradzę,&lt;br /&gt;- to wcale nie oznacza, że ja mam z tego powodu cierpieć - po prostu - nie wpasowaliśmy się,&lt;br /&gt;- zanim ją poznałem, radziłem sobie coraz lepiej, dlaczego, z jakiego powodu nie miało by tak być z powrotem,&lt;br /&gt;- emocje emocjami ale to wszystko w końcu jest &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;moja decyzja&lt;/span&gt;. Ja i nikt inny za siebie odpowiadam. Widziałem takiego dresa ostatnio, walił rękoma w drzwi, awanturował się - na uwagę ochroniarza powiedział: nerwy. Był żałosny, zupełnie nad sobą nie panował - też tak chcę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyny problem jest taki, że nie mam dyscypliny, mój umysł nie chce mnie słuchać, zbacza przy każdej sposobności, zagląda na blog, sprawdza pocztę, patrzy nerwowo na telefon, jak gdyby jakiś cud się miał wydarzyć. Ściska mi brzuch w pętelkę, powoduje nerwowe bicie serca. Nie pozwala wyrzucić przedmiotów, które przypominają. To nie jest normalne, to jest oznaka deficytu na poziomie, którego nie potrafię sobie nawet wyobrazić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co zrobić z tą dziurą? Jak ją załatać? Na razie czytam, czytam, czytam. Nie wiele mi daje teoretyczne zrozumienie ale przynajmniej uspokaja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. Idę, wywalę wszystko co mi się kojarzy. Wszystko i natychmiast. Już.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-2984160141703045886?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/2984160141703045886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/przerobic-odrzucenie-intelektualnie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2984160141703045886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2984160141703045886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/przerobic-odrzucenie-intelektualnie.html' title='Przerobić odrzucenie intelektualnie'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4044943771352721168</id><published>2011-09-06T12:58:00.005+02:00</published><updated>2011-09-08T08:53:08.053+02:00</updated><title type='text'>Akceptacja</title><content type='html'>Akceptacja: tak, to jest to, co trzeba zrobić. Wypisać listę rzeczy, które &lt;span style="font-family: georgia; color: rgb(0, 0, 0);font-family:Verdana;font-size:100%;"  &gt;&lt;s&gt;muszę&lt;/s&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt; chcę, potrzebuję zaakceptować:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- jestem teraz słaby jak niemowlę i jeszcze przez długi czas będę - muszę zdrowo jeść i ogólnie dbać o siebie,&lt;br /&gt;- mój mózg działa na półobrotach - to też jeszcze trochę potrwa,&lt;br /&gt;- moje libido - ech, szkoda gadać,&lt;br /&gt;- nie mam zdrowia na łażenie po klubach co tydzień, siedzenie tam do rana i podrywanie kobiet,&lt;br /&gt;- nie ma sensu, żebym teraz szukał kogoś - nie jestem na to gotowy,&lt;br /&gt;- nie muszę czytać samych ambitnych książek - mogę sobie kupić telewizor i czasem coś głupiego obejrzeć,&lt;br /&gt;- nie muszę się uczyć grać na jakimś instrumencie choć byłoby fajnie,&lt;br /&gt;- ubiór w którym się teraz dobrze czuję to dżinsy, biała koszulka i trampki. Bluza kiedy jest zimno,&lt;br /&gt;- nie jestem facetem zdobywcą - to już przerobiłem - nie działa,&lt;br /&gt;- mogę dużo spać - szczególnie teraz - jestem jeszcze wytrącony z równowagi,&lt;br /&gt;- mogę czasem odpuścić jogę - mam prawo być zmęczony,&lt;br /&gt;- uczę się powoli, robię te same błędy po kilka razy - tak już jest, taka widocznie wiedzie moja droga,&lt;br /&gt;- nie muszę należeć do jakiegoś kreatywnego, awangardowego środowiska - mogę się czasem gdzieś wybrać, coś porobić i wrócić spokojnie do domu,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i chyba najważniejsze, dopisane 08.09.2011:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- życie składa się w pewnej części z cierpienia, to że cierpię nie powoduje, że jestem jakiś gorszy. Tak po prostu bywa czasem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie coś jeszcze będę dopisywał w miarę jak mi będzie przychodzić do głowy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4044943771352721168?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4044943771352721168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/akceptacja.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4044943771352721168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4044943771352721168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/akceptacja.html' title='Akceptacja'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-3097048549476693393</id><published>2011-09-06T12:52:00.003+02:00</published><updated>2011-09-06T12:57:56.878+02:00</updated><title type='text'>Komentarz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"co sie ze mna dzieje (?) czytam, czekam na kolejny wpis, czytam, i KRZYCZE!!! znasz metody gestalt?" - nie sądziłem, że ktoś na prawdę czyta i jakoś odbiera, to co piszę. Tym bardziej, że zakładam, że ten komentarz nie jest od kogoś znajomego. Trudno zaprzeczyć, że poruszane tutaj sprawy, mówiąc oględnie, nie są jakieś niespotykane na świecie. Pewnie parędziesiąt takich blogów by się znalazło. No ale ten jest mój, do mnie przemawia. Pomaga mi, pozwala wyrzucić z głowy tony myśli, coś uporządkować, z czymś sobie poradzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znam metod GESTALT, jeśli w jakikolwiek sposób mogą być przydatne - bardzo proszę o jakieś wskazówki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-3097048549476693393?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/3097048549476693393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/komentarz.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3097048549476693393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/3097048549476693393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/komentarz.html' title='Komentarz'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-5723796354012724494</id><published>2011-09-06T04:34:00.004+02:00</published><updated>2011-09-06T05:26:16.309+02:00</updated><title type='text'>Czwarta nad ranem...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;może sen przyjdzie - no tak mi się skojarzyło, choć to zupełnie przestał być mój klimat. Ale czym skorupka... A prawda jest banalna - trzeba było nie napychać się po korek o 22 jakimś chemicznym jedzeniem, to bym spał a nie miał koszmary jak z obrazów Witkacego. Rozmowa z Kobietą, którą się skrzywdziłem przebiegła bardzo fajnie ale dziwnie. Fajnie bo to mądra dziewczyna i da się z nią pogadać. Co więcej, wcale dziś nie miałem wrażenia, że jedzie na ostrym kole. A przecież tak jest - wiem o tym. Dziwnie, bo miałem takie czucie, że ze mną flirtuje. Że jednak trochę chce ale nie chce. Że wręcz zmusza się, żeby nie pójść za pewnymi impulsami. No i teraz pytanie, czy to ja zbyt mocno odbieram pewne sygnały i to jest jakaś norma zachowania czy też jest na odwrót. Trudno, nie ważne, nie służy mi to. Wyszedłem w nastroju ambiwalentnym, bo zdałem sobie sprawę, po raz n-ty już, że to nie chodzi o to, że ona mnie nie chce. To ja jej nie chcę. A ściślej rzecz ujmując - nie mam siły jej chcieć. Prawda jest prosta - gdybym chciał i miał na to siłę to bylibyśmy razem, znalazłbym sposób, żeby ją zdobyć i potrafił utrzymać. A nastój ambiwalentny, bo choć to smutne, to również oznacza, że jeśli będę miał siłę, to wszystko będzie dobrze. Z nią lub w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;jakikolwiek inny sposób&lt;/span&gt;. Ale na razie nie mam siły, z tego samego powodu, z którego zresztą założyłem ten blog. W ogóle, gdybym miał siłę, wiele rzeczy wyglądało by inaczej. Nie mam pojęcia jak. Jak to jest, kiedy kładziesz się wieczorem do łóżka i nie brakuje Ci nikogo? Nie wiem, czy kiedykolwiek coś takiego przeżyłem. A chyba najwyższy czas, żebym się dowiedział, co to za uczucie. Jakoś zalepił te dziurę, która, gdzieś tam, od dzieciństwa we mnie siedzi. Jakoś nauczył się ukoić, ukochać samego siebie, sam o siebie zadbać. Ciężko to idzie, bo nie jestem do końca ukształtowany, nie mam się od kogo uczyć, za dużo przeszedłem strasznych rzeczy, jadę cały czas na resztkach energii. I tutaj też dochodzimy do jakiegoś sedna sprawy, muszę jakoś tak to wszystko zorganizować, żeby ilość energii we mnie rosła. Jak dotąd znalazłem jeden sposób: wstawać rano, jeść proste, zdrowe pokarmy, ćwiczyć jogę, nie pić, nie jeść po 17. Jest tylko jedno ale: życie towarzyskie wtedy cierpi. Trzeba wychodzić z imprez, nie umawiać się późnym wieczorem, nie pić alkoholu itd. Jak w takiej sytuacji utrzymać jakieś zdrowe stosunki z ludźmi już nie mówiąc o nawiązywaniu nowych? No trudno, jakoś to trzeba będzie zrobić. Jakoś inaczej do tego podejść. I, przede wszystkim, pamiętać, że to ja tu jestem najważniejszy. Nie muszę się do nikogo dostosowywać, raczej muszę znaleźć ludzi, którym moje życie, ja jako ja, będą odpowiadały. Nie zmieniać swoich planów z czyjegoś powodu. I jedna, natrętna myśl, która mnie nie opuszcza - czy ja, do cholery, jestem jakimś emerytem, żeby chodzić spać o 21 i jeść rozgotowany ryż? No cóż, trzeba się z tym pogodzić, to mi służyło i trzeba do tego jakoś wrócić przynajmniej na jakiś czas. Przebieżka o piątej nad ranem też ma swoje uroki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurcze, za mało napisałem, jeszcze nie pomogło. Albo już się przyzwyczaiłem i kolejny lek może iść w odstawkę - niedobrze. Jakoś jeszcze coś we mnie siedzi. Np. coś takiego: usłyszałem dziś, że te moje historie są "za ciężkie". No trudno się nie zgodzić. Ale zupełnie inne podejście do sprawy od tego, które ja mam. Ja mam takie: urobię się, umęczę, skatuje, sam się wykończę, ktoś mnie pożałuje, doceni, weźmie to na barki razem ze mną. A tu wcale tak nie jest - jeśli ktoś o siebie dba to nie będzie miał wcale na to ochoty. Jednym słowem, muszę zamknąć w życiu rozdział pt. ciężkie dzieciństwo i traumatyczny rozwód. To musi przejść jakoś do historii. Musi być kamieniem, który gdzieś tam leży w rogu ogródka, jestem go świadom ale nie wpadam na niego cały czas. Walka, cały czas walka. Ponoć miłość jest dyscypliną, miłość do dzieci objawia się też tym, że robimy dla nich coś, na co nie mamy wcale ochoty. Lenistwo jest przeciwieństwem miłości. Muszę siebie kochać, znaleźć wystarczającą ilość dyscypliny, żeby o siebie zadbać. To jest walka, to jest walka o mnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-5723796354012724494?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/5723796354012724494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/czwarta-nad-ranem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5723796354012724494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/5723796354012724494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/czwarta-nad-ranem.html' title='Czwarta nad ranem...'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-8500351237968589953</id><published>2011-09-05T15:32:00.002+02:00</published><updated>2011-09-05T15:47:44.501+02:00</updated><title type='text'>No i dziś jest inaczej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem czemu to przypisywać? Może pełnemu energii śmiechowi, usłyszanemu wczoraj przez telefon? Krótkiej, smutnej historii, która została gdzieś tam, przez kogoś, przepłakana, zaakceptowana i zakończona? Ot tak, po prostu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagle znowu wszystko wróciło na swoje miejsce, nastąpiła akceptacja, siebie, sytuacji. Nastąpił luz. Joga rano - bardzo udana. Ciało rozluźnione. Akceptacja, osadzenie - obecne były z rana, teraz powoli gdzieś uciekają. Łapać ją, gonić, poszła... Ale został ślad - trzeba się go trzymać. Pamiętać ten smak, zapach. To wróci. I będzie wracać coraz częściej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weekend był całkiem fajny, ruszyłem się trochę i udało mi się spotkać kilka znajomych osób na mieście - małe prawdopodobieństwo a jednak. Dziś wieczorem idę zobaczyć się z nowopoznanymi znajomymi. Po rozmowie z Kobietą, którą się zraniłem. Muszę jeszcze przemyśleć, co w ogóle chcę jej powiedzieć, o co w zasadzie chodzi z tym spotkaniem? Po co ono? Dlaczego na nie nalegała? Co mogę usłyszeć i jak się na to przygotować?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze dziś zdarzenie synchroniczne, lubię to bardzo. Pomyślałem o koleżance, która miała się do mnie odezwać, nie odzywała się długo, już pomyślałem, że się nie odezwie. Sprawdzam maila, jest wiadomość, wysłana w zasadzie o tej godzinie, o której o niej myślałem - lubię takie zdarzenia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-8500351237968589953?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/8500351237968589953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/no-i-dzis-jest-inaczej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8500351237968589953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8500351237968589953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/no-i-dzis-jest-inaczej.html' title='No i dziś jest inaczej'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-7334273179944091959</id><published>2011-09-04T19:35:00.004+02:00</published><updated>2011-09-04T20:04:51.093+02:00</updated><title type='text'>Dzień minął - faktycznie autystycznie</title><content type='html'>Nie jestem dziś sobą. Wydawało mi się, że dobrze udaję. Wydawało mi się. Ciężko udawać, kiedy głowa pełna jest czegoś innego. Czucia wiatru na policzkach, smaku świeżego jabłka w ustach głodnych po nocy i suchych po biegu, widoku wolskich podwórek, cichych, zielonych i pełnych gotowych kadrów. Palców nerwowo stukających w co popadnie, nerwowych stóp. I oczywiście, na widok czerwonych lakierek, w najmniej spodziewanym momencie, wspomnienia rąk, paznokci przebiegających delikatnie dokładnie tam, gdzie powinny przebiegać w tamtym dokładnie momencie. Dreszcz. Nagłe wspomnienie na samym środku centrum handlowego. Dwa tygodnie temu prawie straciłem przytomność. Jak daleko stąd do harmonii i wyciszenia? Lata świetlne. Za daleko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem mężczyzną, a przynajmniej nie potrafię rozładować stresu tak jak robią to podobno mężczyźni. Nie wyrwę łatwej panny, nie pójdę się napić - chyba. Nie potrafię oddzielić seksu od emocji. To nie jest kwestia wyboru, kwestia jakiejś moralności albo innych tego typu bzdur. Tak po prostu jest. Nie potrafię na pół gwizdka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to jest niedojrzałe zachowanie? Pewnie, że tak. Czy potrafię sobie z tym poradzić? Dzisiaj nie. A może to nie jest niedojrzałe? Może po prostu jest mi przeznaczone spalać się i spalić się gdzieś w końcu? Może ten typ tak ma?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. Dzięki za pomoc dzisiaj - była mi potrzebna i sprawiła sporo radości - mimo wszystko.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-7334273179944091959?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/7334273179944091959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/dzien-mina-faktycznie-autystycznie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7334273179944091959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/7334273179944091959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/dzien-mina-faktycznie-autystycznie.html' title='Dzień minął - faktycznie autystycznie'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-6714913405096754963</id><published>2011-09-04T09:26:00.006+02:00</published><updated>2011-09-04T19:21:40.784+02:00</updated><title type='text'>Męczę się od rana w swoim ciele</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jednak nie ruszyłem wczoraj "w miasto". I to była chyba dobra decyzja. Próbowałem się trochę zmusić ale prawda jest taka, że nie miałem ochoty bawić się sam. Tak jak zresztą zwykle nie mam. Jakoś przestała mnie też pociągać atmosfera przekąsek. Myśl o wódce wydała się nagle dziecinna, ciągnąca ucieczką od problemów. Choć zimny smak na dziąsłach, dreszcz rozkosznego wstrętu przechodzący po ramionach, kilka zdań z panem Romanem - jednak się nie zdecydowałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Męczę się dziś w swoim ciele. Jest napięte i zestresowane. Nie lubię siebie od rana. Nadzieja mi gdzieś uciekła, nie czuję, nie chcę, nie lubię, nie mam ochoty. Kobieta, którą się skrzywdziłem nadal trochę siedzi w głowie. To już ponad tydzień - może już wystarczy? Koleżanka mi podesłała link do książki: &lt;a href="http://www.empik.com/leczenie-uzaleznionej-osobowosci-jampolsky-lee,prod16370010,ksiazka-p"&gt;leczenie uzależnionej osobowości&lt;/a&gt;. No to jest trafny wybór. Biegać, idę biegać. Będę biegł aż zwymiotuje, aż wyrzygam z siebie to wszystko, całą tę tęsknotę, ten ból, to odrzucenie. Aż zrobię sobie krzywdę? Dlaczego tak trudno jest mi pokochać siebie? Zadbać o siebie? Wyrzucić z głowy ten głos, tego aliena, który mnie torturuje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobieta, którą się skrzywdziłem jedzie na ostrym kole, nie hamuje. Fascynuje mnie to, też tak chce a jestem obłożony książkami o duchowości. Może próbuję przeskoczyć jakiś etap rozwoju? Muszę też trochę pojechać bez hamulców i dopiero potem się uspokoić? To by tłumaczyło dlaczego ostatnio czasami dostaję dreszczy na widok psychologicznych tekstów, spokojnych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i ta kiczowata piosenka, doprowadzająca mnie nieodmiennie na skraj płaczu, kolejne narzędzie do robienia sobie krzywdy:Rarozlight: Wire to wire&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/MwRNvpGydzw" allowfullscreen="" frameborder="0" height="345" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-6714913405096754963?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/6714913405096754963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/mecze-sie-od-rana-w-swoim-ciele.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6714913405096754963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6714913405096754963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/mecze-sie-od-rana-w-swoim-ciele.html' title='Męczę się od rana w swoim ciele'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/MwRNvpGydzw/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-1345164858423496838</id><published>2011-09-03T19:22:00.004+02:00</published><updated>2011-10-08T08:45:12.490+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='emisja głosu'/><title type='text'>Podawała baba, babie ...</title><content type='html'>przez piec malowane grabie. No załamka na początku. Smutno potrafiłem powiedzieć to zdanie, wesoło nie. Ale udało się. Musiałem sobie przypomnieć coś wesołego, pośmiać się trochę sztucznie i wyszło. Potem jeszcze wyszło: zdziwienie, strach i wkurw. Ten ostatni (no i smutek) mam opanowany do perfekcji - nie ma problemu. W nastroju mieszanym, bo Kobieta, którą się zraniłem znowu się uaktywniła w mojej głowie, ubawiony po pachy powtarzaniem idiotycznego zdania w różnych emocjach - uderzam w miasto - sam, pierwszy raz. Z takim założeniem, bez oczekiwań. Potańczyć, może z kimś pogadać ale też nie koniecznie. Ubrałem się, ogoliłem, idę sam - na początek jakiś one men show, potem pewnie zwiedzę &lt;a href="http://pl-pl.facebook.com/przekaski"&gt;Przekąski Zakąski&lt;/a&gt;, no a potem, coś czuję, że wyląduje w miejscu dla mnie traumatycznym - cóż, nie znam miasta za dobrze a tam przynajmniej wiem czego się spodziewać - nie mam dziś ochoty na eksperymenty. Poza tym - trzeba to wszystko jakoś oswoić. Gdybym nie chciał chodzić po miejscach traumatycznych - musiałbym się wyprowadzić z miasta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-1345164858423496838?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/1345164858423496838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/podawaa-baba-babie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1345164858423496838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/1345164858423496838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/podawaa-baba-babie.html' title='Podawała baba, babie ...'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4591779941985215695</id><published>2011-09-03T10:23:00.004+02:00</published><updated>2011-09-03T11:47:23.406+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trampki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obręcz'/><title type='text'>Trampki, cd.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstałem o 6.30 co jest dziwne, bo poszedłem spać po północy. Prysznic i na rowerze do Hali Mirowskiej, w rannym słońcu i w miarę jeszcze czystym po nocy powietrzu. Kupić trampki. Udało się - czarne. Z czerwonymi tak łatwo nie będzie najwyraźniej. Ale dostałem cynk, że koło Feminy jest sklep i tam bywają. O rany, co za zabawa. Poranna Hala Mirowska, w remoncie, tracąca chyba swój charakter. W tylnej części jest klub bokserski, można zobaczyć przez zakurzoną szybę stare, zniszczone rękawice. Powiew dalekiej historii. Przypominam sobie film &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Niewinni+czarodzieje-1960-898"&gt;Niewinni czarodzieje&lt;/a&gt; - zdaje się, że kilka scen było tam kręconych. Wow, szok. Zaczynam cokolwiek kojarzyć, kleić miejsca z historiami, obrazy z emocjami. Czyżby żelazna obręcz na mózgu puszczała? A swoją drogą - film wgniótł mnie w ziemię. I to ujęcie Placu Konstytucji na samym początku. I muzyka oczywiście. Muszę go jeszcze raz zobaczyć koniecznie. Przemyśleć co o nim myślę. Samodzielnie. Chyba na tym też polegał problem w związku - tak się zafascynowałem, że zniknąłem. Było czym, to fakt, ale - bez przesady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DFbsL2SzLIc/TmHzRanWyXI/AAAAAAAABdY/j8bKkMs2apI/s1600/201109031395.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-DFbsL2SzLIc/TmHzRanWyXI/AAAAAAAABdY/j8bKkMs2apI/s320/201109031395.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648062888227031410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czy umiem prosić o pomoc? Nie umiem. Ale nie w tym sensie, że nie potrafię powiedzieć: proszę o pomoc. Potrafię. Ale najczęściej taka prośba, wyrażona mniej lub bardziej wprost, jest odrzucana. Ostatnio poprosiłem koleżankę, która "siedzi w kulturze", żeby mnie gdzieś zabrała ze sobą jak będzie się coś ciekawego działo. Zobaczymy, czy się odezwie, z doświadczenia wiem, że raczej nie. Bo proszenie o pomoc, tak na prawdę, oznacza, że prosimy żeby ktoś w nas coś zainwestował. Swój czas, energię mentalną, emocjonalną. Aby to się stało, musi być spełniony jeden warunek: trzeba sprawiać wrażenie, że się dobrze wykorzysta to, co się dostało. Dobrze jest też sprawiać wrażenie, że będzie się w stanie czymś odwdzięczyć. Może to brutalnie brzmi ale całe nasze życie społeczne tak jest skonstruowane. Jeśli chodzę totalnie bez energii to nikt "nowy" się ze mną nie chce zadawać, bo nie tylko nie wykorzystam tego, co dostałem ale jeszcze pociągnę kogoś za sobą odrobinę w dół, zanim ten ktoś się zorientuje i ucieknie. To zrozumiałe - podstawową powinnością człowieka jest dbać o siebie, o swój dzień, o swój nastrój. Dlatego proszenie nie może być pełne desperacji, wynikającej z "sieroctwa". Trzeba nawiązać trochę kontaktu, pokazać, że się stoi na własnych nogach, tak, żeby ktoś widział, że warto, że być może - choć to nie najważniejsze - dostanie coś z powrotem. Nie chodzi o to, że ten ktoś musi dostać coś z powrotem ale chodzi o to, żeby, jak już coś daje - widział, że nie idzie to na marne. I tyczy się to wszystkiego, nawet głupich pięciu minut rozmowy przy barze w klubie. Trochę inaczej jest z przyjaciółmi, tutaj mamy swoistą linię kredytową. Ona też się czasem wyczerpuje oczywiście. Tego się już trochę nauczyłem, prosić o pomoc przyjaciół. I dbać o nich choć trochę. Zresztą ten blog też jest tego wyrazem. Jest jeszcze kategoria ludzi zupełnie poświęconych innym i nie dbającym o siebie ale często to jakaś patologia. No więc, żeby odpowiedzieć - o tyle potrafię prosić o pomoc o ile potrafię pokazać, że sam sobie chcę i mogę choć trochę pomóc. Przynajmniej zacząć to robić - licząc na to, że jakoś to będzie. Czyli, uwaga, będzie patetycznie, przekroczyć próg nadziei. Robić coś, mimo, iż nie widzimy wcale jak to ma nas doprowadzić do celu. Wykonać pierwszy krok, szarpać się jak ryba na wyrzucona na brzeg, mimo braku wiary, mimo braku nadziei. Ilu z nas wrzuci do wody rybę, która leży na brzegu i się nie rusza? A ilu wrzuci tę, która jeszcze podskakuje? Jest w niej jeszcze wola życia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze co do obręczy na mózgu. Nie wiem czy ktokolwiek zdrowy, odrobinkę klejący jakiekolwiek myśli i pragnienia, może sobie wyobrazić jak to jest. Jak to jest mieć obręcz założoną na głowę przez depresję. Leci w tej głowie myśl, leci po totalnie białym tle, przez białą mgłę, np.: co bym chciał dziś zrobić, żeby było mi lepiej. Leci, leci, odbija się od jednej strony głowy, odbija się od drugiej, zaczyna spiralnym ruchem spadać w dół jak moneta puszczona w lejku w fokarium na Helu i w końcu wypada z głowy przez ten dolny otwór. I koniec. Pustka. Biała mgła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak ja się cieszę, że ta obręcz czasem puszcza, że są momenty, kiedy wszystko jest takie nowe, ciekawe, fascynujące, że czuję słońce na policzku, że czuję wiatr w uszach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz mam iść na warsztaty teatralne. Nie chcę. A może nie chce mi się? Boję się? Jestem skrępowany? Zmusić się czy nie? Gdzie jesteś moja intuicjo? Czemu mi nie podpowiesz co jest dobre dla mnie teraz, w tym momencie. Ok, nie róbmy z tego takiego big deal. Poszła spać - jej święte prawo.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4591779941985215695?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4591779941985215695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/trampki-cd.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4591779941985215695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4591779941985215695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/trampki-cd.html' title='Trampki, cd.'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-DFbsL2SzLIc/TmHzRanWyXI/AAAAAAAABdY/j8bKkMs2apI/s72-c/201109031395.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-8096982411831378434</id><published>2011-09-02T22:48:00.005+02:00</published><updated>2011-09-04T08:56:30.662+02:00</updated><title type='text'>Trampki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jogę jednak uskuteczniłem. Nie uspokoiła mnie tak jak zwykle bo nie byłem do końca w nastroju. Ale i tak było fajnie. Dobrze trafiłem - sesja była raczej relaksacyjna. Potem chciałem sobie kupić trampki. Bardzo mi się podobają - takie zwykłe, nad kostkę, czarne albo czerwone. Pojechałem do centrum handlowego pewien sukcesu. No i zdziwko. Znalazłem tylko w jednym sklepie, takie z gwiazdką, jakieś converse czy cuś. Cena mnie zwaliła z nóg. No więc pytam jednego gościa na ruchomych schodach gdzie można tutaj kupić zwykłe trampki - miał na sobie. A on na to, lekko zirytowany: no to są konwersy ale tu nie nie wiem gdzie - tu nie kupiłem. A potem lekka panika a w oczach logo allegro.pl. Ubawiłem się. Więc z trampkami porażka -  za to spotkałem koleżankę z pracy byłej, pogadaliśmy sobie bardzo fajnie i na luzie. Jest sama, po rozwodzie - podrzuciła mi kilka sposobów na spędzanie wolnego czasu, nic fascynującego ale da się to w coś przekuć. Może nawet się gdzieś wybierzemy tak bez napinki. No i przemyślenia. Oczywiście pierwsza myśl: czy chciałbym do niej, czysto teoretycznie, wystartować. No nie. Wszystko z nią w porządku: ładna, młoda, niegłupia itd. Za spokojna, prądu nie ma. Ratunku, pomocy. I druga myśl: ma to, czego mi brakuje, to czego szukam i co mogę dać sobie tylko sam: dobrze wie jaka jest i to akceptuje. No to by było na tyle. Panu już dziękujemy, zapraszamy na egzamin w następnym semestrze. Kolejne przemyślenie: kiedyś bym nie zagadał, nie zauważył, ewentualnie wymienił dwa zdania i uciekł bo mnie ludzie wkurzali. Teraz, bez namysłu zagadałem i wyszło całkiem fajnie. I trochę rzeczy, które mnie interesowały się dowiedziałem. Czyli kolejna rzecz do odnotowania: wyjść do ludzi, wyjść do ludzi. To pomaga.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;No to koniec na dziś. A teraz kierunek allegro - szukam trampek. Nie jest to nic specjalnie głębokiego, nie zalatuje bólem istnienia, no nie? I to właśnie jest w tym fajne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-E2SXxL76frI/TmFNr1y-_nI/AAAAAAAABdI/qqC1ZSgy0bw/s1600/buty-meskie-trampki-new-age-082-red_0_b.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 201px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-E2SXxL76frI/TmFNr1y-_nI/AAAAAAAABdI/qqC1ZSgy0bw/s320/buty-meskie-trampki-new-age-082-red_0_b.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647880823269949042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;ps. Ktoś mnie pyta o coś na temat dawania sobie pomóc. Nie do końca rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-8096982411831378434?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/8096982411831378434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/trampki.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8096982411831378434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8096982411831378434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/trampki.html' title='Trampki'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-E2SXxL76frI/TmFNr1y-_nI/AAAAAAAABdI/qqC1ZSgy0bw/s72-c/buty-meskie-trampki-new-age-082-red_0_b.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-6721309392618389516</id><published>2011-09-02T13:16:00.007+02:00</published><updated>2011-09-03T10:22:38.246+02:00</updated><title type='text'>No i dzisiaj leżę i myślę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;czy ktoś może mi wytłumaczyć czemu? Może trzeba to leżenie po prostu zaakceptować. Przeżywam jeszcze jakieś echa żałoby. Nagle znowu nie rozumiem, dlaczego mam spać sam w nocy, nie docierają do mnie tłumaczenia mądrych książek, nie pamiętam tych wszystkich głębokich przypowieści. Mam wielką, olbrzymią wyrwę, wyrwę na czułość, której nie ma kto wypełnić. Kobieta, którą się zraniłem siedzi mi w głowie od rana i nie chce wyjść. Pozwalam na to. Dziś dzień ?odpoczynku?. Nie wszystko na raz. Nie miałem łatwego startu, ciężkie chmury nad łóżeczkiem, karty znaczone już w przedszkolu. Mam siłę, czuję ją. Ta siła to miłość do siebie. Tylko akurat dziś nie potrafię jej znaleźć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-MrfWHj3i7dc/TmFS_tyY9HI/AAAAAAAABdQ/mhR8TgCwo-8/s1600/201109011383.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-MrfWHj3i7dc/TmFS_tyY9HI/AAAAAAAABdQ/mhR8TgCwo-8/s320/201109011383.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647886662275495026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma kto wypełnić wyrwy na czułość? Bujda, jest mnóstwo kandydatek. Ale ja chcę akurat tej, które mnie nie chce. Taki łańcuszek sobie układamy, ona nie chce mnie, ja nie chce innej, która z kolei nie chce innego i tak w nieskończoność. To się nazywa niedojrzałość. To z tego próbuję wyjść. Szyja boleśnie ściśnięta stresem. To już nie jest zabawa, konsekwencje są poważne. Nie mam ochoty na jogę, może mam ochotę na taniec. Pójść wieczorem, zawirować, napić się, ?spodlić trochę?. Ale to by musiało być coś smutnego, ekstatycznego. Dziś moje ciało chce krzyczeć emocjami, wyrzucić z siebie ból rozłąki, odrzucenia, wściekłości na siebie i świdrującego pytania: dlaczego? A przecież odpowiedź jest znana. Dobrze znana. Chyba normalne, że trochę to trwa - przeżyć to wszystko w jeden dzień - śmiertelne. Z drugiej strony - nie mogę postępować wbrew sobie, nie mogę związać się z kimś, kto mnie nie pociąga. Być może zakochanie jest tylko, jak to nazywają specjaliści, kateksją ale bez niego nie potrafię się do nikogo zbliżyć. Może dlatego, że to bardzo radosne uczucie, mało miałem radości w życiu i dlatego tak bardzo do niej tęsknie. A może jestem zbyt niedojrzały, żeby podjąć decyzję. Wielka niewiadoma. Całe życie przeżyłem emocjami a teraz mam uwierzyć komuś, że mogę je opanować, zacząć trochę kontrolować i to będzie dobre? Przyjemne? Z drugiej strony - tak bardzo tęsknię za jakąś stałością, za tym, żebym nie musiał się sprawdzać, udawać. Jak do tego dojść? Jak to zrobić. Jestem wściekły - teraz, tutaj. Udało mi się złamać barierę, zbliżyć się do kogoś. Co więcej nadal jestem blisko. To jakaś osobna kategoria uczucia. Ktoś nas zostawia, nie chce ale nadal jesteśmy blisko. Nadal pamiętamy, że to tutaj było bezpiecznie, ciepło. Już jest lepiej, już lepiej. Pisanie pomaga. Zrobić dzisiaj coś dla siebie. Wybiorę się na jakiś wieczór autorski albo cokolwiek innego. Może jednak trochę poszaleję. Należy mi się.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-6721309392618389516?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/6721309392618389516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/no-i-dzisiaj-leze-i-mysle.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6721309392618389516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6721309392618389516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/no-i-dzisiaj-leze-i-mysle.html' title='No i dzisiaj leżę i myślę'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-MrfWHj3i7dc/TmFS_tyY9HI/AAAAAAAABdQ/mhR8TgCwo-8/s72-c/201109011383.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-4095652400079446811</id><published>2011-09-01T23:45:00.012+02:00</published><updated>2011-10-28T17:26:21.447+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='joga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='taoizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='emisja głosu'/><title type='text'>To był dzień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczął się wczoraj. Od dwunastej w nocy, rozmowa z prawnikiem. Wyłączyć emocje, przestać myśleć jakie to wszystko straszne - tylko fakty, decyzje. "Napisali oddalili czy odrzucili? Bo to różnica" - w jakim świecie ja żyję? Włączyć się z powrotem w tryb ludzki i iść spać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że co? Że rano brak energii? Kilka cykli powitań słońca i po temacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem rozpoczęcie roku w podstawówce moich dzieci. Ratunku, ratunku, pomocy. Szkoła polska publiczna to porażka. "Musieliśmy zmienić plan wszystkich klas - bo pod koniec sierpnia jedno dziecko z klasy dwa lata wyżej zrezygnowało" - że co? że jak? "To ja już państwu tłumaczę" i tłumaczy, nam, matołom jakimś, z dumą chyba, że opanowała takie zagadnienie: "Przyczyna jest taka, że w tej klasie było 25-cioro dzieci a limit w regulacji, żeby klasę podzielić na dwie grupy do nauki języka wynosi więcej niż 24. Skoro jedno odeszło, to nie spełniają limitu i wszytko trzeba było ułożyć od nowa." Ratunku. To tylko przykładowy symptom - instytucja, której istotę stanowi cała masa regulacji i kodeksów i pani dyrektor lubująca się w statystykach. Dzieci są na szarym końcu. Mają siedzieć cicho i grzecznie chodzić i nie brudzić podłogi. Tylko rodzice tacy głupi i nie rozumieją tych przepisów. Czytają bez zrozumienia. I męcz się z nimi człowieku.&lt;br /&gt;Ok, koniec narzekania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczęcie roku szkolnego - ubrałem się, najbardziej ekstrawagancko i  wyrażając siebie ale nie niedbale jak potrafiłem. Nie potrafię albo raczej nadal jestem sztywny po prostu. No ale  pierwsze koty za płoty - jeszcze będą okazje - przyuważyłem jednego  faceta, który był ubrany tak jak by mi się podobało. Jutro spróbuje.  Potem trochę czasu z synkiem. Porobiliśmy trochę zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem na pocztę, znowu jakieś pisma powysyłać, książkę do Kobiety, którą (dla odmiany) ja trochę skrzywdziłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na ściankę. Fajnie było. Trochę strach i lenistwo mnie dopadły ale myślę, że będę chodził.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając zajechałem na małe piwo do jedynej sensownej kawiarni w okolicy. Pierwszy raz w życiu. Sam w lokalu. Sam dla siebie. A tu ludzie gadają, palą papierosy. I jedni gadają o jodze. Że zaczynają. No to ja wstaję, sam siebie nie poznaję i włączam się do rozmowy. Od tak. I jestem wyluzowany. I oni się śmieją z tego co mówię. Jak to się stało? A potem się okazało, że zaraz się tam rozpoczyna czytanie jakiejś sztuki. No i ja tam idę. I prawie że przerywam to czytanie, bo mnie tak wkręciło. Dopiero potem się okazuje, że wkrętka była celowa - wszyscy siedzieli cicho i tylko ja się odezwałem. I wcale się tym nie przejmuję. A potem, po, gadam z tymi aktorkami, potem biorę głos w dyskusji. I ludzie mnie słuchają. Nawet się śmieją. Wiec ja, z tym technicznym umysłem, ja, matoł skończony niczego w szkole polskiej publicznej nie nauczony, bo spałem z nudów, mogę coś powiedzieć do rzeczy w tym środowisku? No i przecież - po prostu spędziłem czas w taki sposób. Równie dobrze mógłbym być w domu i czytać i byłbym to nadal ten sam ja. Jak to się stało, że ta trzydziestoletnia napinka nagle ze mnie zeszła? Że nie robię z tego niczego takiego. Nagle zrozumiałem, że po raz enty dążyłem do jakiegoś mirażu. Chciałem się gdzieś wkręcić, żeby mnie to zbudowało. Udało się gdy już odpuściłem - klasyka gatunku. Prawdziwy spokój jest we mnie. Wracając do domu na rowerku czuję swoje korzenie nagle. To, że jestem jakoś ugruntowany. Że jestem sam dla siebie, że mogę być sobą sam dla siebie. Poznałem tam jedną fajną kobietę, pogadaliśmy o taoizmie, jest sinologiem. Umówiłem się na jakieś spotkanie bo temat taoizmu mnie ciągnie a nie miałem z kim o tym za bardzo pogadać jak dotąd. Więc generalnie - dzień pełen wrażeń jak dla mnie. Idę spać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Km10gXuROms/TmAIkXli_LI/AAAAAAAABdA/v_HJUMfAmSs/s1600/201109011368.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Km10gXuROms/TmAIkXli_LI/AAAAAAAABdA/v_HJUMfAmSs/s320/201109011368.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647523353622412466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. Na poniedziałek muszę się nauczyć mówić w dwudziestu różnych emocjach, uczuciach, sytuacjach zdanie: "Podawała baba babie, przez piec, malowane grabie". To jest dla mnie wyzwanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-4095652400079446811?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/4095652400079446811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/to-by-dzien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4095652400079446811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/4095652400079446811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/09/to-by-dzien.html' title='To był dzień'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Km10gXuROms/TmAIkXli_LI/AAAAAAAABdA/v_HJUMfAmSs/s72-c/201109011368.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-9103768791009447117</id><published>2011-08-31T19:53:00.006+02:00</published><updated>2011-10-08T08:43:02.731+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd rodzinny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ścianka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='emisja głosu'/><title type='text'>Pozorny smutek, arogancja - siostra siły</title><content type='html'>Myślę sobie, że smutnie musi wyglądać ten blog. A jest przecież wręcz przeciwnie. Dzisiaj sobie to uświadomiłem. Szedłem chodnikiem i buzia mi się śmiała. Tyle rzeczy przede mną, rzeczy, które dla niektórych nigdy nie będą dostępne - znam kilka osób, które depresja zabrała i już ich nie odda. To prawda, najprostsze rzeczy sprawiają mi trudność ale radzę sobie jakoś. Uczę się. Dziś byłem w centrum handlowym. Zaraz, zaraz - ktoś pomyśli, że zwariowałem z tymi zakupami. Ale ja nigdy w życiu nie kupiłem sobie nic do ubrania oprócz garnituru. Wszystko jakoś samo się znajdowało w szafie. Do tego ten stres. Ciągle mnie napada w najmniej spodziewanych momentach. Rozlałem dziś kawę - nie mogłem się zdecydować czy usiąść w lewo czy w prawo na kanapie. Kawa na tacy. Jak na zwolnionym filmie. Kubek się zachwiał, chwila nadziei, że jednak się nie przewróci, kontra w druga stronę - odruchowa, zanim zdążyłem pomyśleć - zakończyła całą sprawę. Coś na dnie udało się uratować. Tak bywa. Wytarłem, usiadłem i tu kolejna zmiana. Uśmiałem się w duchu. I siedziałem jeszcze z pól godziny przy tym bałaganie obserwując ludzi. Zabawne, nigdy nie zwróciłem uwagi na to, że sporo ludzi łazi po tym centrum w te i wewte.  Myślałem, że tylko ja tak robię, bo jestem niepozbierany. No i poszedłem do sklepu. Wokół sami znawcy, faceci wybierają, przymierzają, doradzają. To tak się robi? Gdzie ja byłem przez ten czas, kiedy wszystko się zmieniło. I kolejne objawienie. To koszule się dzielą na slim i regular i to jest opisane na półkach? Lubię te obcisłe bardziej. W kolejnym sklepie już nie było takiego podziału i poległem. Zdawało mi się, że są szerokie a nie chciało mi się iść przymierzać. To mogę sobie tak swobodnie chodzić, zapytać gdzie jest dział męski albo samemu znaleźć i może nawet zapamiętać, zastanawiać się, przymierzać a potem równie dobrze nic nie kupić i sobie pójść. Wow. Kupiłem koszulę - jutro rozpoczęcie roku szkolnego - nie będę dzieciom robił obciachu a uczulenie na garnitur chyba nigdy mi nie minie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No tak, przedtem byłem w sądzie rodzinnym - jeszcze jedna rzecz się za mną ciągnie. "Nie przeglądamy akt na telefon" - więc musiałem jechać pół godziny w jedną stronę, żeby załatwić sprawę na pięć minut. To nie problem, oprócz tego, nienawidzę wchodzić do tego siedliska debilnych urzędasów, którzy wryli na pamięć zbiór jakichś totalnie nieżyciowych przepisów, włożyli na siebie śmieszne czarne worki, zawiesili jakąś ketę na szyi i myślą, że mogą sądzić innych na bazie swoich własnych przekonań zmiksowanych z usłyszanymi na rozprawie kłamstwami, których nie mogą zweryfikować w żaden sposób. Nienawidzę tego. Oprócz tego, muszę pamiętać, że mistrzem zdań wielokrotnie złożonych był Sienkiewicz a nie ja. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dziwne z tym blogiem, pewnie nikt go i tak nie czyta oprócz paru znajomych i w zasadzie nawet mi to nie przeszkadza - a mimo to bardzo mi się spodobało to pisanie i działa jakoś dobrze na mnie. Rano na jodze pojawiło się trochę siły. Siła i jej nieodłączna przyrodnia siostra - arogancja. Wychodzi natychmiast - joga jako bezlitosny weryfikator. Dwanaście cykli powitań słońca było wystarczająco męczące, żebym przestał myśleć o czymkolwiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i byłem na lekcji emisji głosu i dykcji. Trochę się rozczarowałem bo prawie wszystko jest jeszcze do zrobienia. Moje skrępowanie sięga zenitu. Miałem przeczytać jedno zdanie bez treści przedstawiając różne emocje. Różnice ledwo było słychać. Jest potencjał do zmian. Fajne ćwiczenie - muszę to opracować na następne zajęcia. Ktoś o mnie dba, przynajmniej w tym zakresie, coś do mnie mówi, czegoś mnie uczy. Bardzo tego potrzebuję. Tak samo na jodze. Czasem prowadzący podejdzie i coś poprawi. Akurat do mnie, w pozycjach, które tak źle nie wychodzą. Ludzie mnie chyba wyczuwają. Już ekstremum była jedna starsza pracownica Carrefure, coś ode mnie chciała ale gdy na nią spojrzałem odpuściła i pogłaskała mnie tylko po plecach. I znowu. Czy mam taki wielki deficyt? Czy to tak bardzo źle? Czy powinienem go sam jakoś wypełnić czy też ktoś  może mi w tym pomóc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro idę na ściankę - ale jestem zajarany. Wspinanie to taka esencja życia. Ocena szans, decyzja, szybka bo wiszenie też męczy i wynik zależący głównie od wiary w swoje możliwości. Mam nadzieję, że nadal mi się będzie podobać - tak jak kiedyś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem jeszcze wspomnieniem do ostatniego weekendu. Dopóki mnie bolało widziałem fajną dziewczynę, która mnie zraniła. Teraz widzę lekko się chwiejącą, goniącą za mirażem nie wiadomo czego ładną, inteligentną dziewczynę ze strachem w oczach. Oczach zamglonych alkoholem, zmęczeniem i brakiem snu. Prawda jest jak zwykle gdzieś po środku. Definicja miłości&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;: miłość to wola poszerzania swojej albo czyjejś jaźni&lt;/span&gt;. Ta jaźń woli się poszerzać beze mnie - zaakceptowane? Choć boję się o nią trochę nawet teraz i ten cień strachu jest chyba najbliższy prawdziwemu miłowaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Bcp_YGPFanU/Tl6EsAcJx8I/AAAAAAAABcY/l8Zn29TQ6MA/s1600/201108311363.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Bcp_YGPFanU/Tl6EsAcJx8I/AAAAAAAABcY/l8Zn29TQ6MA/s320/201108311363.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647096874336372674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-9103768791009447117?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/9103768791009447117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/pozorny-smutek-arogancja-siostra-siy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/9103768791009447117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/9103768791009447117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/pozorny-smutek-arogancja-siostra-siy.html' title='Pozorny smutek, arogancja - siostra siły'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Bcp_YGPFanU/Tl6EsAcJx8I/AAAAAAAABcY/l8Zn29TQ6MA/s72-c/201108311363.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-2989431725017170724</id><published>2011-08-31T06:34:00.005+02:00</published><updated>2011-08-31T10:16:17.932+02:00</updated><title type='text'>W życiu człowiek się rozwija, w depresji zwija</title><content type='html'>Byłem już zgniecionym w kulkę paragonem za paliwo, teraz moje zmysły powoli się budzą, zaczynam słyszeć muzykę, widzieć obrazy, radość we mnie powoli kiełkuje. Włączyłem nawet radio, ukochaną trójkę - jeszcze mnie drażni trochę. Dotrwałem do pierwszego bloku reklam: wybierz, kup, zrób - świń z tobą nie pasałem. I ten charakterystyczny akcent, melodia, tembr głosu - już widzę laboratorium, w którym bada się reakcję statystycznego polaka na te bodźce.&lt;br /&gt;Obudziłem się wcześniej niż zwykle, ranne przemyślenia - często zachowuję się w życiu tak jak bym nie dbał o siebie, nie brał za siebie prawdziwej odpowiedzialności. Coś jak z tym napisem na nagrobku: tu leży ten, który miał pierwszeństwo przejazdu. Można mieć rację i się jej trzymać (ktoś coś powiedział, obiecał - mam dowody) - można też być szczęśliwym. Ograniczone zaufanie - pretensje do nikogo oprócz siebie. Czy ktoś jest w stanie sensownie wytłumaczyć jak w ogóle dożyłem swojego wieku, skoro dopiero teraz to odkrywam? Cud, zaiste cud - nie mogę go zmarnować. Więc biorę prysznic i na jogę.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-2989431725017170724?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/2989431725017170724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/w-zyciu-czowiek-sie-rozwija-w-depresji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2989431725017170724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/2989431725017170724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/w-zyciu-czowiek-sie-rozwija-w-depresji.html' title='W życiu człowiek się rozwija, w depresji zwija'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-6623949896202660304</id><published>2011-08-30T20:14:00.004+02:00</published><updated>2011-08-30T22:11:31.331+02:00</updated><title type='text'>Dużo by pisać</title><content type='html'>Wczoraj mail od matki moich dzieci. Jestem nieodpowiedzialny, naraziłem ich na niebezpieczeństwo, mam iść z kimś o tym porozmawiać, z wakacji ze mną i obozu, na który ich wysłałem wrócili smutni i zasikani ze strachu. Chyba osiągnąłem już jakiś zen w tym obszarze bo odpisałem tylko grzecznie, że nie mam wstępu do świata, w którym to wszystko się stało więc nie jestem partnerem do rozmowy. W moim się nic takiego się nie stało. Pomyślałbym, że zwariowałem, gdybym nie miał zdjęć i był tam sam. Koniec tematu. Smutne, zaakceptowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Córkowy dzień" dzisiaj, dla odmiany, udał się całkiem. Początkowe zmęczenie i senność minęły po nazwaniu po imieniu i zaakceptowaniu. Wielkie wydarzenie - pierwsza dorosła sukienka, kupiona przez tatę. Nagraliśmy też trochę muzyki i zrobili parę zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joga rano - grana - super.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa oczywiście cały czas pełna myśli wszelakich. W sobotę widzę się z Kobietą, którą się skrzywdziłem. Nadal trochę we mnie siedzi. I jest przyczynkiem do przemyśleń. Napisałem dla niej coś takiego ale nie zdążyłem przedstawić:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak trudno zachować równowagę, między porywem,&lt;br /&gt;między pragnieniem Twoich włosów,&lt;br /&gt;Twojego śmiechu, smutku, towarzystwa&lt;br /&gt;a&lt;br /&gt;świadomością, że jesteś czymś dużo, dużo większym,&lt;br /&gt;tak samo jak Ja,&lt;br /&gt;czego nie pojmuję&lt;br /&gt;a co czuję, gdy patrzę na Ciebie,&lt;br /&gt;mrużąc oczy, pozornie znudzony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tu zaczynają się schody. Ewidentnie uległem temu trikowi ewolucji, który jest niezbędny, żebyśmy nie wyginęli. Mimo sporej dozy wiedzy i świadomości - zboczyłem. Mam wrażenie, że rzadko kiedy w życiu idę tą prostą ścieżką a nawet jeśli wielkim wysiłkiem się na niej znajdę - zaraz coś (ja sam) mnie ściąga w jakiś straszny labirynt obok, z którego wychodzę cały pokiereszowany tylko mały kawałek dalej. Czemu ją wybrałem? Bo jest fascynująca? inteligentna? piękna? pełna życia? muzykalna? jest matką? A może dlatego, że przy tym wszystkim jest taka jak ja. Narcystyczna, egoistyczna, niestabilna, goniąca za poklaskiem, za coraz to nowymi doznaniami. Z bólem istnienia w wieku dorosłym. Co zadecydowało? Jedno i drugie? Czy z melancholii i bólu istnienia można się w ogóle wyleczyć? Czy to jest jakaś immanentna cecha? Mam wrażenie, że w moim przypadku jest coraz lepiej. Z wiekiem, ze sportem ale nadal uciekam na widok stabilnej kobiety, która nie da mi dreszczyku emocji, zagłuszenia. Zresztą, takich w moim wieku i wolnych chyba już nie ma. A mam takie marzenie, za rok na wakacje pojechać z kimś, moimi dziećmi, może jej dziećmi. Czy to marzenie o miłości czy po prostu ucieczka od samotności. Czy jestem w stanie zaangażować się w związek z kimś, kto może nie będzie wystarczająco błyskotliwy? ładny? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;kto będzie chciał się zaangażować&lt;/span&gt;? kto nie będzie budował mojego ego (tak, to moja dziewczyna jest taka super)? Może moje wybory są tak na prawdę objawem strachu przed decyzją połączonego z koniecznością podbudowy siebie. Jakoś czuję, że tak to właśnie jest. Wniosek prosty, powtórzony już nie jeden raz - trzeba zbudować siebie. Tylko jak? Moja inżynierska głowa nie chce zrobić niczego bez planu i projektu. A tutaj tak trzeba. Rzucić się w dziwne, nieokreślone, prawopółkulowe obszary. Zdobyć przyjaciół i znajomych, mieć jakąś pasję, mieć w sobie stabilność, pozbyć się sędziego w sobie. Czasem patrzę na to co piszę oczami siebie sprzed wielkiej, życiowej zmiany i wydaje mi się to takie bezsensowne i bałamutne, że aż wstyd. A innej drogi nie ma. Trzeba jakoś to przejść. Ustawiam się ze znajomym na ściankę. Przez 10 lat się nie wspinałem z powodu kłopotów z kręgosłupem, na które nie pomogła cała armia polskich ortopedów a pomógł jeden, uśmiechnięty i wyluzowany mongoł i trochę jogi na dokładkę. Mam ochotę iść gdzieś potańczyć ale gdzie? jak? z kim? Nienawidzę być sam w klubach a nie potrafię nawiązać znajomości na miejscu - tym bardziej, że nie cierpię rozmawiać w hałasie. Dlaczego takie trudne jest dla mnie pójście gdzieś samemu? Ostatnio uciekłem z kina - byłem sam. Miałem już bilet, cole i naczosy - i uciekłem nagle. Tuż przed seansem. Więc jak z tym tańcem? Może się jednak przełamię i pójdę do Cudu nad Wisła trochę się potransować. To nie jest moja ulubiona muzyka ale jak się nie ma... Teraz co do tego, co mnie w zasadzie dziś trochę zajęło. Garderoba. Schudłem tak, że ważę jak w liceum. Na skutek stresu prawdopodobnie i jakiejś ogólnej tendencji. Bardzo mi to odpowiada - dobrze się czuję. Ale kupić spodnie na 182 wzrostu i 67 w pasie? Ratunku. Dziś się udało - jedna sztuka na pięć sklepów - nie wybrzydzałem. A trochę ostatnio biegam więc raczej jeszcze trochę stracę. Ale tak na prawdę problem jest głębszy. Całe życie ubierałem się najpierw praktycznie i ascetycznie, potem po prostu byle jak, chyba, że do pracy. Teraz mam ochotę jakoś odrobinę się wyrazić, ale jak? Jak może się ubrać facet w wieku lat trzydziestu, wyglądający na maks 30. O usposobieniu raczej konserwatywnym ale którego nosi estetycznie i trochę artystycznie. Nie skopiuję stylu młodszych. To nie dla mnie. Na poważnie nie lubię i do mnie nie pasuje - bo wyglądam jak szczeniak. To samo tyczy się fryzury. Mam już dość tej grzywki na bok od dziada, pradziada. Ale co innego? Przecież nie będę codziennie stawiał włosów na żel. Długie odpadają, w bardzo krótkich wyglądam jak skin i ludzie uciekają. Coś się postaram jutro z tym zrobić. Jak zmiany to zmiany. No i jeszcze jakieś aktywności muszę wymyślić. Wyjść do ludzi. Z drugiej strony - tak sobie myślę, że nie zrobiłem tego, gdy był czas. Nie mam teraz grupy znajomych wokół siebie. Po knajpach nie będę chodził bo musiał bym być stałym bywalcem a na to nie mam zdrowia ani czasu. Może czas zaakceptować, że nie będę już nigdy w klimacie paczki znajomych jak z reklamy piwa. No i na koniec. Jestem dumy z siebie. Nabieram sił. Coraz więcej. Powoli coś się we mnie dzieje. Powolutku ale przynajmniej jest kierunek. Jedyny problem jest taki, że to jak powolne łykanie tabletki z matrixa - trzeba zupełnie zapomnieć o starych wzorcach, np. o tym, że czuję się, źle kiedy widzę kogoś lepszego, żywszego, kreatywniejszego. Muszę cały czas pamiętać, że trawa nie jest zieleńsza po drugiej stronie płotu. Że nie wiem jak tam jest i co kogo czeka jeszcze. Bez sensu jest, że fascynują mnie ludzie, których postępowanie w moim przypadku doprowadziło do katastrofy. Czemu nadal tam ciągnę? Czy nie wystarczającą ilość razy się przekonałem, że iskry palą się szybko i bardzo parzą. To jak zmiana konia w biegu. Karkołomne i niebezpieczne. I w dodatku nie wiedząc dokąd ten nowy mnie zawiezie.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-6623949896202660304?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/6623949896202660304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/duzo-by-pisac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6623949896202660304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/6623949896202660304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/duzo-by-pisac.html' title='Dużo by pisać'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-8990699880911597480</id><published>2011-08-29T18:22:00.005+02:00</published><updated>2011-08-29T22:36:34.181+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='joga'/><title type='text'>Joga dziś rano – nie dać się przewrócić zefirkowi</title><content type='html'>W nocy stało się coś dziwnego. Wczoraj wieczorem ustawiłem budzik na 6.45, żeby zdążyć na jogę na 7.30. Obudziłem się zadowolony, że przed czasem. Sprawdzam godzinę:7.02. Znowu robiłem coś w nocy i nie pamiętam, kiedy usunąłem alarm. Oczywiście załamka a potem... cud - decyzja, prysznic, ranek, rower, słońce wschodzące nad przejściem dla pieszych i zdążyłem. Cud - pretensjonalnie to brzmi ale takie są moje obecne realia - dla mnie to sukces. Nie dać przygnieść przez piórko, nie dać się zdmuchnąć zefirkowi. Trochę się umocnić, bo kiedyś przyjdzie wichura. Pisze to osoba, która kiedyś zgodziła się prowadzić i zakończyła sukcesem projekt przekraczający jej kompetencje dwa razy. Awans, to wtedy było ważne. Czuję, że znowu będę mocny jak kiedyś - tylko mądrzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joga - cudowna terapia narcyzmu. Wszyscy na sali są równi, nie ma znaczenia zawód i zdolności. Każdą pozycje można wykonać dla innych albo dla siebie - źle albo dobrze. Dół pleców mam tak sztywny, że w niektóre pozycje nie potrafię wejść bez pomocy krzesła podczas gdy pozostałym wystarczy koc lub wałek. Mógłbym się zmusić, udawać, rozciągając nie te mięśnie, które trzeba, jakoś wytrzymać. Czyli znowu zrobić sobie krzywdę, „na pokaz” – tak jak nieraz robiłem to w życiu. Pięć minut stania na głowie – cudowne – jeszcze parę dni i dojdę do formy sprzed wakacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reszta dnia upłyneła różnych dziwnych zajęciach, w tym godzinie snu, pozwoliłem sobie z litości na sobą odnośnie przeżyć weekendu. Zrobić pranie, załatwić parę spraw, poczuć jeszcze trochę bólu, pustki po kobiecie. "Jestem lżejszy od fotografii, z których będziesz mnie teraz wycinać". Tak to jest. Nie chcę prowadzić suchego opisu rozwoju osobistego. Chcę udokumentować to, co się we mnie dzieje, jakie emocje mną rządzą i jak się to zmnienia. Jeszcze wczoraj przychodziły do mnie myśli ostateczne, z wizualizacją, przejrzyste powietrze, ostre barwy, wyludniony Ursynów, długi lot z balkonu i pare osób dookoła plamy ze mnie. Taka krótka impresja, migawka. Jakieś dalekie echo tego co przeszedłem. Na szczęście dobrze sobie z nimi radzę - nie ma się czego bać. Dziś już nie przychodzą. Chyba pojadę kupić sobie buty - jedne wpadły mi w oko wczoraj a często mi się to nie zdarza. A może jednak poczytam - Droga rzadziej wędrowana - M. Scott Peck. To mój przebój ostatnio. A na 20 pójdę jeszcze raz na jogę - w końcu mam karnet. A potem może obejrzę jakiś film. Może jakiegoś kolejnego Asterix'a? Dobrze, że przychodzą mi do głowy takie pomysły - jeszcze do niedawna była tam pustka co kończyło się zalegnięciem na kanapie i próbie snu. Czy jest to w stanie zrozumieć ktoś, komu życie się pali w rękach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-XIVOnHjMy6Q/Tlu962bUGHI/AAAAAAAABb4/4gFWbGndR6I/s1600/201108291323.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-XIVOnHjMy6Q/Tlu962bUGHI/AAAAAAAABb4/4gFWbGndR6I/s320/201108291323.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646315376579188850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;ps. Jutro mamy "córkowy dzień". Robimy taki od czasu do czasu. Tylko ja i ona.  Na moment zdenerwowałem się jak spędzimy czas. Może po prostu pójdziemy nad Wisłę i coś ciekawego się trafi. W sumie po co się stresować. Pójdziemy gdziekolwiek na luzie i może będzie fajnie. Pisanie pomaga mi spojrzeć na rzeczy z boku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-8990699880911597480?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/8990699880911597480/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/joga-dzis-rano-nie-dac-sie-przewrocic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8990699880911597480'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/8990699880911597480'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/joga-dzis-rano-nie-dac-sie-przewrocic.html' title='Joga dziś rano – nie dać się przewrócić zefirkowi'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-XIVOnHjMy6Q/Tlu962bUGHI/AAAAAAAABb4/4gFWbGndR6I/s72-c/201108291323.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1045350992373056280.post-41481388736820003</id><published>2011-08-28T13:38:00.007+02:00</published><updated>2011-08-30T20:13:35.780+02:00</updated><title type='text'>Projekt mężczyzna - start</title><content type='html'>Mam 30 lat z górką, dwójkę cudownych dzieci, za sobą rozwód kategorii ciężkiej, trzy lata terapii indywidualnej i trzy miesiące grupowej. Skończyłem studia techniczne, byłem na stanowisku menedżerskim w „międzynarodowej korporacji”. Spędziłem noc w areszcie, prowadziłem samochód po pijaku, miałem nieuporządkowane życie seksualne, mam sznyt na ręku. Lubię literaturę, w tym poezję, muzykę. Mam orzeczenie o niepełnosprawności (stopień lekki, obszar „głowa”), kiedyś przez pół roku leżałem na kanapie jedząc pączki, popijając herbatą i waląc ręką w ścianę. Myśli samobójcze. Depresja. Ból w każdym zakamarku mego ciała i umysłu. Talerze spleśniały, lodówka zamarzła, w odpływie zlewu najpierw coś wyrosło a potem uschło. To już za mną. Przeczytałem mnóstwo książek z obszaru psychologii i rozwoju duchowego. Trafiłem do dobrego terapeuty, zobaczyłem i zaakceptowałem sporo rzeczy, wściekłem się na swoich rodziców a potem pokochałem ich od nowa, cały czas się uczę. Jestem na początku tej samej drogi, na której jesteśmy wszyscy -  większość z nas nieświadomie. Uważam, że depresja to nie tylko choroba - to sygnał, że coś w życiu robimy źle. Zaczynam tego bloga bo muszę się do końca urodzić. I chcę to zrobić z pomocą i wsparciem ludzi, również tych, których nie znam osobiście.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Bezpośrednim bodźcem jest bolesny koniec związku. Dwa dni temu, o 5 nad ranem, po nocy pełnej alkoholu i tańca. Obcy gość z moją dziewczyną, krótka rozmowa (jednak się pomyliłam, tak myślałam, że nie wytrzymasz i wyjdziesz, gdy nas zobaczysz) a potem ból nie do zniesienia, koszmar pierwszego przebudzenia, kiedy świadomość nie nadąża za oczami i przez chwilę świat wygląda dobrze. Brzuch ściśnięty jak po uderzeniu, wymioty z pustego żołądka. Ktoś był i go nie ma. Płacz – to akurat pozytywne, pierwszy raz od dzieciństwa udało mi się tak „na żywo” w życiu. Opisuje te emocje bo są reprezentatywne dla całego mojego życia. Zdarzyło się to wszystko dlatego, że nadal nie dorosłem. Nie chciałem widzieć, że jeszcze nie do końca jestem, nie do końca istnieję. Nie mogę kogoś obwiniać za to, że jest sobą, pewne jest natomiast, że ja nie nauczyłem się jeszcze jak żyć, kogo wybrać. I jak nie zepsuć tego co się zaczęło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem muszę wyciągnąć wnioski i zacząć się uczyć. Mam dużo teorii, nie mam praktyki. Czuję się ja Martin Eden kiedy pierwszy raz wszedł do biblioteki. Praktyczne życie, decyzje, wybory to książki z bibliotecznej półki a której nie otworzę - nie rozumiem co czytam. Kiedy mam cokolwiek zrobić, jestem zdenerwowany jak przed sądem, nie potrafię fotografować, ze strachu przed oceną czy wybrałem dobre ujęcie  - nie potrafię dać sobie czasu, żeby ustawić tryb, czas, ostrość, kadr. Prawie zupełnie nie potrafię się odezwać w towarzystwie nowopoznanych ludzi, nie wykrzeszę z siebie nic błyskotliwego, bo mój mózg ściska niewidzialna obejma ze stali. Nie umiem się ładnie ubrać bo nie potrafię nic  kupić. Bo nie wiem jaki jestem, co lubię i co jest w moim stylu. W sklepie zaczynają drżeć mi ręce i wychodzę. Moja osobista garderoba składa się z mnóstwa t-shirtów wielkich jak namiot, dwóch par szerokich dżinsów z Hali Mirowskiej i jednego ciemnego garnituru z zestawem koszul i krawatów – zestaw typu "klon" kiedyś niezbędny do pracy. Mam jednego prawdziwego przyjaciela, który dzwoni, kiedy dłużej nie ma ze mną kontaktu. Mam bardzo wąski krąg znajomych. Kiedy się uśmiecham – nie pokazuję zębów, choć mam ładne i równe. Utrzymanie porządku w mieszkaniu jest dla mnie wyzwaniem jak dojście na  biegun dla Marka Kamińskiego. Ze strachem myślę o końcu wakacji, kiedy  wrócą moje dzieci. Ze strachem myślę o tym, że muszę iść do pracy, bo  energii starcza mi na umycie się, zjedzenie i ogarnięcie chatynki. I tak  jest dużo lepiej niż było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe życie nie panowałem nad emocjami kiedy już ze mnie wyszły a przedtem zupełnie je tłumiłem. Od pewnego czasu panuję choć odrobinę, tłumię trochę mniej. Wszystko to dlatego, że po prostu jeszcze nie dorosłem. Nie nauczyłem się tego co trzeba wtedy kiedy był na to czas, w dzieciństwie, w liceum, na studiach. Zatrzymałem się z nieznanego powodu. Wierzę, że jestem normalny, że wszystko może być dobrze. Że w sklepie z ubraniami nie muszą trząść mi się ręce, że mogę się uśmiechać i nawiązywać różne znajomości i cieszyć się życiem, że kiedyś stworzę prawdziwy związek z mądrą i dojrzałą kobietą. Że będę chodzić do kina i na wystawy, uprawiać sport bez bólu. Chcę to w końcu osiągnąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam plan, realizację poszczególnych kroków będę relacjonował. Cel jest prosty – prawidłowo rozwinięty, dojrzały mężczyzna, potrafiący żyć pełnią życia – realizujący swój potencjał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan jest dość rozbudowany, umieszczę go, być może, w osobnym poście. Na początek joga i jakieś zajęcia z emisji głosu, tańca, choreoterapii. No tak, o tym nie pisałem ale nosi mnie muzycznie i tanecznie, jakoś muszę wyrażać emocje, które mną targają. Pisać przestałem bo nie do końca mam do tego talent i wychodzi grafomaństwo. Mam nadzieje, że ten blog będzie znośny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może dostanę wsparcie, od tych, którzy mnie znają i od tych, których jeszcze nie spotkałem. Nie odmówię. Wiary, że mi się uda mam na razie ledwo nad poziom wody, fala często mnie zalewa. Nie odmówię wsparcia praktycznego. Jeśli ktoś wie jak iść do sklepu, nie stracić fortuny i kupić coś fajnego – będę wdzięczny za komentarz. Jeśli ktoś ma fajny sposób na sprawienie sobie przyjemności w trudnej chwili – super. Tego rodzaju rzeczy z pewnością będą mi potrzebne bo moja, i tak słaba, praktyka życia, radzenia sobie z najdrobniejszymi rzeczami poległa gdzieś na froncie walki z depresją dawno temu. Rzeczy będące dla innych oczywistością, nad którą nawet się nie zatrzymują często są dla mnie olbrzymią górą, którą dopiero trzeba zdobyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to w drogę - liczy się droga a nie cel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hwATOLlatCE/Tl0nOx71tKI/AAAAAAAABcQ/BMVHnEt_Gtg/s1600/DSC06171_.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 219px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-hwATOLlatCE/Tl0nOx71tKI/AAAAAAAABcQ/BMVHnEt_Gtg/s320/DSC06171_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646712642668442786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-naHaIAW8WEA/TluSf_IfOWI/AAAAAAAABbw/4D_-iQSrvwg/s1600/201108291353.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1045350992373056280-41481388736820003?l=projekt-mezczyzna.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/feeds/41481388736820003/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/projekt-mezczyzna-start.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/41481388736820003'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1045350992373056280/posts/default/41481388736820003'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://projekt-mezczyzna.blogspot.com/2011/08/projekt-mezczyzna-start.html' title='Projekt mężczyzna - start'/><author><name>Projekt Mężczyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07808640290834612549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-hwATOLlatCE/Tl0nOx71tKI/AAAAAAAABcQ/BMVHnEt_Gtg/s72-c/DSC06171_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry></feed>
